Często przepływałam promem przez Cieśninę Gibraltarską między Hiszpanią a Marokiem i dokładnie wiem, który samochód (nawet na europejskich numerach) należy do Marokańczyków. Który? Ten obładowany rupieciami. Nie potrafią oni podróżować bez nadmiaru rzeczy, bo ich podróż autem to głównie handel i wożenie prezentów pomiędzy rodzinami w Maroku a na emigracji. Ich samochody są zapchane walizkami i kartonami po sam dach, tak, że kierowca nic nie widzi w tylnym lusterku.  Resztę rzeczy mocują na dachu. Nieważne – osobówka, furgonetka czy ciężarówka. Auto z ładunkiem na dachu jest na 100% marokańskie.

Share:
  • U mnie widać to po fladze na tylnym siedzeniu albo kilku naklejkach na samochodzie. Marokańczycy i Algierczycy (generalizuję, ale to ich najbardziej widać) są niezwykle dumni ze swojego pochodzenia 🙂

  • Też widziałam takie samochody i czytałam na blogu u Doroty Kropla Arganu, że trzeba uważać, żeby w ogóle na tym promie nie zostawić samochodu czy bagażu bez opieki, bo może się zdarzyć, że wylądują w nim towary przeznaczone na przemyt… Narkotyki!

  • Hahah ciekawe spostrzeżenie! To tak jak Polacy wyjeżdżający do pracy za granicą (najczęściej budowlanka). Załadowani pod kokardę 😀

  • Magda Mamit

    co by nie móić uwielbiam te przepakowane afrykańskie fury z głośną muzyką! fajny klimat!

  • To prawda, kontrabanda kwitnie:) Zwłaszcza widać to na przejściu granicznym w Ceucie.
    Mieszkańcy przygranicznych terenów zajmują się transportem dóbr z EU do Maroka również pieszo i ich codzienna dniówka to np. wyprawy do Lidla i później sprzedaż proszku do prania czy też innych produktów do czyszczenia …
    A wynika to głownie z przekonania, że wszystko co „Europejskie”, jest lepsze niż Marokańskie.