Każdy kraj ma takie magiczne słówka, w pewnym sensie nieprzetłumaczalne, bo mówiące o lokalnej kulturze dużo więcej niż słownikowe tłumaczenie sugeruje. Malezja nie jest tu wyjątkiem. Z filozofią boleh prędzej czy później spotyka się każdy przyjezdny. O co w niej chodzi?

Zacznijmy od tego, że w Malezji naprawdę można przetrwać, porozumiewając się tylko i wyłącznie w języku angielskim, który jest tu powszechnie używany – nie tylko w środowisku biurowym, ale i w domu, w sklepie, na ulicy. Rodowici Malezyjczycy posługują się angielskim niekiedy lepiej niż „właściwym” lokalnym językiem, zwanym Bahasa Melayu.

Wynika to przede wszystkim z właściwej dla tego kraju wielokulturowości. Język malajski związany jest silnie z muzułmańską kulturą Malajów, do tej grupy należy jednak tylko ok 60% mieszkańców. Pozostali Malezyjczycy to głównie tzw. Malaysian Chinese, mówiący którymś z dialektów chińskich (np. mandaryńskim czy kantońskim) oraz Malaysia Indian, czyli hindusi używający języka tamil. Do tego dochodzi pokaźna społeczność expatów (zwłaszcza w Kuala Lumpur) i wychodzi nam całkiem barwny kocioł. Język angielski łączy te wszystkie grupy i ułatwia „porozumienie ponad podziałami”.

Jednak angielski malezyjski różni się od szkolnego British English czy American English. Azjatycki slang, wtręty chińskie i malajskie… Są lokalne słówka, które po prostu trzeba znać, bo przewijają się bez przerwy nawet w angielskojęzycznych konwersacjach. Należy do nich boleh [czyt. bole], czyli angielskie can. Po polsku „móc”. Proste? W Malezji nic nie jest proste i oczywiste, w końcu… Malaysia boleh!

Hasło to, promowane przez malezyjskie władze miało być swoistym motywującym mottem narodowym, reklamującym kraj, w którym wszystko jest możliwe. Szybko jednak zyskało szereg dodatkowych znaczeń i dziś powszechne używane jest w prześmiewczym, ironicznym kontekście – ma ilustrować wszelkie lokalne problemy, absurdy i biurokrację. Trzygodzinny korek w centrum miasta? Zakaz całowania w metrze? Dwumilionowa łapówka premiera zamieciona pod dywan? Malaysia boleh – tak skomentuje to każdy Malezyjczyk.

Boleh miewa też pozytywny wydźwięk. Tylko trzeba być ostrożnym, aby nie wpaść w pułapkę malezyjskiego optymizmu. Jeśli na pytanie o to, czy droga jest właściwa albo, czy samochód będzie naprawiony na czwartek, słyszymy odpowiedź: boleh, nie obiecujmy sobie za wiele. Wyluzowane boleh (niekiedy z doczepioną nic nieznaczącą partykułą lah) to odzywka raczej niezobowiązująca i pasująca w każdej sytuacji, zawsze okraszona szerokim uśmiechem naszego rozmówcy.

Taka jest Malezja – urocza, ale wymagająca odrobiny cierpliwości. Na szczęście filozofia boleh jest zaraźliwa i po paru tygodniach w tym pięknym kraju pod palmami chyba każdy zaczyna wierzyć w to, że chcieć to móc.

Jadwi /Malezja /Random Travel Stories

Share: