Grudzień kojarzy mi się głównie ze Świętami Bożego Narodzenia. Gdy przyjechałam do Nowej Zelandii był luty, na święta przyszło mi więc czekać aż dziesięć miesięcy. Nie za bardzo wiedziałam, czego mam oczekiwać, biorąc pod uwagę to, że przecież tu wszystko jest do góry nogami – jest lato, 22 grudnia to najdłuższy dzień w roku. To zupełnie inne Święta w porównaniu z tymi, które znam tak dobrze. Bałam się tego, że będę nieprzytomnie tęsknić za rodziną, Polską, ba, nawet za śniegiem!

Święta w Nowej Zelandii to brak Wigilii i tak naprawdę tylko jeden dzień świętowania, bo 26 grudnia wszyscy ruszają na wyprzedaże. Atmosfera jest  mało świąteczna, ale mi to akurat pasuje. Ponieważ wszystko jest tak na opak i jest też ciepło, to chyba aż tak nie tęsknię. Boże Narodzenie nie ma tutaj takiego klimatu, jak na półncnej pókuli, gdzie dni sa krótkie, wszędzie królują światła, odczuwa się tę magię.

Jeśli chodzi o dania, to najczęściej przoduje grill albo pieczony indyk oraz duża szynka i sałatka. Tak naprawdę nic specjalnego. Na deser podaje się tak zwane Christmas Cake, które jest niesłychanie bogate w wiele suszonych owoców, robione nawet do paru miesiecy przed świętami. Ciężkie, słodkie – idealne ciasto na zimę.

Na szczęście na stołach króluje również moja ulubiona Pavlova – torcik bezowy, który można zrobić samemu albo kupić w supermarkecie. Idealny dla bezglutenowców lub dla tych którzy nie mogą jeść nabiału w żadnej formie. Lekkie, puszyste ciasto przygotowane z białek i cukru.

Pavlova to ciasto, o którego pochodzenie kłócą się od wielu lat Nowa Zelandia z Australią. Każda ze stron twierdzi, że to właśnie w jej kraju Pavlova została wymyślona i po raz pierwszy podana, jeśli natomiast wierzyć wikipedii, Pavlova została wymyślona w USA a podczas jej tworzenia bazowano się na cieście niemieckim. Torcik powstał na cześć słynnej tancerki baletowej – Anny Pawlowej. Kucharz, który go wykreował, chciał przez ten torcik oddać lekkość I zwinność tańca Pawlowej. Krucha I delikatna beza miała nawiązywać do kroju spódniczki tutu noszonej przez balleriny.
I właśnie to połączenie kruchości z delikatną pianką w środku, tej słodkości ze świeżymi owocami i śmietaną, sprawia że ślinka leci już na samą myśl.

Tradycyjnie Pavlovą serwuje się w Nowej Zelandii z kiwi i truskawkami oraz dodatkiem bitej śmietany, ale często można też je znaleźć polane sosem z marakui albo z malinami lub jagodami, czy też z cytrynowym kremem (lemon curd), który również jest tu bardzo popularny. Palce lizać.

A jak zrobić Pavlova? Oto przepis.

Składniki :

6 białek
2 szklanki cukru
1 łyżeczka esencji z wanilii
1 łyżeczka octu
2 łyżeczki mąki kukurydzianej (może być ziemniaczana)
300 ml ubitej śmietany
owoce do dekorowania

Przygotowanie:

Rozgrzać piekarnik do 110 stopni. Ubić białka, aż zrobią się gęste i puszyste. Powoli dosypywać cukier, dalej ubijając przez ok. 10 minut. Dodać esencję z wanilii, ocet i mąkę kukurydzianą.
Wylać miksturę na uprzednio przygotowaną blachę wyłożoną papierem do pieczenia.

Wskazówka: Starsze jajka lepiej sie ubijają.

Piec przez około półtorej godziny. Ostudzić.
Udekorować wedle uznania bitą śmietaną i owocami.

 

Magosia / Nowa Zelandia / Photography Project 

 

Share: