Saksonia nieznana – wyprawa przez Saksonię Serbołużyczan

Saksonia nieznana – wyprawa przez Saksonię Serbołużyczan

Cześć niemieckiej Saksonii, tzw. Łużyce Górne (niem. Oberlausitz) bezpośrednio graniczy z Polską. Jeśli się dobrze zastanowić, wielu z nas słyszało już tą tajemniczą nazwę, większość zapewne przy okazji lekcji historii w szkole podstawowej, kiedy nauczyciel snuł opowieść o Bolesławie Chrobrym, anektującym Milsko i Łużyce do młodego państwa polskiego po pokoju w Budziszynie (1018 r.). Co ciekawe, tak jak wtedy, także i dzisiaj, teren Łużyc zamieszkują Słowianie nazywani w literaturze Serbołużyczanami, Łużyczanami lub Serbami Łużyckimi, których określa się obecnie jako najmniejszy słowiański naród w Europie. Serbowie Łużyccy to niezwykle ciekawy grupa, która pomimo, iż nigdy nie posiadała własnego państwa, zachowała odrębność kulturową i językową aż do czasów współczesnych. Wszelkie próby wynarodowienia Łużyczan jak: zakaz nauczania w języku łużyckim, konfiskata i palenie łużyckich książek, czy prześladowania za czasów III Rzeszy, nie doprowadziły do całkowitego wymarcia tego narodu. Dzisiaj możemy podziwiać ich bogatą kulturę i tradycje, podążając chociażby niżej opisaną trasą. Jest to droga, która omija jednakże stolicę Górnych Łużyc, Budziszyn, skupiając się bardziej na wsiach i małych miasteczkach, kryjących w sobie perły architektury i nieodkryte przez szersze rzesze turystów cuda natury. Co może zaskoczyć niejednego zwiedzającego, który pierwszy raz zapuścił się w te tereny, to na pewno dwujęzyczne szyldy miast i miejscowości. Prawo do podawania nazwy w języku serbołużyckim obok niemieckiego, to jeden z przywilejów jakimi cieszą się Serbołużyczanie jako mniejszość narodowa.

Rozpocznijmy więc naszą podróż w Burkau, gdzie rodzinny hotelik o wdzięcznej nazwie Pension Hrebik, uraczy nas ciszą i spokojem oraz wygodnymi pokojami i pięknym, zadbanym ogrodem. Poruszając się na północ dotrzemy do Panschwitz-Kuckau, miejscowości i gminy, która jest celem pielgrzymów z całego świata. Klasztor został założony w 1248 r. przez panów von Kamenz i jest znanym sanktuarium Maryjnym. Obecnie mieszka w nim jedynie 18 zakonnic. Na terenie klasztoru turyści mogą zwiedzić kościół, słynne klasztorne ogrody, muzeum oraz spędzić tutaj noc. Co ciekawe, obok klasztoru znajduje się również lokalny browar oraz gospoda, gdzie każdy zmęczony gość będzie mógł spróbować dobrej, mieszczańskiej kuchni i wypić kufelek świeżego piwa. Odwiedziwszy klasztor udajemy się na wschód w kierunku wioski Crostwitz, którą uważa się obecnie za miejsce, gdzie 90% ludności wciąż zna i posługuje się językiem serbołużyckim na co dzień. W Crostwitz odwiedzić możemy kościół z 1772 roku, a w lipcu co dwa lata, czeka na nas tutaj międzynarodowy festiwal folklorystyczny, który zadziwia swoją skalą. Crostwitz to naprawdę niewielka wieś, w przypadku której można pokusić się o stwierdzenie, że życie płynie tutaj zgodnie z rytmem natury. Za to w czasie festiwalu wszystkie ulice są pełne uśmiechniętych ludzi, wszędzie rozbrzmiewa muzyka, śpiew, a na każdym rogu można spotkać piękne kobiety i eleganckich mężczyzn w strojach ludowych.

Kiedy już nasyciliśmy oko folklorem, warto udać się na południe w kierunku hotelu i restauracji Zur Linde (Pod lipą) w złożonej zaledwie z kilku domów miejscowości Lehndorf. Przed restauracją stoi dawna bramka celna z drewna, ponieważ kiedyś tutaj przebiegała granica administracyjna, po przekroczeniu której trzeba było uiścić cło. Także i w tym miejscu warto spróbować lokalnej kuchni oraz przespacerować się po restauracji, gdzie na ścianach znajdziemy wiele starych fotografii przedstawiających te okolice przed ponad stu laty. Powracają do punktu wyjścia warto zgubić się na polnych ścieżkach, z dala od głównego traktu. Możemy tutaj zaobserwować wiele kamieni granicznych oraz kamiennych drogowskazów, które podając nazwę miejscowości, strzałką wskazują kierunek, w którym należy się udać oraz, co ciekawe, czas w godzinach i minutach, jaki jest nam potrzebny aby tą trasę pokonać na pieszo. Dodatkowo na rozstajach polnych dróg natkniemy się na piękne, wiejskie kapliczki, w postaci złoconego krzyża i niewielkiej, drewnianej ławki. W takim miejscu można odpocząć od gonitwy dnia codziennego, czy też podziwiać zachód słońca, chowającego się pod łanami dojrzałego zboża. Zamykamy oczy, czas się zatrzymuje; nie ma nic oprócz nas, tej zagubionej gdzieś pośród pól małej kapliczki i otaczającej nas natury. Współczesny człowiek, mało ma takich chwil oddechu i wyciszenia. Niewątpliwie warto czasem uciec od zgiełku wielkiego miasta, od całego stresu codziennej rutyny, zabrać ze sobą rower i udać się na Łużyce, znaną – nieznaną krainę, pełną tajemnic i niespodzianek.

O AUTORCE
Justyna Michniuk

Justyna Michniuk

Autorka tekstów

Dobra przyjaciółka powiedziała o niej kiedyś, że jest białoruską góralką z Mazur. Ten oksymoron najlepiej opisuje jej skomplikowaną osobowość i nieposkromiony charakterek, jaki odziedziczyła po przodkach. Uwielbia czytać, pisać oraz podróżować. Ceni sobie dobre jedzenie, obowiązkowo w towarzystwie kieliszka wina. Wierzy w miłość i przyjaźń. Bywa niepoprawną idealistką i romantyczką. Zawodowo pracuje w handlu zagranicznym oraz jako wolny autor. Główne pola jej zainteresowań to Serbowie Łużyccy (mniejszość narodowa w Niemczech i jednocześnie najmniejszy słowiański naród bez własnego państwa), folklor Żywiecczyzny oraz Malty oraz historia Żydów w Polsce i w krajach b. Jugosławii. Cały czas musi być czymś zajęta i nie ma w jej słowniku pojęcia NUDA. Gdyby mogła, chciałaby być w kilku miejscach jednocześnie. Jej największym niespełnionym marzeniem jest podróż koleją Transsyberyjską.

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subskrybuj  
Powiadom o