ŚWIĘTA

CHARYTATYWNY KALENDARZ ADWENTOWY

Inspiracje. Kalendarz adwentowy ze słodyczami z różnych stron świata.

Tu kaczka-klubowiczka z bloga On Her Majesty’s Secret Service, a jednocześnie połowa Komitetu DezOrganizacyjnego akcji Jest Robótka.

Od sześciu lat „Robótka” szturmuje internety szukając Przyjaciół dla gromady niepełnosprawnych intelektualnie Dzieciaków-Starszaków, dorosłych z Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci w Niegowie. Celem akcji jest uśmiechnięcie Starszaków szczególnie w czasie świąt Bożego Narodzenia, gdy brak rodziny i bliskich doskwiera im najbardziej. Komitet, rzecz jasna, świeci przykładem i ma w Niegowie swoich stałych, konkretnych Ulubieńców. To nadrzędny cel Robótki. Dotrzeć indywidualnie do każdego jednego Starszaka, zauważyć go i przytulić choćby kartką z ciepłym słowem. Od wielu lat kaczka robótkuje dla cudnej Halinki, która marzy o podróżach, a rzadko ze względu na wózek i ograniczenia fizyczne opuszcza Dom w Niegowie. Jak zatem sprawić, by bez wychodzenia z domu Halina-Balbina poczuła trochę egzotyki? W tym roku na kaczkę spłynęło natchnienie. Inspiracji dostarczyło miejsce zamieszkania (Niemcy, niekwestionowane zagłębie adwentowych kalendarzy), międzynarodowy asortyment sklepów oraz moc internetów, a szczególnie Klubu Polek na Obczyźnie.

Tak oto, wspólnymi siłami, powstał adwentowy kalendarz pozwalający Halinie i jej koleżankom nie tylko odliczać dni do Bożego Narodzenia, ale również udać się w kulinarną podróż po dwudziestu trzech krajach świata. Do każdego z pudełek dołączono list z krótkim opisem zwyczajów świątecznych w danym kraju, lub – z braku takich zwyczajów – z garścią interesujących ciekawostek.

Poniżej fotograficzna dokumentacja zbiorów oraz przydatne linki i inne koordynaty, gdyby ktoś chciał popaść w podobne szaleństwo.

Dzień pierwszy

Włochy

1.

Nic trudnego. Panettone, czyli świąteczne ciasto drożdżowe z bakaliami, jest popularne i dostępne w wielu miejscach na świecie, w dowolnym rozmiarze, od najrozmaitszych producentów. Do tego Ewa z bloga www.kartkazkalendarza.blogspot.it dorzuciła słynne czekoladki z Perugii, wybrane osobiście w firmowym sklepie. Są wśród nich i te najbardziej znane, czyli Baci. (A kaczka, choć w założeniu kalendarz miał być na słodko, uległa urokowi włoskiej flagi z makaronu i dołożyła jeszcze słoiczek genueńskiego pesto. Buon Appetito!)

Dzień drugi

Korea

2.

Przez przypadek. Z półki w stacjonarnym sklepie z żywnością z Azji. Sikhye – napój ryżowy w puszce. Podobno podawany w Korei na deser. Podobno pływa w nim ryż. Do tego koreańska paczuszka czipsów z ziemniaków.

Dzień trzeci

Bawaria

3.

Tak, tak. To przecież nie jest osobny kraj, ale jak tu nie ulec fetyszowi precli? Szczególnie, gdy mieszka się w sąsiednim landzie. Żal, że nie można wysłać tych swieżo upieczonych, przekrajanych, smarowanych maslem. Wysłano zatem produkt zastępczy. Największe, jakie udało się znaleźć bawarskie precle z masy słonopaluszkowej. Do tego kompromitujące zdjęcia kaczki odzianej w Dirndl.

Dzień czwarty

Hiszpania

4.

Wypadałoby spróbować Turrón, czyli hiszpanskiego nugatu. Zwykle poza Hiszpanią można się na niego natknąć w sklepach sieci TK Maxx. Tym razem kaczkę prześladował pech i opóźnione dostawy. Ostatecznie, rzutem na taśmę, hiszpańskie słodycze zorganizowano, miedzy innymi przez Sugafari (www.sugafari.com) Oczywiście, już po wysłaniu paczki, hiszpański Turrón szczerzy się teraz orzeszkami z każdej półki w spożywczym. (Uwaga na przyszłość. Najwyraźniej produkt sezonowy i limitowany.)

Dzień piąty

Holandia

5.

W tym wypadku kaczka zwalczyła oczywistą pokusę, by zapakować w kalendarz ogromną Goudę i udała się do sklepu marki HEMA (www.hemashop.com) Tam nabyła typisch Amsterdams koekje z kawałkami Roomboterbabbelaar. Typowe amsterdamskie ciastka z kawałkami typowych holenderskich cukierków. Dwa w jednym. Do tego, obowiązkowo, Stroopwafeltjes – okrągłe wafle z masą karmelową.

Dzień szósty

Belgia

6.

Z premedytacją szóstego! Żeby móc opowiedzieć i o Sinterklaasie i o Czarnym Piotrusiu. (Ale też i o frytkach z majonezem.) W planach był zwykle dostępny w miejscowym supermarkecie krem z ciastek speculoos, ale i ten wykupiła belgijska diaspora, akurat, gdy był potrzebny. kaczka zaryzykowała niemiecki produkt oparty na belgijskim pomyśle, czyli plastry czekolady jako okładzina kanapkowa. Za zgodność z tradycją, kaczka nie ponosi odpowiedzialności. (Plastry czekolady do nabycia w niemieckich sieci sklepów EDEKA.)

Dzień siódmy

Grecja

Buchachacha! Możliwe, że kaczkę wodził za dziób jakiś stereotyp, ale wymyśliła sobie, że skoro Grecja to musi być chałwa! Okazuje się, że jeśli Grecy fajktycznie jedzą chałwę to robią to najwyraźniej u siebie w domu i bronią się przed eksportem. Po trzech tygodniach poszukiwania greckiej chałwy w miejscowych sklepach i w internetach, paczka ze słodyczami z Grecji wygląda tak.

7.

Niech przynajmniej dziewczyny sprawdzą, czy jest różnica między chałwą z sezamu, a chałwą z ziaren słonecznika. Dzień siódmy Grecja – porażka.

Dzień ósmy

Islandia

8.

Kraj ubóstwiany przez kaczke, ale cóż oni tam za słodycze mają w tym paradisie? Prince Polo? Tran? Marynowane rekiny? Zdekapitowane owcze głowy? Już, już kaczka miała słać polskie czekoladowe wafle, ale sytuację uratowało Sugafari oferujące słodycze (w tym wypadku to dość kontrowersyjne określenie) prosto z Reykjaviku. W bonusie kolekcja zdjęć islandzkich wodospadów i gejzerów pozujących do zdjęć z kaczką.

Dzień dziewiąty

Brazylia

9.

Kraj reprezentują orzechy. Rzecz jasna, brazylijskie.

Dzień dziesiąty

Japonia

10.

Podobno od przybytku głowa nie boli. kaczkę rozbolała. Asortyment japońskich produktów spożywczych dostępnych w niemieckich sklepach jest imponujący. Stanęło na przekąskach z wasabi, czyli japońskiego chrzanu, ciastkach z zieloną herbatą, bombonierce z czerwonej fasoli i zupie miso instant. Do kompletu pałeczki, by docenić tradycyjny, europejski komplet sztućców.

Dzień jedenasty

Turcja

11.

Jeśli Turcja to obowiązkowo rachatłukum, czyli wyrób galaretkopodobny w kostkachz mąki ziemniaczanej, cukru lub miodu, oprószony cukrem pudrem. Zwykle pełno go na półkach w sklepach TK Maxx. Zwykle występuje tam w bardzo oryginalnej postaci. Oczywiście, nie wtedy, gdy jest potrzebny. Ostatecznie kaczka znalazła jedno opakowanie, dość zeuropeizowane i bez orientalnej egzotyki. Ech! Widocznie trzeba kupować na zapas.

Dzień dwunasty

Francja

12.

Orgia nugatowo-makaronikowa, za którą odpowiedzialne były „Dni Francuskie” w lokalnym supermarkecie, a przede wszystkim Diav z bloga „Diav, Francuz i Mały Książę” (www.buszujacwefrancji.blogspot.fr) Przy paczce z francuskimi słodyczami musiałam trzymać całodobową straż. Dzieci kaczki wywęszą bowiem każdy węglowodan. Prosty i złożony. A tu było co węszyć.

Dzień trzynasty, świętej Łucji, czyli dziś musi być

Szwecja

13.

Z tych samych względów paczkę ze Szwecji zdeponowano natychmiast w sejfie. Karolina z bloga „Hemma hos Johanssons” (www.hemmahosjohanssons.com) nie tylko zdjęła z barków kaczki ciężar podróży do Ikei, ale nadto nasypała szwedzkich godis po kokardki. Ba! Dołączyła do tych słodyczy list ze Szwecji opisując w detalu szwedzkie Boże Narodzenie. W Niegowie trzynastego będzie jak w Bullerbyn.

Dzień czternasty

Tajlandia

14.

Tajlandia również przez przypadek, bo w sklepie z żywnością z Azji leżała samotna torebka wstażek ze słodkich ziemniaków w cukrze kusząc hasłem „Enjoyment”. Do tego kaczka pochwyciła kartonik mleka kokosowego z przykazaniem, by ugotować na nim ryż w ramach zajęć w kuchence dydaktycznej.

Dzień piętnasty

Szwajcaria

15.

Łatwizna. Matterhorn z czekolady Toblerone, również w wersji ciemnoczekoladowej. Do tego garść oryginalnych szwajcarskich czekoladek, którą to po długich negocjacjach od paszcz odjęły sobie kacze dzieci.

Dzień szesnasty

Mesyk

16.

Zgodnie ze wskazówkami Klubowiczek należało zdobyć Pulparindo, czyli miąższ tamaryndowca uklepany w batonik z cukrem, solą i papryczkami chilli. Pomógł amazon.com

Stamtąd pochodzi również mniej kontrowersyjny, meksykański marcepan z fistaszków.

Dzień siedemnasty

USA

17.

Ania z „Aniukowego Pisadła” (www.aniukowepisadlo.com) dostarczyła, tak jak obiecała, najbardziej tęczowe marshmallows z jakimi kaczka miała kiedykolwiek do czynienia. kaczka wyłudziła Candy Corn marki Hershey’s i proponuje toast Dr Pepperem!

Dzień osiemnasty

Rosja

18.

Nic trudnego, jeśli mieszka się obok rosyjskojęczynego supermarketu. Ta lokalizacja sprawia, że kaczka, gdyby się uparła, mogłaby wysłać pięciolitrowy słój marynowanych arbuzów, dwadzieścia kilo pielmieni, czipsy do piwa z suszonej rybiej drobnicy oraz tort dekorowany różami z masła. Czekoladowe wafle marki Aljonka lub barokowe ptasie mleczko na tym tle wypadają raczej blado.

Dzień dziewiętnasty

Wielka Brytania

19.

Słodyczy z Wysp Halina miała okazję niejednokrotnie spróbować. Również tych świątecznych. Dlatego tym razem klasyczne menu fajfokloka – maślane ciasteczka (Walkers dostępne w każdym niemieckim supermarkecie) i nieobecna na zdjęciu herbata Earl Grey. Koniecznie z mlekiem.

Dzień dwudziesty

Ekwador

20.

Przez przypadek pośród żywności z Azji. Czipsy z warzywnych bananów. Pycha!

Dzień dwudziesty pierwszy

Indie

21.

Pechowo, bo znajomi Hindusi wyjechali na wakacje do ojczyzny i nie bardzo mogli służyć radą. Nie zdążyli również wrócić przed nadaniem paczki żeby dorzucić coś prawdziwie egzotycznego. Stąd zorganizowana przez kaczkę egzotyka jest dosć komercyjna. Rabdi, deser instant z mleka, cukru, migdałów, pistacji, kardamonu i szafranu – do kupienia w supermarkecie.

Dzień dwudziesty drugi

Chiny i Wietnam

22.

Produkty losowo wybrane z dość skromnej chińsko-wietnamskiej oferty Sugafari. kaczka nie odważyła się spróbować.

Dzień dwudziesty trzeci

Niemcy

23.

Na koniec podróży, coś z własnego podwórka. Pierniki, zimowy mix czekoladek Ritter i obowiązkowo ciasto Stollen w wydaniu maślanym i marcepanowym.

A potem trzeba było to wszystko spakować, oznaczyć, wydrukować, opisać, zakleić i przekazać kurierowi.

24. 25.

Przesyłka dotarła błyskawicznie i od pierwszego grudnia Halina zaczęła swoją podróż.

Kaczka ostrzega wszystkich, którzy pomogli ten kalendarz skonstruować: „Dobro wraca bumerangiem!”

Słodkich Świąt!

Share: