WYWIADY

MATKA (P)OLKA W NOWEJ ZELANDII

tydzien przed porodem w Piha

Dolecialam na Koniec Świata w zaawansowanej ciąży.

Ledwo zdążyłam się przyzwyczaić do tutejszego życia do góry nogami, do przedziwnego akcentu, do palm i hibiskusów, do herbaty z mlekiem i dolarów z Królową Elżbietą,a już po trzech miesiącach musiałam się odnaleźć w zupełnie dla mnie nowej roli – matki.

zima w Auckland

Powszechnie wiadomo, że urlop macierzyński ma mało wspólnego z faktycznym urlopem. Mimo wszystko uznałam, że 15.000km linii brzegowej Nowej Zelandii do czegoś zobowiązuje i czas z dzieckiem będę spędzać zarówno w domu jak i na częstych spacerach nad Oceanem.

4 miesieczna Yana w Muriwai

Wynajęliśmy mały domek z ogródkiem na przedmieściach Auckland, położony jedyne 2 km od jednej z plaż przy Wschodnim Wybrzeżu. Blisko też miałam na pocztę, do lekarza, do banku, biblioteki, warzywniaka i supermarketu. Zaopatrzyliśmy się w super fajny wózek i uznaliśmy, że mąż będzie do pracy dojeżdżał samochodem, a ja na co dzień, z niemowlakiem, będę miała wszystko w zasięgu ręki.

paproc zamiast karuzeli

Nie mówiąc już o szczypiorku, pietruszce, cytrynach i truskawkach – bo te rosły wręcz w naszym ogrodzie.

nasze cytryny i truskawki

Yana przyszła na świat pod koniec grudnia, czyli w tutejsze lato. To było moje pierwsze lato w Nowej Zelandii. Jeszcze mało orientowałam się w tutejszym klimacie. Nie minęło parę tygodni od narodzin, kiedy to zrozumiałam, że przeciwnościami pogodowymi tutejszych matek są: słońce, wiatr i deszcz.

drzemka na plazy

Nad Nową Zelandią wisi dziura ozonowa, która to jest dla wszystkich tak samo szkodliwa. Nikt w słoneczny dzień nie powinien opuszczać domu bez posmarowania się kremem z wysokim filtrem UV. Dla noworodków poniżej 6 miesięcy słońca powinno się po prostu unikać. Niemowlaki czas poza domem spędzają albo w cieniu albo w wózku pod specjalnym pokrowcem odbijającym UV. Te pokrowce nie tylko chronią od słońca ale też i od wiatru. W słoneczny dzień wkładałam więc lekko ubraną córkę ( bo niemowlaków przecież nie można przegrzewać) do wózka i szłam z nią na spacer. Prawdziwy dramat zaczynał się po przebudzeniu, gdy maleństwo już nie spało, już chciało na ręcę a myśmy jeszcze nie dotarły do domu. Wówczas ją podnosiłam i panicznie rozglądałam się w poszukiwaniu drzewa, pod którym, o zgrozo,często wiało i było zawsze odrobinę za chłodno.

styl zycia

W Kiwilandzie pada sporo. Latem pada mniej, a jesienią i zimą o wiele, wiele więcej. I znów z domu wychodzi się z wózkiem i pokrowcem. Tym razem tym przeciwdeszczowym. Ten przeciwdeszczowy też chroni od wiatru. Jako, że tutaj wieje przez cały rok, w te nie słoneczne i nie deszczowe dni, było zawsze największe ryzyko, że gwałtowny powiew przedwcześnie zakończy wózkową drzemkę. Ale wracając do deszczu. Dziecko siedzi w wózku przykryte, a matka? W Europie i Azji uwielbiałam chadzać pod parasolką, ale tutejszy wiatr zmusił mnie do polubienia kurtki przeciwdeszczowej. Żegnaj elegancjo, witaj żeglarski stylu. Wszakże Auckland jest miastem żagli…

namiot plazowy

Słońce, wiatr i deszcz. Są to 3 czynniki z których się nie wyrasta, a jedynie z roku na rok się do nich człowiek odpowiednio dopasowuje. Bo te półroczne i roczne dzieci mogą już spędzać trochę czasu na słońcu. Wówczas rodzic się bardziej gimnastykuje. Goni z kremem raczkującego berbecia i w głowę zachodzi : smarować dłonie czy nie smarować? Przecież wiadomo, że maluch zaraz je włoży do buzi i zliże ten krem. A przed pójściem do przedszkola? Też trzeba zawsze smarować , o czym przez pierwsze miesiące zapominałam, przypominałam sobie już po wyjściu, wracałam się po krem, w efekcie czego zawsze przychodziłyśmy spóźnione. A na plaży babki sadzimy nie jak nad Bałtykiem na golasa – tylko w specjalnym kombinezonie. Takim w dotyku jak kostium kąpielowy, ale uszytym od szyi aż po kolana, ze specjalną naszywką 50+ upf.

2 letnia yana w kombinezonie

A co jak pada? Starsze dzieci mają to do siebie, że umieją już chodzić, całkiem nieźle im to idzie, ale się męczą i na dłuższy wypad z domu bez wózka to się nie nadają. Umieją też stanowczo komunikować swoje emocje i potrzeby.
Na widok deszczu rodzic odruchowo chciałby wózek przykryć, ale dwulatek na to albo reaguje jękiem, albo alternatywą ” chodzić”. I tak źle i tak nie dobrze. Nie przykryłam wózka – żle się czułam, że mi dziecko mokło. Pozwoliłam chodzić – plułam sobie w brodę, że teraz wracamy do domu w deszczu dwa razy dłużej.

zima na plazy

Oczywiście macierzyństwo w Nowej Zelandii to temat o wiele bardziej szeroki. Jednych szokuje to, że ciążę tutaj przez cały czas prowadzi jedynie położna, która odbiera też poród i zajmuje się matką i dzieckiem aż do 6 tygodni po porodzie. O ile wszystko jest w normie, ciężarnych kobiet nigdy nie przyjmuje ginekolog. Po 6 tygodniach, noworodki są pod opieką kliniki dzieci zdrowych, która to utrzymuje się głównie z darowizn charytatywnych a w której są zatrudnione wyszkolone pielęgniarki. I znów, o ile wszystko jest w normie, dzieci nigdy nie chadzają na wizyty do pediatrów. Ta sama klinika udziela też wielu kursów parentingowych, między innymi stara się wszystkich przeszkolić w temacie wprowadzania dla niemowląt pokarmów stałych. I tak zaraz po jabłku, gruszce, bananie pojawia się na liście świeże awokado. Owoc, który ja zjadłam dopiero gdy miałam 20 lat!

bawimy sie w piasku z roczna Yana

Te słońce, wiatr i deszcz to coś co najbardziej wpłynęło na moją codzienność, coś co mnie irytuje i z czym zmagam się do dziś. Ale te godziny spędzone na grzebaniu w piachu nad oceanem, te deszczowe dni spędzone na słuchaniu ” story time” w bibliotece, ta życzliwość ze strony Kiwusów wobec matek i dzieci, sprawiły, że nasz synek przyszedł na świat już 23 miesiące po Yanie.

Po więcej naszych parentingowo – podróżniczych historii z Nowej Zelandii i otaczających ją Wysp Południowego Pacyfiku odwiedź stronę : www.vathsanclan.com

Autorka tekstu i zdjęć: Ola Smętek

Share: