(Nie)japońska Pani Domu

(Nie)japońska Pani Domu

(Nie)japońska Pani Domu, czyli ja. Lat 32. Z dorobku życiowego mogę pochwalić się zaradnym (w końcu to Japończyk) mężem i dwójką urokliwych dzieci. W CV mogłabym też wpisać trzy lata pracy w japońskiej firmie, na japońskiej wsi. To wersja oficjalna. W nieoficjalnej mogłabym dodać jeszcze, że zajmuje się opieką i edukacją dzieci, gotowaniem, dbaniem o dom, księgowością, tłumaczeniami, motoryzacją i czymś jeszcze? Zapomniałabym – jestem asystentką mojego męża!

Nie piszę tych słów, żeby narzekać. Mój japoński małżonek jest ciężko pracującym człowiekiem i biorąc pod uwagę naszą obecną sytuację mieszkaniową, taki podział obowiązków wydawał się nam być jak najbardziej naturalny. Nie zmienia to jednak faktu, że ciężko mi było zostać (nie)japońską Panią Domu.

W Japonii ponad 25% kobiet po ślubie chce zrezygnować z pracy, by zająć się domem. Oczekujących tego małżonków jest jednak jeszcze mniej. Do niedawna podział ról w społeczeństwie był jasno podzielony. Mężczyzna spędza długie godziny w pracy, od poniedziałku do soboty. Zazwyczaj wraca do domu ostatnim pociągiem, zaraz po północy. Kobieta zajmuje się wszystkimi sprawami domowymi, łącznie z budżetem, z którego wypłaca mężowi tygodniówkę na „gazetę i papierosy”. Mężczyzna nie pomaga w domu, bo jest to zwyczajnie fizycznie niemożliwe.

Taki też podział obowiązków panował w rodzinnym domu mojego męża. Matka, panienka z dobrego domu, nigdy nie musiała się parać pracą zawodową. Za to sama wychowywała trójkę dzieci, prowadziła dom, a później opiekowała się niedomagającymi rodzicami męża (za co później dostała w prezencie sportowe Porsche, ale to inna historia). Ojca nie było w domu od siódmej do pierwszej w nocy. W niedzielę wszyscy szli do kościoła i tak mijał cały tydzień.

Mąż nie chciał powielać modelu z domu rodzinnego i zamiast zostać japońskim “salarymanem”, został dentystą i w dodatku zamieszkał w Stanach. Jest jednak Japończykiem i swoją pracę wykonuje solidnie, co przekłada się na dłuższe godziny pracy. Nie podobał mu się też system zarządzania pieniędzmi wyłącznie przez żonę, dlatego też budżet ustalamy razem. Cała reszta? Prawie po japońsku.

Japońska Pani Domu wstaje codziennie rano pół godziny przed mężem i przygotowuje mu śniadanie w japońskim stylu. Na stole znajdzie się miseczka ryżu, świeżo zrobiona zupa miso, smażona ryba i sałatka. Wszystko ładnie podane na osobnych talerzykach. (Nie)japońska Pani Domu nie lubi jeść ryżu na śniadanie i serwuje go maksymalnie 1-2 razy w tygodniu. W pozostałe dni podaje kanapki lub owsiankę, do jedzenia której przekonała swojego japońskiego męża. Japońska Pani Domu także rano przygotowuje mężowi pudełko z obiadem do pracy. Urozmaicone i odżywcze. (Nie)japońska Pani Domu upycha w pudełku odgrzane resztki z wczorajszej kolacji. W ciągu dnia Japońska Pani Domu zajmuje się sprawami domowymi i porządkami oraz edukacją dzieci. (Nie)japońska Pani Domu idzie z dziećmi na długi spacer. Bałagan nie ucieknie, a im więcej się nazbiera, tym efektywniejsze będzie sprzątanie. Japońska Pani Domu przygotowuje obiadokolację w japońskim stylu z ryżem i dodatkami, takimi jak mięso bądź ryba, świeżo przyrządzoną zupą miso, dwoma rodzajami warzyw i sałatką. (Nie)japońska Pani Domu coś tam improwizuje tak, by wyglądało, że się napracowała i by mąż się nie zorientował, że przygotowanie wszystkiego zajęło jej zaledwie trzydzieści minut. Japońska Pani Domu codziennie myje wannę. (Nie)japońska Pani Domu… chyba sami się domyślacie.

Małżeństwa są trudne. Małżeństwa międzykulturowe są bardzo trudne. Mnie i mojemu mężowi udało się po roku dojść do stanu, w którym obydwoje wiemy, czego od siebie oczekujemy. Mąż, gdy wróci z pracy, chce mieć ciepły obiad na stole, który nie będzie rozmrożoną pizzą. Ja chcę okazjonalnej pomocy w  domu i szacunku do mojej pracy. Na szczęście na to drugie mogę zawsze liczyć. Każda kobieta powinna móc usłyszeć od męża: „to, co robię, jest dzięki temu, co ty robisz”.

PS. Babcia mojego męża wkładała swojemu ślubnemu skarpetki. I bynajmniej nie dlatego, że sam nie potrafił.

Agata / Japonia / Szamanka w Japonii

7
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
EmmaJustyna MichniukMaya Maya MiellMalgorzata HagguAnna Hofstätter Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Justyna Michniuk
Gość
Tina Papajewski

Bardzo interesujący artykuł! Jako osoba, która od 10 lat jest
zwiazana z japońską korporacją uważam, że mogę się na temat Japończyków
wypowiedzieć, nawet jeśli mój mąż nie jest tej narodowości.

Pracoholizm tych ludzi to jakaś porażka! Nie wiem, naprawdę
nie wiem jak Ty znosisz mimo wszystko długie godziny pracy Twojego meża tzn.
dłuższe niż innych. Podziwiam Cię i życzę wszystkiego dobrego, bo małżeństwo
międzykulturowe z Japończykiem byłoby dla mnie chyba niemożliwością. Nawet
jeśli mam dwóch bardzo bliskich japońskich przyjaciół, ktorych bardzo lubię i
szanuję.

Natalia Brede
Gość

Ja jestem bardzo niechińską żoną mojego też raczej mocno niechińskiego męża 😀 Ale do kluch na śniadanie się przyzwyczaiłam 😀

Anna Hofstätter
Gość

Ha ha. Jako (nie)austriacka żona nie jadam miliona szlugów i nie dziergam ciała w 50%.

Malgorzata Haggu
Gość

Ciekawie napisane! Mój małżonek pochodzi z Iranu, ale nigdy nie odczułam, że nasze małżeństwo miało i ma jakoś kulturalne trudności…Może dlatego, że zapoznaliśmy się na obczyźnie z dala od rodziny i musieliśmy liczyć tylko na siebie…

Maya Maya Miell
Gość

Wow! Ryba na śniadanie to już jakiś kosmos! Choć znałam takich, co z rana wcinali śledzie z cebulą… Eviva owsianka!

Justyna Michniuk
Gość
Tina Papajewski

Hmm…owsianki nie przeknę, a śledzia nie raz juz jadłam na śniadanie 🙂

Emma
Gość

Bardzo przyjemne czytadło. Pisz nam więcej! 🙂