Słodko-kwaśna emigracja

Słodko-kwaśna emigracja

Rozlałam w kuchni sok z buraków. Zawadziłam ręką i spadł na kosz, rozpryskując się przy tym po całym pomieszczeniu, czerwonymi plamami i brudząc wszystko po drodze: szafki, kosz, podłogę, mały dywanik, zmywarkę etc. Nie powtórzę, co mi się wyrwało z ust. Dodałam sobie roboty, a miałam się zająć czymś innym i zniszczyłam dywanik. Jednak szczerze powiedziawszy, to już dawno planowałam ten dywan wyrzucić, bo stary i ma nie te kolory, co lubię. Ale „jeszcze działał” i szkoda mi było się go pozbywać. Teraz muszę, bo buraka z chodnika nie spiorę. Mam powód, by kupić sobie nowy. To plus. Przynajmniej jakiś jest z tego buraczanego rozgardiaszu. Burak postanowił za mnie. I tak sobie myślałam, na kolanach ścierając podłogę, ile to razy w życiu przypadek „decydował” o moich decyzjach. Sam mój przyjazd do Anglii. Nigdy nie chciałam emigrować, za bardzo kochałam moje krakowskie ulice. A już na pewno nigdy nie chciałam przyjechać do tego zamglonego państwa nad Tamizą. Ale burak, przepraszam, przypadek, złamał mi serce i już nie chciałam chodzić po krakowskich ulicach. Na Anglię też padło przypadkowo, bo kolega koleżanki kogoś znał i załatwili mi tu lokum.

Tak sobie myślałam, skrobiąc buraczany sok z szafek, że nie znam wiele osób, które świadomie emigrowały. Tych, którzy mieli od dawna wybrany kraj, znaleźli mieszkanie, prace i krok po kroku wdrażali plan w życie. Na pewno są, ale w większości zadecydował przypadek. Koleżanka dostała kontrakt ze szpitala do Dubaju, pojechała i jest bardzo zadowolona. Druga koleżanka przyjechała do Francji na wymianę studencką, poznała obecnego męża i nigdy już nie wróciła nad Wisłę. Podobnie kolega, którego amorek postrzelił strzałą w Japonii, teraz stamtąd śle japońskie produkty i bardzo sobie chwali. Jak często osoby wyjeżdżają do danego kraju, bo ktoś znajomy już tam wyjechał? A gdyby wyjechał do innego, to by mieszkali gdzieś indziej. Nie piszę tego, by krytykować, a wręcz przeciwnie. Niekiedy mam wrażenie, że życie układa nam drogę samo, czasami są to wygodne kocie łby pod nogami, przypadki, dzięki którym nam lepiej i łatwiej, a czasami są to ciężkie, pokryte kolcami kłody. Zdarza się jednak, że i te kłody mają cel. Uczymy się, dzięki nim, jak rozwiązywać problemy, jak zdobyć twardy kark, czy nawet jak nabrać żelaznego pancerza. Jak z tym moim burakiem. Wkurzył mnie okrutnie rozlany po kuchni sok, ale w rezultacie wysprzątałam każdy zakamarek, bo paskudztwo wpłynęło wszędzie. Umyłam podłogę, szafki, kosze na śmieci, okno, wszystko na błysk. I będę miała nowy ukochany dywanik. Oczywiście przypadkowi trzeba trochę pomóc, nie robić kroku w tył i czekać z założonymi rękoma. Bo, gdybym zostawiła ten rozlany sok, kuchnia byłaby poklejona i brudna, mógłby w to wdepnąć pies i roznieść po całym domu, albo mogło na tym poślizgnąć się dziecko i złamać nogę.

Zdecydowanie jesteśmy kowalami własnego losu i choć życie czasami podsuwa nam cytryny zamiast słodziutkich pomarańczy, bierzmy je w garści i róbmy lemoniadę. Nie bójmy się ryzykować.

A tak na zakończenie mam pytanie – czy mieliście w życiu sytuację, kiedy to przypadek postanowił za Was, kiedy zmienił Wam całkowicie bieg życia? Podzielcie się z nami, kochamy takie historie.

O AUTORCE
Dee Łukasik

Dee Łukasik

Autorka tekstów

Dee, gdy przyjechała do Anglii w 1998 r., była Dorotą, a teraz prawie nikt jej już tak nie nazywa.  Przez pierwsze 4 lata odkrywała Londyn. Później przeniosła się na angielską prowincję, a obecnie mieszka w stolicy hrabstwa Kent, Maidstone, gdzie jej ulubionym zajęciem jest włóczenie się po okolicy z aparatem i psem. Uwielbia odkrywać małe miasteczka, a później opisywać je na swoim blogu. Przez 12 lat pracowała jako managerka restauracji, więc o jedzeniu wie bardzo dużo. Podróże, fotografia, kawa i książki to są jej największe pasje, które często łączy w jedno,, choćby podążając po świecie śladami Hemingwaya. Maluje meble, zgłębia historię Słowian i Celtów oraz ogląda europejskie kino. Ma dwójkę lekko zwariowanych nastolatków, kochającego męża, który jest również jej najlepszym przyjacielem i golden retrievera o usposobieniu kota. Razem z nimi zwiedza świat, odwiedzili już ponad 40 krajów (pies trochę mniej), a w planach mają kolejne podbicia. Marzy, by kiedyś napisać książkę, jej głowa jest zawsze pełna pomysłów.
Blog: Małe miasteczko Dee

12
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
JoannaAnia BaranekAgata *Skylar* BroCo ja wyprawiamDorota S. Kropla Arganu Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Turkusowa
Gość

U mnie była masa takich przypadków! Po pierwsze przypadek sprawił, że znalazłam męża. Przypadkowo wybrałam kierunek studiów, a bez tego bym mojego M nigdy nie poznała. Przypadkiem pojechaliśmy potem w to samo miejsce do pracy i tak to się zaczęło. Przypadkiem mąż zabrał mnie na Węgry i w tym kraju się wtedy zakochałam. Przypadek także sprawił, że na studiach zaczęłam interesować się właśnie terenami Węgier, bo akurat zobaczyłam na półce w księgarni książkę na ten temat. Wreszcie przez przypadek mój mąż po studiach dostał pracę na Węgrzech. Śmieszne to wszystko, jak sobie teraz o tym pomyślę 😀

Oliwia C-a
Gość
Oliwia C-a

Ja sama emigrowalam – bo chcialam. Szukanie pracy, zalatwianie formalnosci, samotna podroz… Najpierw Szwecja, teraz Nowa Zelandia. Przyznam ze czasami zazdroszcze ludziom, ktorzy tak ot – dostaja szanse od losu i moga z niej skorzystac….

Americas On A Stroller
Gość

Mieszkałam w 4 krajach. Do 3 z nich trafiłam przez przypadek. Były to studia następnie oferty pracy. Byłam w nich szczęśliwa. Jedyny kraj do którego zdecydowałam się przyjechać sama okazał się niewypałem. Chyba jednak wolę przypadek ☺️ Bo z doświadczenia widzę, że niezbyt mi ten wybór na dobre wyszedł 😉

NotatkiNiki
Gość
NotatkiNiki

Moje cale zycie jest konsekwencja takich “wykorzystanych” okazji i przypadkow:) Mozna by powiesc o tym napisac:)

Wildesttales.com
Gość
Wildesttales.com

o tak! tak trafilam do Anglii – za “miloscia” a przynajmniej tak wtedy myslalam. Ale nie ma tego zlego w Anglii spotkalam ta prawdziwa i teraz pobieramy sie i wyprowadzamy pod koniec roku do Tajlandii – tez z przypadku bo tam wlasnie moja druga polowka znalazla prace! Zycie jest piekne i trzeba zawsze korzystac z tego co nam oferuje!

dobragoshka.wordpress.com
Gość
dobragoshka.wordpress.com

ostatnio duzo o tym mysle, przypadek czy nie,to teraz jest mi lepiej, ale wiadomo teskni sie do bliskich 🙁

Dorota S. Kropla Arganu
Gość

Przypadek decyduje o wielu rzeczach, nawet gdy bierzemy sprawy w swoje ręce. Wszystko zależy od tego na kogo trafimy, czy kontakt z daną osobą coś nam przyniesie czy nie. Często coś planujemy, próbujemy kuć swój los. Zawsze wychodzi inaczej. Czasem lepiej, czasem gorzej, ale coś co nam coś ciekawego da. Sami też jesteśmy jednym wielkim przypadkiem – to że się urodziliśmy w danym czasie i miejscu. To że istniejemy to przypadek, że nasi rodzice w danym momencie poszli uprawiać seks. A mogli go odłożyć na później, bo byli zmęczeni. Więc przypadku nie warto ignorować, mimo że snuje się jakieś transcendentne… Czytaj więcej »

Co ja wyprawiam
Gość

U mnie to chyba też było świadome. Miałam ogromną potrzebę “przeżywania” życia, a to, czego doświadczałam będąc w Polsce, nie wystarczało mi. Pewnej nocy, jeszcze przed emigracją, coś do mnie szepnęło, że “Zurych” i trzy miesiące potem byłam w Zurychu, gdzie jestem do dziś… I tu budowałam i buduję nadal swoje życie od zera.
Dziękuję Ci Dee oraz Twojemu burakowi. Dobrze jest sobie uświadomić, że emigracja to taka piękna droga.

Agata *Skylar* Bro
Gość

Pięknie napisane! Mój wyjazd do Turcji był takim właśnie przypadkiem. Marzyłam o innych krajach, ale przypadek zesłał mi Turcję, i tam leczyłam swoją depresję i poczucie życiowego bezsensu. No i proszę. Leci 13 rok odkąd Turcja wkroczyła w moje życie. Właśnie dokładnie jest tak jak piszesz. Wszystko opiera się na przypadkach, ale… Trzeba im pomóc. Gdybym wtedy nie skorzystała z okazji tylko upierala sie że koniecznie musi być Francja to może nadal tkwilabym w swojej codziennej beznadziei?

Ania Baranek
Gość
Ania Baranek

Zgadzam sie calkowicie! Czesto mam podobne przemyslenia, dopiero co zreszta pisalam o tym na moim blogu. Mysle, ze naszym zyciem kieruje przypadek, raczej niz szczesliwy zbieg okolicznosci, ale to on nas zalezy jak ten przypadek zinterpretujemy. Tak jak napisalas, mozna przejsc wobec wielu rzeczy, ktore dzieja sie w naszym zyciu po prostu obojetnie, a moze wyciagnac z nich jakies wnioski albo przekuc na wlasna korzysc. U mnie w zasadzie wszystkie wazne wydarzenia z zeszlego roku sa kwestia przypadku i tu gdzie jestem tez.

Joanna
Gość
Joanna

Moja emigracja też była zupełnie świadomą decycją, którą jednak byc moze umożliwił mi przypadek sprzed lat. Bedac jeszcze w gimnazjum zamarzyłam, żeby oprócz angielskiego uczyć się drugiego języka obcego. Mial byc to francuski, ale akurat w wymarzonej szkole nie zebrala sie grupa poczatkujaca, wiec poszlam do szkoly niemieckiego. Zafascynowal mnie jezyk, kultura, ludzie w tym kraju, co raz czesciej jezdzilam na rozne warsztaty, w trakcie studiow na wydziale lekarskim pojechalam ze szkola niemieckiego na warsztaty jezykowe do Münster w Polnocnej Nadrenii , tam mieszkalismy obok kliniki uniwersyteckiej i pomyslam, a co sprobuje. Dostalam sie na wakacyjne praktyki i od tamtej… Czytaj więcej »

Joanna
Gość
Joanna

… jestem szczesliwa, ze jest wiecej nas, ktore maja podobne przemyslenia