Pozytywna seksualność za granicą

Pozytywna seksualność za granicą

Nie wiedzieć dlaczego wśród Polaków pokutuje przekonanie o tzw. puszczaniu się rodaczek za granicą. Te miejskie legendy, kto z kim i za ile nigdy nie umierają. Wystarczy wejść na pierwsze lepsze forum, by dowiedzieć się, że to takie fuj, bo rozstawiamy nogi dla każdego, a najgorszą ujmą jest, gdy mężczyzna ma inny kolor skóry.

Doszukałam się nawet artykułu o rzekomych badaniach naukowców, które mówią, że kobiety uprawiają seks za granicą trzy razy częściej niż w kraju i że to upadek moralności wynikający z samotności itp. Otóż nie, to zupełnie coś innego.

Pozytywna seksualność

Aby przejść dalej muszę wspomnieć o pozytywnej seksualności. Tu nie chodzi o robienie “tego” na hip, hip, hurra, czyli tylko o doświadczanie, a o nasz stosunek do różnych form ekspresji seksualnej i podejście pełne otwartości. To nie znaczy znowu, że musimy się na wszystko zgadzać i ze wszystkimi hasać. Nie! To świadome i bezpieczne wybory oraz właściwe zabezpieczenie nie tylko przed ciążą, ale i chorobami. To mówienie nie, gdy nie mamy ochoty na konkretne zachowania. To też przede wszystkim akceptowanie zachowań innych, dopóki nikogo nie krzywdzą, są legalne i za obopólną zgodą.

Kto nam bowiem daje prawo do zaglądania innym w majtki i oceniania ich zachowań seksualnych?

Kobiety wychowywane w Polsce mają od maleńkości wpajany wstyd nagiego ciała, a edukacja seksualna pozostawia wiele do życzenia. Dla mnie zrozumiałym jest, że gdy kobiety mogą rozwinąć skrzydła, bo już nie pozostają na prowincjonalnym świeczniku, po prostu uczą się, że ten seks nie jest taki be. Zmienia się perspektywa i zaczynają poznawać swoje potrzeby i pragnienia. Ważne przy tym jest równoczesne zrozumienie, że każdy ma prawo realizować swoją potrzebę seksualną w taki sposób, na jaki ma ochotę. Przy tym należy zważać na siebie i innych, czyli robię, co uważam za słuszne i dobre dla mnie oraz nie naruszam strefy intymnej innych, pozwalając im realizować się w swój sposób, niezależnie od tego, czy są to osoby homo- czy heteroseksualne, transwestyci czy nawet niepełnosprawni.

Wychodząc z tego punktu jeszcze raz zadam pytanie: czy to już jest kurestwo czy zdrowe podejście do seksualności?

Bycie sekspozytywnym to szanowanie swojego ciała, znajomość jego reakcji i pozwalanie sobie na przyjemność. To też świadome (słowo-klucz) szukanie sposobów osiągania satysfakcji, na przykład w ramionach człowieka z innego kręgu kulturowego, który może wnieść sporo nowej dla nas wiedzy, więc dlaczego nie? Osiągnięcie szczęścia kryje się też w tej sferze. To, czego nauczysz się wcześniej, możesz ofiarować swojemu partnerowi (małżonkowi) i czerpać z tego na wiele sposobów.

Odważycie się przyznać, że jesteście sekspozytywni? Czy raczej nie warto, bo zbyt wiele osób jest zamkniętych i niebezpieczne o tym mówić?

Anna Hofstätter / I love Wien

Dodaj komentarz

Twój email nie będzie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.