Podróże (nie tylko) kulinarne Filipa Turowskiego czyli wywiad z Głodnym świata

Podróże (nie tylko) kulinarne Filipa Turowskiego czyli wywiad z Głodnym świata

Od kiedy pamiętam, byłem głodny świata, a czas mierzyłem od urlopu do urlopu. Zawsze uwielbiałem dworce, lotniska i to podekscytowanie przed podróżą. Dzień zaczynałem przeglądem promocji lotniczych, a jak w domu czułem się wtedy, gdy w nim nie byłem. Złapałem prawdziwego wirusa podróżowania – pisze o sobie. Dzisiaj można śmiało powiedzieć, że złapał więcej niż jednego bakcyla. Nie tylko podróżuje, ale również fotografuje, pisze, gotuje i organizuje wyjazdy innym. O swoich pasjach dzisiaj opowiada Filip Turowski, czyli Głodny Świata.

Piszesz o sobie:

Jak każdy niespokojny duch stanąłem przed dylematem – jak mam zobaczyć świat, mając rocznie tylko 26 dni urlopu? (…) Aż przyszedł ten dzień – kilkanaście książek podróżniczych i setki godzin rozmyślań później – w którym kupiłem bilet w jedną stronę. Do Tokio. Złożyłem wypowiedzenie, zapchałem Kindla przewodnikami i zacząłem planowanie. I w ten sposób spełniłem swoje największe marzenie – wyruszyłem w kulinarną podróż dookoła świata!

Od wyjazdu do Tokio zaczęła się Twoja przygoda podróżniczo-kulinarna. Jak dużo czasu spędziłeś w Japonii? Udało Ci się ją poznać tak, jakbyś chciał? Czego się tam nauczyłeś?

Wiesz, im dłużej podróżuję, tym bardziej odnoszę wrażenie, że nigdy nie starcza czasu na poznanie nowego miejsca. W Japonii byłem niespełna trzy tygodnie: w rzeczywistości urlopowej – sporo, w rzeczywistości rocznej podróży – tyle, co nic. Udało mi się więc tylko jej posmakować i poczuć do niej miętę, czyli przekonać się, że muszę wrócić. Za to niezwykle jestem sobie wdzięczny za pomysł rozpoczęcia podróży właśnie w Japonii, bo po roku tułaczki dookoła świata i niemal dwóch latach od jej zakończenia, to dla mnie nadal najbardziej osobliwe miejsce na świecie, gdzie prawie wszystko jest inne, niż do tego przywykliśmy. To miejsce, gdzie ciągle chodzi się z rozdziawioną buzią. Japonia naprawdę dostarcza kupy frajdy!

Po Japonii przyszedł czas na kolejne podróże. Dzisiaj na liście masz ich już ponad dwadzieścia. Jakie są Twoje kryteria doboru kolejnego miejsca – jedzenie czy podróże lub może jedzenie i podróże?

Chyba jednak pół na pół. Jedzenie jest dla mnie w podróży najważniejsze, bo moim zdaniem to najlepszy sposób poznawania nowej kultury, nowego kraju i jego mieszkańców. Nie mógłbym na przykład poznać Wietnamu lepiej, niż siedząc z Wietnamczykiem nad miską zupy pho w jego ulubionej knajpie, daleko od turystycznych szlaków. Jedzenie to świetny pretekst do rozmowy, do podglądania, do wzajemnej nauki. No a poza tym jedzenie to największa przyjemność w życiu – zawsze się tego trzymam – nawet na drugim końcu świata. Tak też planuję swoje podróże: z jednej strony robię listę miejsc, w których nie byłem i które chciałbym odwiedzić, a jednocześnie listę smaków, których chcę w tych miejscach spróbować. To zawsze idzie w parze i nigdy nie planuję podróży, nie planując śniadań, obiadów i kolacji. I wierz mi, to naprawdę przyjemny sposób planowania!

Mówi się, że podróże kształcą. A czego nauczyły Ciebie?

Każda z osobna przypomina mi, jak piękny jest świat, jak wspaniale różnorodne są jego kultury i jakimi szczęściarzami jesteśmy, że możemy ten świat poznawać. Ta długa, dookoła świata, to osobna bajka: to była długa lekcja życia, która nauczyła mnie dużo o sobie samym, pokazała mi pewne granice, których nie jestem w stanie przekroczyć, uświadomiła mi, że to trochę dziś oklepane wyjście z własnej strefy komfortu naprawdę czyni cuda i otwiera oczy na nowe rzeczy i doświadczenia, pozwoliła mi doświadczyć niesamowitego stanu życia bez zegarka i kalendarza, co samo w sobie było wspaniałe, a przede wszystkim nauczyła mnie, że drastyczne zmiany w życiu wcale nie są straszne, a marzenia nie spełniają się same, tylko trzeba brać je za rogi i spełniać samemu. I to bardzo cudowne uczucie.

Wyprawa życia – już za Tobą czy jeszcze przed?

To w sumie ciekawe pytanie – z jednej strony czuję, że moja roczna podróż dookoła świata było kwintesencją wyprawy życia (i zdecydowanie była!), ale z drugiej strony wciąż pojawiają mi się w głowie nowe scenariusze na kolejne wyprawy – lepsze, fajniejsze, dłuższe? Nie wiem, powiem Ci to za jakiś czas!

To skoro kolejne podróże przed Tobą, powiedz coś więcej o tych, które odbyłeś. Która Cię zaskoczyła – pozytywnie lub negatywnie? Czym?

Niedawna wycieczka na Gran Canarię. Zdawałem sobie sprawę, że Wyspy Kanaryjskie muszą mieć sporo do zaoferowania, ale traktowałem je raczej po macoszemu: jakoś utkwił mi w głowie ich obraz jako taniego, masowego kierunku szybkich wakacji last minute. Okazało się natomiast, że Gran Canaria momentami nie ustępuje niepobitej dla mnie dotąd hawajskiej Big Island, że może być dziewicza, pusta i jest niezwykle fotogeniczna. Wróciłem oczarowany i już nie mogę się doczekać kolejnego wypadku do afrykańskiej, oceanicznej Europy.

Jakie smaki pociągają Cię najbardziej? Próbujesz potraw raczej charakterystycznych dla danego kraju czy szukasz egzotyki i kuchni, która szokuje?

Zdecydowanie stawiam na kultowe i tradycyjne smaki – to dla mnie kluczowe, żeby zrozumieć, jak smakują miejsca, które odwiedzam i jak mogę te smaki odtworzyć po powrocie: w domu albo podczas kursów gotowania, które prowadzę. Poza tym, dopiero znając smak tradycyjny, można zrozumieć, jak się on zmienia i jak ewoluuje cała kuchnia.

A co w Twoim garnku gotuje się na co dzień? Schabowy z kapustą czy raczej ravioli z krabem? Której kuchni byłbyś w stanie oddać swoje serce na zawsze?

Na co dzień: proste i zbilansowane posiłki, w których staram się przemycić trochę smaków z podróży. Jak owsianka na śniadanie, to z mlekiem kokosowym i mango. Jak pieczone warzywa na obiad, to z awokado i peruwiańską komosą ryżową. A gdy wpadają znajomi i urządzam małą fetę, zawsze pojawia się jedzenie tajskie: świeże, aromatyczne, wręcz chrupiące, uwielbiam!

Filip na… emeryturze. Jak, a przede wszystkim gdzie ją sobie wyobrażasz?

Nie mam pojęcia! Zdecydowanie bardziej żyję tu i teraz; jak powiedziała mi kiedyś buddyjska mniszka w koreańskim klasztorze – przyszłość nie jest jeszcze nasza, więc nie ma sensu za dużo o niej myśleć i się nią martwić. Ale skoro pytasz: może dom na rajskiej wyspie?

A jakie plany na najbliższą przyszłość?

Bardzo zmienne! Od września prowadzę własną firmę i utrzymuję się z podróży, gotowania i blogowania, więc mam na tapecie mnóstwo mniejszych i większych przedsięwzięć wokół tych tematów. Będą warsztaty kulinarne, będzie kilka nowych tekstów na blogu, a podróże… sam nie wiem! Na wyjazd majówkowy do Chorwacji zdecydowałem się w pierwszy dzień majówki, więc wiesz… może jutro polecę na południe Europy? Albo do Azji! Tam w końcu zostało trochę mojej duszy.

Rozmawiała Mariola Cyra

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
FilipNika Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Nika
Gość
Nika

Wspaniale jest moc podróżować i łączyć pasję z zarabianiem. Oczywiscie, gdy zakładamy rodzinę jest to nieco bardziej skomplikowane, ale do zorganizowania. Powodzenia Filipie w realizacji twych przedsięwzięć!

Filip
Gość
Filip

Dziękuję! Oczywiście: czasem jest łatwiej, a czasem trudniej, ale trzeba dawać z siebie wszystko i próbować 💪🏻