MY POLKISTYL POLKI

POST MYDLANY – DLA ALERGIKÓW I NIE TYLKO

Halo, halo! Czy są na sali alergicy? Ten post jest dla Was. I jeszcze dla tych ekomaniaków, którzy, tak jak ja, długo czytają etykiety proszków do prania, po czym odkładają je z powrotem na sklepową półkę. I jeszcze dla tych, którzy myślą, że świat się już kończy – warto to zmienić nawet w małym zakresie własnego gospodarstwa domowego. O! I jeszcze oszczędni… czy są tu jacyś oszczędni ludzie, którzy zastanawiają się jak odłożyć parę groszy na podróż dookoła świata? Tak, to dla was. Będzie o mydle.

moje-pierwsze-marsylskie-mydlo

Moje pierwsze marsylskie mydło

Dzień dobry, mam na imię Agata i jestem mydło-maniaczką. Mydło to mój wielki nałóg. Idę spać i nie mogę zasnąć, bo w głowie mam tylko receptury, na zakupach stoję pół godziny przy olejach i lepiej nie wpuszczać mnie do sklepu zielarskiego, bo pół wyniosę. A najgorsze jest to, że wszystko czego potrzeba do wyprodukowania kostki mydła, czy mydlanej ekopasty do prania macie już w domu. Potrzeba tylko oleju (może być spożywczy, dowolny, ale najlepiej oliwa pomace), wody i sody kaustycznej, którą używa się do przetykania rur (czystej sody kaustycznej, nie „kreta”). Oczywiście nie zaszkodzi trochę wolnego czasu, cierpliwości i ostrożności. Reszta to prawdziwe czary.

Kilka lat temu dostałam książkę o naturalnych środkach do prania i sprzątania. Rety! Jakie to skomplikowane, pomyślałam – totalne przerażenie, strach i ciekawość. Na pierwszy ogień poszło mydło marsylskie. Tak nazywa się we Włoszech (i nie tylko) mydło robione wyłącznie z oliwy z oliwek. Do pomocy miałam zaufaną wiedźmę, która na zielarskich praktykach zęby zjadła i razem (uzbrojone, w pływackich okularkach, rękawicach i szalikach na twarzy) ukręciłyśmy raz-dwa pierwsze marsylskie mydło. Zajęło nam to dwie chwile. Chwilę ważyłyśmy i mieszałyśmy składniki, podgrzewałyśmy oleje, studziłyśmy roztwór sody, drugą chwilę miksowałyśmy i na naszych oczach olej z sodą zamienił się w kaustyczny budyń, a budyń w mydło, które natychmiast wlałam do pojemnika, a pokroiłam w kosteczki dwa dni później. Mam jedną do dziś. I do dziś najbardziej kocham marsylskie mydła, chociaż się za bardzo nie pienią (w pralce to zaleta), chociaż szybko w mydelniczce zamieniają się w śluzowatego gluta i szybko się kończą. Dla mnie są najlepsze, bo najdelikatniejsze. Po tym pozytywnym doświadczeniu zabrałam się do studiowania blogów, mydlanych kalkulatorów i zielarskich trików. Włączyłam w repertuar inne oleje, roślinne dodatki w postaci wywarów, maceratów, sproszkowanych ziół i płatków kwiatów (nie używam produktów pochodzenia zwierzęcego). Nie wiem w jakim stopniu takie mydło zachowuje właściwości składników, zdania są podzielone – jedni mówią, że mydła „leczą”, inni, że soda „spali” w tym mydle wszystko i nie warto. Natomiast nie ma wątpliwości, że niektóre oleje i substancje nie do końca się zmydlają i trwają zawieszone w mydle, dzięki czemu jest ono delikatniejsze dla skóry (chociaż wciąż alkaliczne). Inne oleje i masła dają pianę, a jeszcze z innymi trzeba uważać, żeby mydło się nie zepsuło. Dlatego dobra receptura wymaga minimum wiedzy i wysiłku. Jednak nie jest to absolutnie nic trudnego. Powiem więcej – to ogromnie fascynujące, a jako skutek uboczny powstają świetne mydła. A jak pięknie pachną! No i co najważniejsze składają się wyłącznie z naturalnych składników, więc nie czeka nas żadna chemiczna niespodzianka obfitująca w swędzące wysypki, jak w przypadku sklepowych kosmetyków do mycia.

moje-mydla-do-prania

Moje mydła do prania

Osobne miejsce w moim sercu zajmują mydła do prania. Je darzę miłością wręcz bezdenną oraz jestem skłonna do największych poświęceń. Weźmy na przykład takie sodowe mydło w paście. Skoro już niezdrowo się odżywiasz, smażysz frytki w głębokim oleju, pączki i faworki, to przynajmniej upierz w zużytym oleju swoje gatki. To nie żart. Nie jest to sprawa szybka i prosta, sporo się trzeba namieszać w garze z gotującym się mydłem, uważając na pryskanie i wulkany, bo mydło lubi wykipieć. Stoję tak przy kuchni, mieszam i myślę sobie, że to właściwie absolutna cudowność i taniość, bo olej z recyklingu, woda z kranu, na sodę wydałam grosze i jeszcze wrzucę tu 100g soli, a potem będę prała w pralce przez następne sześć miesięcy i w ogóle stoję tak, mieszam i myślę o życiu i o świecie, i że delfiny będą mi wdzięcznie wymachiwać ogonami, a żaby rechotać z zadowolenia i że to mydło właściwie wystarczy, że każdą plamę mi spierze, a pralka będzie pachniała świeżością, błyszcząc z dobrze wykonanego obowiązku, więc też stoję tak, mieszam i wydaje mi się że też błyszczę, świecę wręcz przykładem. A gdyby jednak jakaś uparta plama nie chciała zejść, to ja już wiem, czym ją potraktuję, bo leżą w szafce ukręcone od dawna mydła do zadań specjalnych – jedno z octem, inne z popiołem i jeszcze jedno z żółtkiem i terpentyną. Jak już wymieszam do imentu, odcedzę, rozpuszczę, oczyszczę solą, znów odcedzę i zleję wreszcie półpłynną, bo gorącą pastę do wielkiego słoja, to ma około dwa i pół kilo czystego mydła (łatwo rozpuszczalnego w wodzie kranówie), które wzbogacam jeszcze jakimś pięknie pachnącym olejkiem eterycznym i już mam z głowy płyny do prania na co najmniej pół roku. Robię też proszek do prania, w razie gdyby akurat nie chciało mi się rozpuszczać pasty. Zwykłe mydło marsylskie ścieram na płatki (w malakserze), które obsychają sobie kilka tygodni, tak, żeby łatwo było je rozdrobnić na proszek (również w robocie kuchennym) i zmieszać z różnymi dodatkami. Taki proszek jest rewelacyjny!

Chciałabym móc Wam dać natychmiast wszystkie przepisy, zdradzić tajniki mydlarskiego rzemiosła i sprawić, żebyście zapałali chęcią na eksperymenty małego chemika, ale wiem, że z mydłem nie ma żartów i taki rzetelny opis, z uwzględnieniem przepisów bezpieczeństwa, koniecznych sprzętów i procedury byłby zbyt długi, a poza tym w internecie jest ich już całe mnóstwo (wiem, bo sama przekopuję się przez strony i blogi celem inspiracji i zdobywania wiedzy), ale mam nadzieję, że, mimo moich licznych ostrzeżeń w kwestiach ostrożności z kaustyczną sodą, już czujecie się zachęceni do samodzielnej produkcji mydła.

Nie zostawię Was tutaj jednak z pustymi rękami, tylko z przepisem na mój łatwy i hipoalergiczny proszek do prania na bazie mydła marsylskiego, które można kupić w sklepie (choć lepiej zrobić samemu – wiadomo):

(na 1 kg proszku):
500g mydła marsylskiego sproszkowanego,
200g sody oczyszczonej,
120g węglanu sodu (soda Solvay),
100g mączki ziemniaczanej,
80g cytrynianu sodu (do kupienia w aptece lub wykonanego własnoręcznie z 75g kwasku cytrynowego i 100g sody oczyszczonej rozpuszczonych w 150g wody demineralizowanej),
olejek eteryczny,
zmieszać i używać 4 łyżki do każdego prania.

Tekst i zdjęcia: Agata Ewa Kordecka / Włochy / blog agataewa

Share:
  • Normalnie kocham ten wpis.
    kobieto, pisz częściej !!!!

    • ag

      ojacie! dzięki kochana. coś tam jeszcze chyba się pojawi mojego, mam nadzieję. mydło już czeka na ciebie 🙂

  • Gosia

    piękny i pachnący post 😀

    • Ag

      Dziękuję!

  • NotatkiNiki

    Aż bym chętnie spróbowała , a najlepiej z jakąś psiapsiolką taki wieczór mydlany bym sobie urządziła:)

    • Ag

      Nika, super pomysł 🙂

  • Jejciu to wygląda na takie proste a pewie by mi wieki zajęło ? <3

    • Ag

      Jola 🙂 to jest proste! Serio

  • Agatko, zadam to pytanie publicznie tutaj: mam wszystkie składniki żeby zrobić cytrynian sodu – czy można tę miksturę przechowywać ? Czy lepiej zrobic ja kiedy szykuje sie proszek ?
    Dziekuje slicznie 🙂

    • Ag

      Do zrobienia cytrynianu sodu potrzeba kwasku cytrynowego i sody oczyszczonej w odpowiednich proporcjach, rozpuść kwasek w wodzie destylowanej, a potem dosypuj małymi porcjami sody, będzie się pienić i burzyć w garnku (użyj dużego gara ze stali nierdzewnej) kiedy roztwór będzie przezroczysty zostaw go jeszcze na kilka godzin, a potem przelej do butelki. Może stać właściwie w nieskończoność, nie zepsuje się 🙂 jeśli chcesz mieć proszek, to trzeba odparować miksturę w jakimś szerokim, płaskim naczyniu, na przykład w piekarniku. Co jakiś czas trzeba rozbić grudki widelcem. Możesz albo dodać płynny cytrynian do prania razem z resztą proszku, w osobnym pojemniczku, albo po odparowaniu zmieszać z proszkiem. Chyba trochę namieszałam 😉

      • dobra. Biore sie za produkcje cytrynianu sodu bo w poniedziałek przychodzi koleżanka i bedziemy robic proszek do prania 🙂
        Zabrzmiało jak cytat z filmu …

        • ag

          aaa! 🙂 musimy razem ukręcić mydło! 😀

      • ps. A jesli jeszcze podasz tytul ksiazki, o ktorej piszesz na samym poczatku, to juz bede zachwycona 🙂 w sieci nie znajduje jednego przepisu na mydlo marsylijskie, ktore byloby zgodne co do proporcji i slkadnikow :)))

        • ag

          Mam tę książkę niestety po włosku. Chyba nazywa się „saponi e detergenti naturali”, są w niej przepisy wyłącznie na mydła marsylskie, albo takie z recyklingiem olejów płynnych z kuchni. Nie sądzę, żeby była tłumaczona na inne języki. Ale jestem pewna że we Francji istnieje coś podobnego 🙂

  • Pingback: #7 -Mydło | Chatka Baby Jogi()

  • Pingback: Pierwsze Mydło - Chatka Baby Jogi()