Polka w Turcji

Polka w Turcji

– Jakiej marki samochodem pani jeździ? – dentysta chce w kreatywny sposób zobrazować nudny temat implantów, który poruszyłam.
– Nie mam prawa jazdy.
– A no tak, w Turcji kobiety nie mogą przecież prowadzić samochodów. A nie, to w Arabii Saudyjskiej. A nie, tam też już mogą – żartuje, gdy moje oczy wodzą podejrzliwie za prezentującym swe wdzięki wiertłem. – A właściwie to jak się pani żyje w tej Turcji? Co pani robi?

Polka w Turcji nie prowadzi samochodu. Nie dlatego, że ktoś jej zabrania. Lubi spacery, metro i promy, tak najłatwiej i najprzyjemniej poruszać się po mieście – bez korków i nerwów, co w wielomilionowym mieście nie pozostaje bez znaczenia.

Nie zapuszcza się (dobrowolnie) w turystyczne rejony. Robiła tak przez pierwsze miesiące emigracji i ekscytacji – większość już widziała, odstała też swoje w kolejkach. „Poświęca się” tylko dla wybranych gości, ale nigdy w weekendy, a już na pewno nie w sezonie wakacyjnym. Prędzej da się namówić na listopadowy poranek w Błękitnym Meczecie, zwłaszcza, gdy zostanie przekupiona chrzanem czy innym kiszonym ogórkiem.

Nie leży pod palmą. Choćby dlatego, że w okolicy jest ich niewiele. Trzeba jechać na południe – im bliżej Morza Śródziemnego, tym więcej zielonych czupryn.

Nie jest na permanentnych wakacjach. Nie tylko z powodu braku wspomnianej „palmy za rogiem” – wbrew egzotycznym pozorom żyje podobnie, jak żyłaby w każdym innym miejscu na ziemi. Czasem na przykład dobrze by było, gdyby – o zgrozo – poszła do pracy…

Nie tęskni „za ojczyzną”. Odwiedza rodzinę kilka razy w roku, choć wolałaby raz a porządnie, czyli latem, na całe wakacje, gdy Polacy mają dobre humory a lokalne „upały” są dla niej miłym, ciepłym akcentem po 60 % wilgotności powietrza przy nieco wyższych temperaturach. Czego ci rodacy szukają na południowej riwierze przy 45 stopniach w połowie lipca? – to pytanie, na które do tej pory nie znalazła wyczerpującej odpowiedzi.

Nie udaje, że jej życie to raj na ziemi. Jako że nie emigrowała z powodów ekonomicznych, motto „leżeć i pachnieć” na złotych monetach jej nie dotyczy. Ponieważ nie wyjechała ze względu na miłość, nie ma na kogo zwalić i wylać wszystkich żali. Tam było dla niej po prostu bardziej niż tu, dlatego czuje się na południowym wschodzie od Polski bardziej u siebie niż na emigracji.

To co ona właściwie robi? Wszystko to, co wy, drodzy Czytelnicy, tyle że w nieco intensywniejszym słońcu oraz przy trochę wyższych temperaturach. I dużo większym chaosie organizacyjnym.

Agata Wielgołaska / Tureckie kazania

6
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
AgataUltraIgomamaJola Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jola
Gość

Chyba tylko emigrantka zrozumie drugą emigrantkę …. gdziekolwiek by to nie było na świecie, póki jackpot (gówna wygrana w euro millions) mnie nie zaszczyci… też robię to samo tylko, że w bardziej deszczowym i pochmurnym klimacie 😀 bardzo fajny tekst Agata, Do końca trzymałąś mnie w niepewności. Myślałam, że dowiem się czegoś nadzwyczajnego a tu zonk hahaha

Agata
Gość

Dzięki Jola 🙂 Uwielbiam też najpopularniejsze chyba pytanie Turków… “Ale dlaczego Turcja? My byśmy woleli do UE” (choć ostatnio w rankingach zwycięża Kanada 😉

Igomama
Gość

Wspaniały tekst! Bardzo lubię takie refleksje z życia emigrantki.
Najważniejsze, że jesteś szczęśliwa.
I widać, że Ty po prostu żyjesz w Turcji, mieszkasz w niej. Tak zwyczajnie. Jak “lokalsi”.
Pozdrawiam. 🙂

Agata
Gość

Dzięki 🙂 Dla lokalsów lokalsem oczywiście nigdy nie będę, ale cóż, nie można mieć wszystkiego… poza tym ma to także swoje dobre strony 😉 Pozdrawiam

Ultra
Gość

Podziwiam ludzi, którzy wiedzą, czego chcą i trzymają się swoich zasad. W każdym zakątku można być wolnym, szczęśliwym bez względu na płeć. Głowa w tym nastawieniu najważniejsza.
Serdecznie pozdrawiam

Agata
Gość
Agata

Dokładnie, zgadzam się 🙂 Pozdrawiam również!