MY POLKISTYL POLKI

JAK SIĘ MAJĄ ŚMIECI NA ŚWIECIE? #2

Zapraszamy na drugą część naszej klubowej opowieści na temat śmieci i zachęcamy do dyskusji o tym, jak sprawić żeby wszystkim żyło się łatwiej, czyściej i bardziej ekologicznie.

Marianna, Rwanda:

Od 2008 roku niedozwolone jest używanie plastikowych siatek na zakupy. Na lotniskach rekwiruje się na przykład torby z duty free. W sklepach produkty pakuje się albo w torby papierowe (z recyklingu), albo z materiału. A najlepiej przynieść swoje własne. Mięso pakowane jest w torebki oksy-biodegradowalne, czyli takie, które rozłożą się pod wpływem działania powietrza i bakterii w ciągu kilku miesięcy (ale najlepiej je po prostu umyć i ponownie wykorzystać). Niewiele rzeczy pakuje się w plastikowe pudełka owinięte folią spożywczą, chyba tylko pieczarki (to niedawny dodatek do gamy dostępnych produktów spożywczych, bo jeszcze parę miesięcy temu były tylko boczniaki ostrygowate sprzedawane na wagę). Zmieniło się tyle, że teraz folię spożywczą i aluminiową już można kupić i nie kosztują majątku. Śmieci na ulicach nie uświadczysz, gdyż codziennie są one zamiatane, a i mało kto odważyłby się rzucić papierek, bo zaraz wyrósłby obok niego policjant z kałachem i kazał podnieść.

Aleksandra, Cypr:

W większych miastach można znaleźć oddzielne pojemniki na plastik, papier i szkło. Na wsi, gdzie sama mieszkam, wszystko ładuję do jednego wora. Początkowo po przeprowadzce segregowałam śmieci, tak jak w Polsce, później dałam za wygraną, bo i tak wszystko lądowało w tej samej śmieciarce. W wiosce obok jest pojemnik na papier, tylko na papier, więc zbieram makulaturę i po drodze do pracy wrzucam ją do tego pojemnika. Co do reklamówek, to są w powszechnym użyciu, ja używam takich z materiału. Oczywiście w sklepach dostępne są też torby papierowe, ale mało kto ich używa. Świadomość społeczna jest bardzo niska. Jak kupuję chleb, który jest już zapakowany w worek foliowy, pani ładuje go w jeszcze jedna reklamówkę mówię: nie, nie trzeba. Pani robi bardzo zdziwiona minę i pyta, czy na pewno nie.

Edyta, Norwegia:

W Norwegii śmieci się segreguje. Podstawa to podział na trzy pojemniki na śmieci: śmieci biologiczne (brązowy), papier (niebieski) i pozostałe (czarny). To takie minimum. Ale oczywiście można jeszcze mieć pojemnik na szkło i to szkło można dzielić na białe i kolorowe. Plus można mieć pojemnik na metal, pojemnik na odpady niebezpieczne i pojemnik na zużyte pieluchy. Co roku każde gospodarstwo domowe dostaje 2 paczki worków na odpady biologiczne oraz pakę olbrzymich worków na plastikowe odpady. Worki na odpady biologiczne są oczywiście biodegradowalne. Jeśli zabraknie nam jednych, czy drugich worków można pojechać do odpowiedniego wydziału w gminie albo do stacji segregacji śmieci i worki zakupić. W większości sklepów można kupić worki na śmieci biologiczne. Na opakowaniach większości produkowanych w Norwegii produktów widnieje informacja o sposobie recyklingu. A! Na workach otrzymanych od gminy jest dokładna informacja, co można do nich wrzucać, a czego nie. Co roku też gmina ma do ściągnięcia na swoje stronie internetowej dokładny kalendarz wywozu śmieci. Znajdują się tam też dokładne informacje na temat segregowania śmieci i odpowiedzi na pytania w sprawie wątpliwości, co z jakimi śmieciami zrobić, jak również adresy mailowe i numery telefonów do kontaktu w określonych sprawach. Kilka razy do roku odbierane są za darmo śmieci ogrodowe oraz śmieci dużogabarytowe. Oczywiście jeśli ktoś chce, to może się skontaktować z odpowiednimi służbami i samodzielnie umówić się na odbiór śmieci nietypowych. Z tego, co pamiętam odbierają je za darmo. W mojej okolicy jest duża stacja segregowania śmieci, gdzie można wywieść każde śmieci. Płaci się za ilość metrów przestrzennych jakie się wwozi do segregowalni. Sprzęty gospodarstwa domowego oraz elektronikę oddaje się za darmo. Niestety w sklepach są torebki foliowe, np. na warzywa, czy owoce luzem. Oczywiście nie ma obowiązku ich używać, bo można zapakować w jakiś swój woreczek. Przy kasie zawsze pytają się, czy chcesz reklamówkę. Reklamówka kosztuje 1 koronę. Ostatnio jest wielki ruch żeby podnieść cenę tych reklamówek.

Worki na śmieci biologiczne.

Tak ładnie w rządku stoją śmietniki wystawiane raz w tygodniu i czekają na opróżnienie.

W Norwegii właściwie wszystkie butelki oraz puszki po napojach produkowanych/rozlewanych w Norwegii są zwrotne. Wyjątek stanowią butelki po alkoholu kupowanym w Vinmonopolet, sklepie monopolowym. Przy ich zakupie płaci się kaucję, którą odzyskuje się przy ich zwrocie. Każdy sklep typu supermarket, ma specjalne miejsce do zwrotu tych opakowań.

Duża część autobusów w moim regionie to autobusy elektryczne. Oczywiście w Norwegii w ogóle samochody elektryczne są mocno wspierane i m.in. mogą jeździć po pasach dla autobusów, nie płacą za przejazd przez bramki, takie punkty poboru opłat za wjazd, np. do innej gminy. Większość miejsc parkingowych dla aut elektrycznych jest darmowa i często na takim parkingu można naładować samochód za darmo. Funkcjonują tu także darmowe stacje doładowania. Właściciele aut elektrycznych płacą dużo niższą roczną opłatę za samochód, rodzaj podatku. Zakup auta elektrycznego jest całkowicie wolny od podatku. Nie płaci się ani akcyzy ani VAT. Jednak ostatnio, ze względu na olbrzymią ilość jeżdżących po norweskich ulicach aut elektrycznych, rząd coraz częściej mówi o zlikwidowaniu części ulg, m.in. darmowego ładowania samochodów.

Nina, Urugwaj:

Kraj jest dopiero na początku mozolnej drogi do recyclingu. W stolicy (największe, 1.2 mln miasto kraju) są już oddzielne pojemniki na plastik, szkło i papier. Stoją na ulicach i każdy może do nich wrzucać. Następny krok to kampania edukacyjna, bo jeszcze kiepsko z tym, co widzę w biurze. Też są trzy kosze: na odpadki organiczne, na recyclables i normalne śmiecie. Nie do końca to, co ląduje w pierwszych dwóch powinno się tam faktycznie znaleźć. Na wsiach oddzielnych pojemników nie ma, za to większość ludzi zbiera jednak odpadki organiczne bo przerabiają je na kompost, który ląduje na polach (to jest kraj rolniczy). Butelki – wiele butelek (np. po piwie litrowe, standardowe po winie) są przyjmowane w supermarketach i wypłacana za nie kaucja – system taki jak w Polsce za komuny, przy czym kaucja za butelkę jest na prawdę wysoka – do tego stopnia, że po zakończonej imprezie nikt butelek nie tłucze, ani nie wyrzuca, tylko skrzętnie odnosi na skup. Jest też grupa ludzi (najbiedniejsi), którzy utrzymują się z recyclingu. Nawet w Montevideo widać wieczorem konne wozy (tak, tak!!!), na nich cała rodzina. Objeżdżają wszystkie śmietniki i wyciągają z nich wszystko, co ma jakąś wartość i do recyclingu się nadaje. Z jednej strony to dobrze, bo się nie marnuje, z drugiej jednakże trochę nie bardzo, bo przy okazji rozgrzebywana śmietnika wywalają wszystko na zewnątrz i robią syf, który leży do czasu przyjechania śmieciarki..

Xiaotai Bai, Chiny:

Jednorazówki wszędzie. Nawet napoje typu woda z lodem i cytryną pakowane do torebki foliowej ze słomką. TYLKO Carrefour pakuje bagietki w papierowe opakowania… z „okienkiem”. Czyli kawałkiem przezroczystej folii. Ohyda. Za to jeśli chodzi o śmieci, to wprawdzie Chińczycy ich produkują niemożebnie dużo, ale za to bardzo dobrze z tych śmieci żyją ich zbieracze – tzn. handlarze używanymi sprzętami, zbieracze makulatury, puszek i szkła itd. Słyszałam parę historii o tym, jak wysyłają dzieci na dość drogie studia, albo sobie po jakimś czasie emigrują do jakiegoś rozwiniętego kraju. Choć oczywiście zdarzają się wśród nich i pozbawione emerytury, czy renty babulinki, na widok których serce się kraje.

Dorota, Tajwan:

Japonia – niby cywilizowany kraj, w którym recykling stoi na wysokim poziomie, ale… ilość plastikowych i styropianowych opakowań używanych przeraża. Każdy pomidor, czy ogórek są pakowane oddzielnie w torebki. Każda bułeczka i ciastko najpierw jest pakowana w plastik, a potem jeszcze w pudełko, no i torebkę. Wszędzie używa się jednorazowych drewnianych pałeczek.

A jednocześnie śmieci, należy segregować na różnego rodzaju plastiki, tekturę i inne papiery, puszki i puszki aluminiowe itd. Wyrzucając butelkę po napoju należy zerwać etykietę i odkręcić zakrętkę, gdyż wrzuca się je do oddzielnego kosza.

Trudno zrozumieć ten nadmiar wszelkich opakowań a jednocześnie patrzeć jak sprawnie działa recykling.

Edyta, Niemcy:

Niemcy znani są ze swojej dokładności i przykładaniu szczególnej uwagi do ochrony środowiska – a co za tym idzie – segregacji śmieci. To, co najbardziej tu lubię to zwrot butelek i puszek. Za każdą sztukę możemy w sklepie otrzymać od 8 do 35 centów. Dzięki temu nie tylko zostanie ponownie użyta, ale i nie zostanie rozbita na środku ulicy. Z tego względu nikt zwrotnych butelek nie wyrzuca do kosza. Zużytą butelkę można albo zwrócić do sklepu, albo postawić pod śmietnikiem i dać zarobić innym.

Justyna, Niemcy:

Ogólnie mogę powiedzieć, że niezależnie od landu Niemcy to bardzo „zielony kraj” tzn. dużą wagę przykłada się tutaj do segregacji odpadów oraz używania alternatywnych źródeł energii. Ogólnie można powiedzieć, że mam w domu 4 kosze na podstawowe śmieci:

-Kosz na odpady bio, do których należą przykładowo resztki owoców i warzyw, mięsa, włosy, skorupki z jajek, kwiaty cięte, ale także liście z zewnątrz, opady z drzew owocowych czyli np. zgniłe owoce leżące pod drzewem.

-Kosz na papier tzn. zużyte serwetki, ręczniki kuchenne, zużyte chusteczki higieniczne.

-Gelbe Sack tj. żółty worek, do którego pakujemy  odpady plastikowe, aluminiowe czyli np. puszki, kartony po soku, zużyte tubki po paście do zębów i kremach, ale uwaga, NIE WOLNO TU WRZUCAĆ  zużytych zabawek (nawet plastikowych), styropianu, starych garnków/naczyń itp. Na te odpady są inne kosze na śmieci, zazwyczaj kilka kontenerów na dzielnice miasta, bądź wioskę/małe miasteczko. Trzeba samemu podjechać żeby je właściwie wyrzucić.

-Kosz na papier w sensie opakowania kartonowe, stare książki, gazety, rolki po papierze toaletowym, opakowanie po jajkach.

Poza tym meble to osobny sort śmieci, jak i na przykład opakowania po farbach czy lakierach. Są specjalne miejsca, gdzie takie śmieci można „wyrzucić”, czasem za opłatą. Tutaj jako przykład podam stary dywan, którego chcieliśmy się pozbyć. W tym przypadku nie dosyć, że musieliśmy zrobić kawał drogi, żeby znaleźć odpowiednie „wysypisko”, to jeszcze pobrano od nas niemałą opłatę 20 Euro, za fakt, że nasze śmieci łaskawie przyjęto. Podobnie jest z np. zużytymi odkurzaczami i innymi sprzętami AGD. Z tego powodu, wiele ludzi wyrzuca takie odpady również „na dziko”. Niech nikt się temu nie dziwi, że takie rzeczy mają tu miejsce. Nie chcę tutaj nikogo oceniać i wskazywać palcem, jednak takie sytuacje się zdarzają.

Aha, skąd wiadomo, co gdzie wyrzucić? W wielu regionach dostaje się taką piękną książeczkę za darmo(sic!), jak na obrazku pod tytułem „Abfallratgeber”, czyli poradnik nt. odpadów. Tam jest cała szczegółowa lista, co gdzie przynależy, a co nie. Zaiste pasjonująca lektura obowiązkowa każdego obywatela.

Co do kaucji za butelki, to obejmuje ona prawie wszystkie napoje i waha się od 0,10 do 0,25 centów za butelkę plastikową, bądź szklaną. Nie wszystkie jednak butelki są wszędzie przyjmowane, nad tym obecnie pracują w Niemczech mądre głowy, jak to zmienić. Przykładowo butelki po wielu napojach z EDEKI nie są przyjmowane w supermarketach jak LIDL czy PENNY MARKT.

Odnawialne źródła energii to także temat na osobną książkę. Niemcy wykorzystują głownie energię wiatru (budowa wiatraków u nas na północy budzi duży sprzeciw org. ekologicznych) oraz energię słoneczną. Dziś większość nowych domów zaopatruje się w tzw. Solaranlage tzn. panele solarne na dachu oraz bateria w piwnicy. Jest to cały system, który np. kiedy wytworzono za dużo energii ją najpierw w baterii skupia, można ją często wykorzystać do własnych celów, kiedy się mniej wytworzyło, lub sprzedać do sieci. Oczywiście wiatraki nie budują się same tzn. w ramach wielkiej akcji budowy tych cudów techniki kilka lat temu wszystkim podwyższono i tak nie małe podatki. Moje skromne zdanie na ten temat: jestem oczywiście na tak, cieszę się, że Niemcy segregują śmieci i używają zielonej energii, z drugiej strony wiem i widzę, ile jedzenia jest niepotrzebnie kupowanego, a potem wyrzucanego. To marnotrawstwo w niemieckich gospodarstwach domowych mnie przeraża! U nas w domu kupujemy czasem nawet „za mało” (robimy zakupy raz w tyg. na nadchodzący  tydzień), żeby dojeść różne mrożonki itp., które już 2 tygodnie powiedzmy u nas „zalegają”. Co do plastikowych jednorazówek, to jeszcze rok, albo dwa lata temu były dostępne za darmo przy kasie. Dziś trzeba za nie płacić (oprócz np. tureckich marketów, gdzie wciąż są rozdawane).

Justyna, Niemcy:

Malta – pytałam kilka osób o segregację, ale nie widać jej za bardzo ani przyglądając się kontenerom na śmieci, ani chętnie rozdawanym jednorazówkom w sklepach. Przeraża mnie ogrom zanieczyszczenia Malty przez samych Maltańczyków, turyści także nie są bez winy. Zrobiłam zdjęcia wielu dzikim wysypiskom, które znajdują się często w centrum miasta np. na Gozo w Victorii, na dworcu autobusowym ludzie rzucają odpady w krzaki.

Dorota, Hiszpania:

Maroko – poznałam jako jedno wielkie śmietnisko. Ludzie wyrzucają wszystko na ziemię. Z recyclingiem też kiepsko. Jest na ulicy jeden wielki kontener do którego wrzuca się wszystkie śmieci, a one się wysypują. Latem jak wiadomo zapachy, bo ludzie produkują tony organicznych i nieorganicznych śmieci. Kiedyś jechałam z teściową i jadłam jogurt. Dałam jej pusty plastikowy kubeczek by wyrzuciła, bo myślałam że w samochodzie ma jak każdy, woreczek. A ona sru za okno. Ale wszystko powoli się zmienia. W lipcu 2016 rząd oficjalnie zbanował plastikowe siatki. Sklepy zaczęły je wycofywać z rynku. W niektórych sklepach z ciuchami gdzie robiłam zakupy pakowano w torby bawełniane. Powstała kampania która ma zachęcić do robienia zakupów z własną torbą np. w tradycyjnych wiklinowych koszach.

Ania, Wietnam:

Tajlandia – w Tajlandii wszystko pakowane jest w reklamówki. I co ciekawe – do każdego napoju dodawana jest słomka. Kupisz 2 kawy, sok i 3 jogurty – dostaniesz 6 słomek. Co z tego, że wieziesz je do domu i nie zamierzasz ich wszystkich wypić na ulicy – słomki być muszą. Koniecznie tyle, ile jest napojów. Do tego jednorazowe sztućce – zostają dorzucane do byle czego. Sprzedawcy bardzo się dziwią, kiedy się odmawia miliona słomek, reklamówek, czy widelczyków.

Co ciekawe przy tym natężeniu plastiku – w Tajlandii nie zauważyłam go walającego się wszędzie na ulicach. Odpadki organiczne – i owszem, są wyrzucane, gdzie popadnie. Leżą sobie i kisną tu i tam wydzielając niezbyt przyjemne wonie.

Dee, Anglia:

W całym kraju są pięknie zorganizowane, darmowe wysypiska śmieci, gdzie prywatna osoba może wywieść wszystko, co jest niepotrzebne. Poza tym domowy odbiór śmieci i recycling zależy od gminy, czyli councilu. U nas są trzy śmietniki jeden na recycling, drugi na tzw. czarne worki, w których nie wolno wyrzucać jedzenia i trzeci właśnie na odpadki żywnościowe. W całym kraju jest bardzo dużo sklepów, gdzie można oddać/kupić używane rzeczy, dochód przeznaczony jest na organizacje dobroczynne. Każdy rejon organizuje też regularnie pchle targi. Mimo tego wszystkiego spacerując po lasach ciągle znajduję porzucone stare meble, lodówki etc. Przykre to. Jeszcze dużo trzeba zmienić w mentalności Brytyjczyków.  Od niedawna w sklepach trzeba płacić za plastikowe torby. Tylko w niektórych sklepach są papierowe. Plastik niestety dominuje.

Dee, Anglia:

Kenia, moje ostatnie obserwacje: kraj niestety tonie w plastikowych torbach i butelkach, są porozrzucane wszędzie, a w niektórych miejscach wręcz tworzą góry, na których pasą się zwierzęta. Priorytety są tu inne, nie w głowie zwykłym ludziom segregowanie śmieci, gdy nie ma co do garnka włożyć.

 

Share:
  • Z ciekawością przeczytałam i innych krajach i będąc w Afryce, widząc, co sie tam dzieje Rwanda naprawdę mi zaimponowała. Oby inne kraje brały z niej przykład

  • Ja jestem pod głębokim wrażeniem segregacji śmieci w krajach Nordyckich. My we Francji jestesmy naprawde niezle zacofani. Choc przeciez z punktu widzenia technologii i organizacji to sie da zrobic, niestety w głowach u co poniektórych ludzi wciąż jeszcze siedzi „po co ja mam sie męczyć, to i tak nic nie zmienia….
    Bardzo ciekawy wpis, posyłam dalej !

  • Po ostatniej wycieczce w gory zamierzam napisać osobny post o śmieceniu przez turystów wietnamskich, bo mi głowa odpadła…