NASZA TWÓRCZOŚĆNOWE

MOJE MIASTA Z ORGANICZNYCH STALI

Kraków jest cieniem Pana w cylindrze, co pokłada się na zamokłej i starej kostce brukowej i głośno stuka cholewą. Podeszwą ze wspomnień.

Sewilla jest matką trojga w wysoko upiętym koku. Grubym śliskim i czarnym. Szeroko rozchyla napomadowane usta, wiśniowe. Widzę, jak się do mnie uśmiechają, jak krzyczą.

Łódź jest wysokim i chudym Menelem w jasnoniebieskich przetartych spodniach. Kuleje. Rozłożyste i srebrne skrzydła ciążą mu na zgarbionych plecach. Przepoconych smutkiem.

Rzym jest dziewczyną w sukience z drobnych kwiatów, odchyla kolano w geście młodości, włosy opadają jej do ramion. Jest ustami męskimi. Wciągają dym z grubego seksu w grymasie prozy ekspresyjnej kawy porannej.

Sztokholm jest tobą kochany. Jedziesz na rowerze do tyłu. Nie cofaj się. Stój! Pokaż mi miasto, jego najintymniejsze fragmenty i dzieci w siwych włosach z iskrzącymi gitarami, jak skaczą na elektrycznym pianinie z lodu.

Oslo jest szkliste jak szkło, na które pada deszcz skroplony z ładnej pogody. Jest zrobione z przyszłości, która już się wydarzyła.

Gdańsk jest tym oddechem, co się go bierze pod markizą w ciepłej kawiarni. Jeszcze przed chwilą chciało się sikać, jeszcze przed chwilą było zimno, teraz woda rozmazuje pejzaże rozłożone dla turystów. Kolory spływają mozaiką do morza i stają się szare.

Bukareszt jest żelaznymi kartonami, które walą się na przechodniów, są bezczelne i wielkie. Tylko udają. Można się tu napić Coca- Coli, wypić ją przez czarną rurkę.

Katowice są postacią. Są płucami w kratę ze stali chirurgicznej. Są moją duszą z oparów węgla kamiennego, co się je czuje tylko zimą, te opary.
Stoją zmarznięte pod patynową kopułą bazyliki, nad którą sterczy księżyc.

Bruksela jest szarym kawałkiem zwiniętego papieru, co miło szeleści pod bramą. Jest pociągiem jadącym gdzie indziej.

Zakopane to dwa plecaki nastolatek odłożone przy dróżce. One nie bały się skręcić nogi, wbiegły na samą górę, o tutaj. Nie wierzą w śmierć, że ona istnieje, nie czują jej metalicznego smaku. Plotą wianki ze stokrotek.

Warszawa jest szerokim pasmem i chodnikami podeptanymi przez przechodniów. Ludzi podobnych do siebie, ciągnących życie jak Pańską skórkę.

Nicea stoi o tam za oknem, w rajstopach cielistych perłowych białych. Wszystko widać! Wszystko mieni się w gęstej wodzie, każda pulsująca żyłka. Nicea nie umarła, choć była już zabita przez tych, co nigdy nie widzieli księżycowego światła.

Kuźnico! Moja dziecięca kołysko, opowiadałaś mi bajkę o polskim morzu, już w nią nie wierzę. Zawsze będę w nią wierzyć. Jesteś zieloną ławką, na której siedziałyśmy razem. Ja i Ty, dwie tajne poetki.

Marrakesz jest wężem z zielonym okiem z sygnetu dziadka. Zakamuflowaną żmiją, co kąsa zagubionych blondynów ze Szwecji, pieści obolałe uda. Jest olejkiem z tysięcy gadających świateł. Migdałami bez skórki. Przypalonym cukrem. Przyprawą o zapachu pudru z pieprzem i różą.

Ustroń jest chłopaczkiem na łące, co będzie podrywał uśmiechem. Nie wierz mu, jest zbyt naiwny. Rozłóż się naga na jego soczystej wilgotnej trawie, opleć nogami kamienie pokryte mchem, poczuj, co mówią lodowate strumienie. Zimna woda stanie się gorąca.

Budapeszcie! Jesteś wzgórkiem Wenery, intymnie dzielisz poranek na złość ze snu i jawy. Nie chciałam cię oglądać. Spałam i to nie był sen o tobie. Śniły mi się gofry z bitą śmietaną, taką samą, z jakiej zjeżdżałam na nartach, kiedy byłam jeszcze całkiem mała.

Praga jest kapelusznikiem. Nie ściąga kaszkietu w ciemnym dusznym barze. Jest żółto- białymi bąblami z piwa, szczynami o zapachu bezzębnego szczura, niedojedzonym fragmentem miłego czasu, kawałkiem pizzy.

Granado! Jesteś kucharką, co roznosi talerze z kluseczkami mięsnymi. Nie mogę się na ciebie napatrzeć, tak mi dogadzasz, a przy tym jesteś ładniejsza od wieśniaczek. Nosisz klejnoty, wplatasz je w długi warkocz.

Faro jest fryzjerem. Biednym chłopcem, który siedzi na krześle przed domem, babcia obcina mu włosy, te lecą na ziemię. W puklach ukryło się przemijanie, chłopiec nie ma do niego dostępu. Babcia odgania tłustą muchę.

Cieszyn to śnieżna kula z krainy Bożego Narodzenia, z krainy szeptów. Nie chcę nią potrząsać, nie chcę widzieć płatków śniegu. Od potrząsania klatki schodowe będę śmierdzieć jeszcze bardziej, stęchłymi burakami. Leż spokojnie na mojej półce, popatrzę z daleka.

Madryt jest zapachem lata w grudniu. Jest grupą os lecących do pszczelego ula, jest energią z platanów klonolistnych. Gadającym radiem. Tym oknem, co przez nie wyglądałam, nie widząc, czym są okiennice w kolorze rojo.

Mediolan jest samochodem, co utknął w korku i się pokłócił o ten korek. Kiedy wyskoczył z szampana, wyleciało trochę dymu i był to dym industrialny, szosowy, pędzący dalej na Południe.

Genewa jest obietnicą bez pokrycia. Mgłą nad taflą czekolady. Kochanką w czerwonych szpilkach i umięśnionych łydkach biegaczki. Odlatuje, machając białymi żaglami. Nie będzie za mną tęsknić, jest harda.

Kadyks jest poparzoną skórą na atopowym piasku i nową muzyką, która wystukuje obcasami historie miłosne.

Awinion! Jesteś komarem, co przyleciał z fioletowych pól i użądlił hipochondryka. Zniszczyłeś mu cały dzień! Patrz na ten bąbel tak wielki, jak guz. Jesteś krzyżem, co zwisa z katedry Notre-Dame. Jesteś plastrem miodu gorzkim od awantury.

Barcelona to ta, co nie włożyła majtek i poszła do kościoła. Było za gorąco. Lubię ją najbardziej w letniej spódniczce niekoniecznie plisowanej i w tenisówkach w mrówki. Może napijemy się razem wina? Nie odmawiaj miłości. Nigdy!

A Ty kim jesteś? Ty, w którym Tobie zostanę na zawsze? Czy wytopiłeś się już z organicznej stali moich pędzących miast? Chciałabym Cię dla siebie zatrzymać, na zawsze! Chciałabym się w Ciebie wtulić jak w Inspirację. Będę Cię kochać i są to słowa z równoległego świata, nie wszyscy je słyszą, ale Ty na pewno znasz do nich drogę. W życiu bywa różnie. Czasem jest dobrze, czasem jest źle. Z Południa na Północ.
Z Północy na Południe.

Dominika / Francja, Antibes / Pastelowa Kropka

Share:
  • Wiedeń to elegancki pan z laseczką, który wspomina tamte czasy. Czasy, gdy jego wąsisty majestat cesarz zdradzał grafomankę Sisi.

  • Tina Papajewski

    Piękny tekst:) Katowice moja miłość i miejsce wagarów!

  • Niezawsze poprawne zapiski Dee

    Londyn to młoda dziewczyna wtulona w ramiona starszego pana w meloniku. Nie widać jej twarzy spod deszczowych łzy. Jedynie drgające usteczka szepczą z galanterią wyznanie miłosne

  • Emilia Wójcik

    Wow, ale super tekst! Niesamowite porównania!!!