Kraj, w którym żyję – Niemcy

Kraj, w którym żyję – Niemcy

W wielu niemieckich krajach związkowych tzw. Agencje ds. Integracji przygotowują i udostępniają online przewodnik pod tytułem Życie i praca w Niemczech w kilku wersjach językowych, między innymi w języku polskim. Przewodnik nakreśla najważniejsze aspekty życia w Republice Federalnej, jak: kwestia ubezpieczenia zdrowotnego i społecznego, szukanie mieszkania, edukacja czy świadczenia socjalne. To bardzo przydatna lektura dla wszystkich planujących na stałe lub czasowo osiedlić się w Niemczech. Przewodnik odzwierciedla niemiecką naturę, jest pierwszym sygnałem w kierunku każdego obcokrajowca, mówiącym, że Niemcy to kraj porządku, gdzie każda czynność może zostać szczegółowo opisana pod postacią urzędniczo brzmiącej instrukcji. Sama korzystałam ze wspomnianego wyżej dokumentu, posiłkując się zdobywanymi dodatkowo informacjami od znajomych oraz najbliższej osoby. Teoria bowiem często kłóci się z praktyką, a niemiecka, legendarna biurokracja niestety nierzadko wygrywa ze zdrowym rozsądkiem.

Warto zaznaczyć, że szukanie pracy na rynku niemieckim, bez pożądanych dla danego regionu czy miasta kwalifikacji, do łatwych nie należy. Niemcy to kraj, gdzie do każdej, naprawdę każdej czynności i zawodu, dopasowane jest konkretne wykształcenie/szkoła/kurs, który należy ukończyć. Przykładowo, aby sprzedawać bułki w piekarni, należy zdobyć zawód Bäckereifachverkäufer/in, co w wolnym tłumaczeniu oznacza wykształconego sprzedawcę wyrobów piekarniczych. Zdobycie tego zawodu trwa trzy lata, w trakcie których uczniowie dowiadują się, jak odróżnić od siebie różne rodzaje pieczywa i doradzić klientowi o specyficznych potrzebach. Sprzedawca, choć sam nie piecze chleba ani bułek, musi jednak wiedzieć, jak te czynności się odbywają, a co za tym idzie, znać substancje wchodzące w skład najróżniejszych mieszanek do pieczenia. Poza tym uczeń ćwiczy się w cierpliwości i podejściu do klienta, na którego życzenie w przyszłości będzie musiał na przykład przygotować na miejscu bułkę z masłem i serem, ale już bez ogórka (to prawdziwe wyzwanie, kiedy w ofercie są już gotowe, posmarowane masełkiem bułki z serem, zawierające jednak znienawidzone przez klienta warzywo. Dodatkowym czynnikiem stresu jest fakt, że cała sytuacja ma miejsce o poranku, kiedy wszyscy chcą zakupić bułeczkę do pracy, więc kolejka w piekarni rośnie z każdą minutą). Czytając na temat wymagań niezbędnych do wykonywania tego zawodu, dowiadujemy się również, że należy mieć otwartą osobowość i miłe usposobienie. Sprzedawcą w piekarni nie może więc zostać, jak w Polsce czy innych krajach, żadna przypadkowa osoba, nawet po studiach wyższych, jeśli nie było to magisterium z zakresu profesjonalnego wypieku chleba i bułek.

Innym ciekawym aspektem są kursy językowe. Często można dostać dofinansowanie takiego kursu, zwłaszcza zaraz po przyjeździe do Niemiec. O dofinansowanie można się starać w urzędzie lub organizacji kościelnej. Jeśli jednak pracujemy na pełen etat, choćby za najniższą krajową, według mojego doświadczenia, nikt nie będzie chciał dać nam nawet jednego euro, tłumacząc, że możemy przecież rozłożyć koszty kursu na raty. Z drugiej strony większość pracodawców wymaga znajomości języka, co najmniej na poziomie B1. Ten poziom jest również konieczny, aby starać się o niemieckie obywatelstwo. Często odnoszę wrażenie, że w Niemczech ludzie bezrobotni mają więcej przywilejów niż aktywni zawodowo, lecz zarabiający niewiele. Oczywiście jest to jedynie moja subiektywna opinia.  

Zachowaniem, które rzuca się w Niemczech w oczy, jest również bezwzględna szczerość. Znam sytuacje, kiedy znajomi dzwonią na godzinę przed umówionym spotkaniem, mówiąc że nie przyjdą, bo się im po prostu nie chce. Polacy wymyślają zawsze piękne historyjki o niespodziewanej chorobie, pożarze domu czy lwie, który uciekł z zoo, a teraz leży w ich ogródku. Niemcy mówią wprost, bez zbędnego tłumaczenia i lania wody. Ma to oczywiście swoje plusy i minusy, osobiście zdecydowanie preferuję polskie bajkopisarstwo.

Warto dodać także kilka słów o służbie zdrowia w Niemczech. Chociaż potocznie mówi się o dobrej bądź bardzo dobrej opiece medycznej, nie potwierdzają tego ani statystyki, ani moje własne obserwacje. Pismo medyczne “The Lancet” opublikowało w zeszłym roku zestawienie, w którym oceniano kraje pod względem tzw. Healthcare Access and Quality Index. Dane te bazują na liście 32 chorób, których można albo zupełnie uniknąć, albo efektywnie je zwalczać przy poprawnie funkcjonującym systemie opieki zdrowotnej. Niemcy, uważane za kraj dobrobytu, uplasowały się na 20 miejscu. Wyprzedziła je między innymi Hiszpania czy Holandia*. Dodatkowo z badań przeprowadzonych przez Techniker Krankenkasse (jedną z największych kas chorych w Niemczech) w 2016 roku wynika, że jedynie 80% pacjentów jest zadowolonych z służby zdrowia**. Dla mnie osobiście nie jest to żadne zaskoczenie. Bardzo trudno dostać się do specjalisty, jak dermatolog, neurolog, ortopeda, onkolog itp. Także opieka w szpitalach daje wiele do życzenia. Pisał o tym na przykład tygodnik “Die Zeit”, wytykając szpitalom na przykład niesmaczne, niedopasowane do diety pacjentów posiłki, ogólny brak troski o pacjentów, prowadzący do odleżyn, podawanie leków za późno lub podawanie błędnych leków***. Parafrazując słowa Szekspirowskiego Hamleta, można śmiało powiedzieć, że: Źle się dzieje w państwie…niemieckim.

Niemcy, jak każdy kraj, mają swoje plusy i minusy. Po ponad 25 latach życia w Polsce, mimo licznych wizyt u zachodniego sąsiada, trudno mi było na początku przystosować się do życia w nowych warunkach. Wydawałoby się, że nasze kultury są do siebie podobne ze względu na bliskie sąsiedztwo, nie dajmy się jednak zwieść pozorom. Odkrywanie różnic, czy to w sferze prywatnej, czy też zawodowej i publicznej, to początek długiego procesu asymilacji i akceptacji nowej rzeczywistości. Ostatecznie jako obywatele Unii Europejskiej posiadamy jednak swobodny wybór miejsca zamieszkania. Nie wykluczam więc, że pewnego dnia nie spakuję po prostu walizek i nie ruszę do innego kraju. Jestem jednak pewna, że nawet w najbardziej słonecznych miejscach, zdarzają się całkiem pochmurne dni.

O AUTORCE
Justyna Michniuk

Justyna Michniuk

Autorka tekstów

Dobra przyjaciółka powiedziała o niej kiedyś, że jest białoruską góralką z Mazur. Ten oksymoron najlepiej opisuje jej skomplikowaną osobowość i nieposkromiony charakterek, jaki odziedziczyła po przodkach. Uwielbia czytać, pisać oraz podróżować. Ceni sobie dobre jedzenie, obowiązkowo w towarzystwie kieliszka wina. Wierzy w miłość i przyjaźń. Bywa niepoprawną idealistką i romantyczką. Zawodowo pracuje w handlu zagranicznym oraz jako wolny autor. Główne pola jej zainteresowań to Serbowie Łużyccy (mniejszość narodowa w Niemczech i jednocześnie najmniejszy słowiański naród bez własnego państwa), folklor Żywiecczyzny oraz Malty oraz historia Żydów w Polsce i w krajach b. Jugosławii. Cały czas musi być czymś zajęta i nie ma w jej słowniku pojęcia NUDA. Gdyby mogła, chciałaby być w kilku miejscach jednocześnie. Jej największym niespełnionym marzeniem jest podróż koleją Transsyberyjską.

Dodaj komentarz

Twój email nie będzie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.