MY POLKINOWE

JAK SIĘ MAJĄ ŚMIECI NA ŚWIECIE? #1

Temat tak codzienny i oczywisty, że często po prostu to się robi. Prawie samo. Śmieci. Zastanawialiście się, jak wygląda organizacja zarządzania śmieciami na naszym globie? Przeczytajcie, co na ten temat piszą nasze Klubowiczki rozsiane po całym świecie.

Magda, Egipt:

Wyobraźcie sobie, że w Kairze jest dzielnica Zabbaleen, czyli dzielnica śmieci… ludzie tam chyba normalnie mieszkają, bo są np. sklepy z mięsem, mięso wisi sobie na zewnątrz (takie ogromne kawały), ludzie – jak to w Egipcie często się zdarza – siedzą sobie na krzesełkach na “chodnikach”, piją kawkę, a wokół… wysypisko śmieci – w całej dzielnicy! Wszędzie, na ulicach, w ruinach budynków, na tych chodnikach, smród kiła i mogiła… wąskie ulice tonące w śmieciach (zwożą tam śmieci z całego Kairu, segregują je i zbijają na tym fortunę)… byłam tam przejazdem, bo mi się zachciało zwiedzić kościół wykuty w skale, a on akurat jest właśnie tam. Wierzcie mi, nie przeżyłyście czegoś takiego w swoim życiu…

Gabi, Szwecja:

Panama – dla mnie, niestety, takim wysypiskiem była też Panama… Koszy na śmieci jak na lekarstwo, więc kupki śmieci tworzyły się tam, gdzie akurat kilka osób coś rzuciło na trawnik. Obstawiam, że co jakiś czas jest to sprzątane, ale nie widziałam nigdy, by ktoś to sprzątał. W sumie śmietniki widziałam tylko przy promenadzie dla turystów. Do Zatoki Panamskiej wchodzić odradzali, bo podobno wszystkie ścieki miejskie spuszczają do Pacyfiku. Plaże kąpielowe są nieco dalej od miasta, ale też trzeba uważać na potłuczone butelki i wszystkie możliwe śmiecie. W blokach mieszkalnych też zero segregacji, wszystko idzie do jednego śmietnika.

W supermarketach nic samodzielnie nie pakujesz, stoją osoby do pomocy i najchętniej każdą rzecz wrzuciliby w oddzielną foliówkę. W centrach handlowych, każdy sklep po zakupach wręcza towar w swojej własnej szczelnie zapieczętowanej torbie z przyszytym paragonem – lepiej nie otwierać z powrotem na sklepie, bo mogą się przyczepić, że wynosisz ukradziony towar na stary paragon. Więc po obejściu kilku sklepów chodzisz z toną reklamówek, choć nieraz upchnęłoby się to wszystko w jedną czy dwie, ale nie możesz wyjść ze sklepu z towarem w niefirmowej siatce… Abstrakcja.

Karolina, Szwecja:

Szwecja jest bardzo porządna pod tym względem. Każdy “przyzwoity” mieszkaniec sortuje i ma w domu swoje pojemniki na szkło, plastik, tekturę. Plastikowe butelki i puszki po napojach dodatkowo można spieniężyć, są do tego specjalne maszyny w marketach. Za sortowanie śmieci w domu na organiczne (kompost) i resztę (która nie załapała się do wszystkich innych powyżej) dostaje się rabaty w rachunkach. I na koniec ciekawostka, w Szwecji jest autobus który jeździ na obierki! Taka ekologia. Dodam jeszcze, że na zakupy bardzo dużo osób jeździ raz w tygodniu, a w sklepach dużą popularnością cieszą się kasy samoobsługowe, więc odpada problem nadprodukcji siatek. Za namową Agnieszki (autorkę klubowych artykułów Ruch – zero śmieci) warzywa i owoce pakuję już wyłącznie w lniane torby. Chodzi mi o te “niepakowalne” jak buraki, które niby trzeba włożyć w worek. Otóż drodzy moi, nie trzeba…

Hania, Tajwan:

Wszędzie dają torebki. Nawet do napojów! Zawsze trzeba wspomnieć, że nie chce się worka do kawy, inaczej go dostaniemy. Ale cieszy mnie np. sprzątanie po swoich pupilach.  Tyle mi przychodzi do głowy.

Magda, Tajwan:

Niby na Tajwanie jest segregacja – czyli osobna śmieciarka na “eko-śmieci”, 3x w tygodniu, ale śmieci przydrożne też się zdarzają. Osobna sprawa – brak koszy na ulicach, co akurat po zastanowieniu jest zrozumiałe. Raz spotkałam taki kosz na ulicy i gdy podniosłam pokrywę żeby skorzystać – wyskoczyła ze środka szczurza rodzina. Szczury i karaluchy robią za bio-recykling odpadów biologicznych. A sprzątanie po psach – bywa różnie, raczej nie, niż tak. Co do plastików – to z uwagi na mega wilgotność, wszystko jest pakowane w osobne woreczki, np. na ciastka jest opakowanie zbiorcze, potem woreczek na np. 1/4 zawartości, a potem każde pojedyncze ciasteczko w osobnym woreczku, żeby nie straciło chrupkości.

Dorota, Tajwan:

Ogólnie śmieci dzieli się na kilka kategorii – odpadki kuchenne, śmieci do spalenia i do recyklingu. W większych miastach śmieci można wyrzucać jedynie w specjalnych workach, które należy kupić.

Sytuacja z plastikowymi torebkami jest lepsza niż kilka lat temu, kiedy to wprowadzono opłaty za torebki w sklepach sieciowych. Niestety małe sklepiki i stoiska na targach nadal nagminnie wszystko pakują w plastik.  W wielu sklepikach sprzedających picie na wynos jeśli przyjdzie się z własnym kubkiem, to dostaje się zniżkę.  Nadal jednak edukacja ekologiczna i zero waste pozostawia dużo do życzenia. Tajwańczycy mają bałagan i brud w domach, a często balkony traktują jak wysypisko śmieci, trudno będzie więc zmienić ich przyzwyczajenia.

Kasia, Dania:

Segregacja szkła, plastiku, metalu, tektury, papieru. Butelki można oddać do automatu – albo sami dostajemy kasę, albo oddajemy na cele charytatywne. Torebki – różnie. Miałam napisać że większość używa wielorazówek, ale tak jak sobie pomyślę, to spora część chodzi z plastikiem. To chyba od wieku zależy. Baterie się tu traktuje poważnie – w większości bloków jest specjalny pojemnik. Jest też spot reklamowy z samą Bodil Jørgensen o nie wyrzucaniu ich do śmietnika. Foliowe torebki są przy owocach i warzywach.  W aptekach oddaje się przeterminowane/niepotrzebne leki.

Aneta, Wietnam:

W Wietnamie wszędzie foliowe torby w dużych ilościach, tylko lepsze marki mają torby papierowe. Ulice choć są sprzątane, wymagają naprawdę dużo do życzenia jeśli chodzi o czystość.

Ania, Wietnam:

Plastik jest wszędzie. Napoje są pakowane w woreczki. Zupy też. Każdy owoc, bułka, ciastko – w osobną torbę. Albo i w dwie. Do tego Wietnamczycy nie zważają, jak się pozbywają tych śmieci. Na ziemię i tyle. I to właśnie prowadzi w porze monsunowej do powodzi w Ho Chi Minh City. Foliówki zatykają odpływy kanalizacyjne. Przy mocnym deszczu  woda nie ma gdzie uchodzić, zalewa ulice i całe miasto jest sparaliżowane. Czy ktoś coś z tym robi, planuje zrobić? Otóż nie. Wietnamczycy wiedzą, że powodzie były i będą, taka kolej rzeczy. Cóż z tego, że problem można by  naprawić po prostu zajmując się tym, co robi się z własnymi odpadkami. No i wyobraźcie sobie – jak wszystko wygląda po takiej powodzi… Dryfujący syf osiada na drogach – no tragedia.

Ania, Austria:

W Austrii wprowadzili płatne foliówki z grubszej folii. Wiszą też papierowe, ale przy owocach i warzywach nadal cienkie foliówki. W prywatnych gospodarstwach w stolicy nie sortuje się. Na prowincji tak.

Agnieszka, Szwajcaria:

Szwajcarzy segregują wszystko. Jest dzień, w którym można wystawiać karton i papier. Śmieci – tylko w specjalnych, płatnych (!) workach, każda gmina ma inny. Od tego roku największe supermarkety wprowadziły płatne jednorazówki, ale generalnie każdy przychodzi do sklepu z własną torbą. Z drugiej strony – nie podoba mi się to, że produkty w marketach często są niepotrzebnie pakowane w plastik, np. owoce i warzywa. Cztery jabłka hop w plastikowe pudełko, pomidorki – w pudełku plus jeszcze w folii, chleb – w kartoniku i w folii… po co?

Gosia  Szwajcaria:

Zawsze będę to podkreślać, jeden wielki kontrast. Segregacja śmieci leży po stronie obywateli. Szkło (zielone, białe i brązowe, tak mają osobne pojemniki), metal, papier, butelki PET, foliowe worki. Co roku dostajemy kalendarz, w Zurychu każda dzielnica, i trzeba pilnować dat, co i kiedy śmieciara zbiera. Poza tymi wyżej wymienionymi, stacjonarnymi kontenerami, są śmieciarki. One zbierają: kartony, makulaturę i ubrania, Dostajemy poza kalendarzem worki na ubrania. Słyszałam, że dużo rzeczy palą, czyli z jednej strony segregujemy, ale gdzieś to po drodze ląduje na palenisku. Szwajcaria jest drugim albo trzecim pod względem ilości wytworzonych śmieci, państwem w Europie. Tutaj mało kto coś wyrzuca, przekazuje dalej i to wszystko krąży. Każda rzecz ma drugie, trzecie, czwarte a nawet piąte życie.

Aneta, Włochy:

Tu, gdzie mieszkam – południe Włoch – każdy ma śmietnik otrzymany gratisowo na odpady (papier, szkło, itd.) I wystarczy wynieść pojemnik w danym dniu z danymi śmieciami przed dom.  A ludziska potrafią nadal zapakować swoje śmieci w auto i wywieźć je i porzucić w miejscu niedozwolonym pomimo, że są też wysepki ekologiczne które przyjmują śmieci.

Ewa, Włochy:

We Włoszech, przy kasach, usunięto klasyczne foliówki (są zabronione prawnie) – można zakupić te bio (i później użyć np. do śmieci) lub papierowe torby. Problem jest na stoiskach warzywno-owocowych – tam foliowa rękawiczka i foliowy woreczek. To odnośnie supermarketów. Nie kumam do końca jak się ma sprawa w odzieżowych – bo wiele marek od lat pakuje zakupy w torby papierowe, ale np. taki H&M czasami rzuca zwykłe reklamówki, a patrząc na nie, to raczej bio nie są.

Segregacja śmieci jest dość rozpowszechniona – przy każdej zmianie sortowania odpadów przychodzi do domu ulotka z niezbędnymi informacjami. Zdarzają się kontrole i kary grzywny dla nieprzestrzegających zasad, w związku z czym niektóre wspólnoty mieszkaniowe wprowadzają śmietniki zamykane na klucz. Zaznaczam, że mówię o środkowych Włoszech – Perugii, bo znając życie nie wszędzie tak jest. Wydaje mi sie, że praktycznie każdy włoski region ma swój sposób segregacji śmieci (zależny zapewne od sprzętu jakim dysponują sortownie), co też sprawy nie ułatwia, np. my z Umbrii jedziemy na wakacje do sąsiadującej z nią Toskanii i już mamy niemały problem z odczytaniem co gdzie wywalić.

Jak wspomniała Aneta mentalność też robi swoje – idąc u nas osiedlem od razu widać gdzie mieszkają imigranci (może zabrzmi to rasistowsko), ale zgaduje, że oni nie byli tego uczeni od dziecka – przed śmietnikiem można znaleźć wszystko pralki, lodówki, zabawki, rowery. Gdzie w Perugii wystarczy zadzwonić pod podany numer i zarezerwować darmowy odbiór przedmiotów tego typu – na centralini przyjmują adres i podają datę kiedy należy owe graty wystawić przed dom. Jeśli ktoś decyduje się sam wywieść tego typu śmieci to kg, które się zdało zostają zarejestrowane na karcie i po osiągnięciu odpowiedniej ilości dostaje się zniżkę na standardowy wywóz śmieci.

Marta, Holandia:

Recycling wszystkiego i wszędzie. Nawet moje kosze na śmieci mają swój chip przypisany do adresu, ciężarówka je skanuje przy odbieraniu. Osobny do plastiku, do bio odpadu na diesel, zwykły kosz. Po papiery przyjeżdża raz na dwa tygodnie, a śmieciarzami są… na zmianę mieszkańcy naszej wsi! Ja jeszcze nie miałam swojej kolejki. Jest też w gminie miejsce z wieloma oznakowanymi kontenerami, do których można wrzucać wszelkie odpady. Dwa razy w roku w szkole moich dzieci jest akcja zbierania ubrań i butów, dochód z utylizacji idzie dla szkoły. Mamy nawet,  swojego „afval coach”, czyli coacha do śmieci. Jak przywieźli nam zbiorniki, dostaliśmy wizytówkę coacha, do którego możemy dzwonić, w razie jakbyśmy nie umieli odróżnić plastiku od papieru. To tak pokrótce! Od tamtego roku w sklepach jest zakaz wydawania bezpłatnych torebek plastikowych. Można kupić większą. Ale i tak większość używa takich eko z materiału. Polaków idzie poznać po wędrówkach ludów ze sklepów z plastikowymi reklamówkami. Holendrzy jeżdżą na zakupy na rowerze z eko torbą.

Gosia, Holandia:

Ja mieszkam w bloku i u nas są podziemne kontenery, odpowiednio oznakowane: papier, szkło, plastik, odpady organiczne – te są bezpłatne. Rest afval – czyli cała reszta, która nie należy do wyżej wymienionych, jest płatna. Każdy z mieszkańców otrzymał plastikową kartę, którą należy przyłożyć do czytnika przy kontenerze, żeby go otworzyć. Za każde takie użycie naliczana jest opłata – 1.55€. My mieszkamy we dwoje i mamy jeden pełny worek raz na miesiąc, natomiast plastik czy odpady organiczne kilka razy w tygodniu. Aż niewiarygodne, ile my “produkujemy” plastiku. Jedyny minus tej sytuacji, to trzy kosze na śmieci w kuchni i oddzielne pudło na papier schowane w szafce.

Danuta, Turcja:

W Turcji jakaś paranoja jeśli chodzi o brak koszy na śmieci, wszystko rzuca się pod nogi, a potem chodzą panowie i to sprzątają, ale system nie zawsze działa.

Danuta, Turcja:

Gruzja – jedno wielkie wysypisko śmieci, śmieci albo wrzucane do rzeki albo palone. Wskutek wrzucania do rzeki są niesione z prądem do morza, a potem po sztormie brzeg to jeden gigantyczny syf.

Magda, Francja:

Butelki na kaucję tylko na północy Francji (i to nie wszystkie, niektóre marki piw), w sklepach zakaz foliówek – zamiast nich foliówki “biodegradowalne” lub torebki z papieru. Praktycznie wszystko pakowane w 2-3 opakowania, obok tego są jednak sklepy, gdzie można kupić bez opakowań (ceny produktów jednak wyższe, czasem nawet 3 razy drożej), odpady niby zbierane selektywnie – ale tutaj też wiele zależy od regionu – na południu niestety jest syf, w Strasburgu w miarę czysto, w niektórych miastach funkcjonuje dobrze system kompostowników miejskich/wspólnotowych. Duża część surowców wtórnych zbieranych selektywnie (tworzywa sztuczne) trafia do spalarni, w biurach często papiery zbierane są selektywnie (zastanawiam się nawet, czy to nie norma, bo wszędzie, gdzie byłam jest to praktykowane), sami Francuzi zaś niekoniecznie przywiązują wagę do zbiórki selektywnej, jeśli nie jest narzucona (w niektórych wsiach jest system wagowy – więc wtedy bardziej opłaca się segregować, żeby nie zapłacić zbyt dużo za zmieszane). Dużo osób oddaje stare sprzęty/ubrania/książki/meble/wszystko, co może jeszcze komuś posłużyć do fundacji Emmaüs, gdzie później można to tanio kupić. W porównaniu z Polską bardzo mało jest zaś sklepów z używaną odzieżą. Czasem mam wrażenie, że Francuzi są głównie dobrzy w gadaniu o dbaniu o środowisko i gospodarkę odpadami.

Agnieszka, Francja:

Lyon – Nie jest dobrze. Ale widać zmiany. Dziś robiłam zakupy na rynku – bez śmieci. Mimo, iż istnieje zakaz wydawania foliówek, powiedzmy, że nadal są one większością, jeżeli chodzi o pakowanie zakupów. Przy stoisku, gdzie robiłam zakupy tak z 7 osób, które biorą foliówkę i 3 które podają własne torby. Ufam, że za rok napiszę, że jest odwrotnie.

Kompost – zazdroszczę Szwecji i Norwegii. Wciąż czekam na moje “miejsce w kolejce do kompostownika dzielnicowego”.  Moj kompostownik na balkonie miał mały problem zimą, teraz przymierzam się do kompostowania z dżdżownicami.

Butelki i szkło – mam 2 pojemniki pod domem, więc nie narzekam, choć w społeczeństwie pokutuje przeświadczenie, że więcej energii zużywa się, żeby to zrecyklingować. Nie wygram z wierzeniami.

Ubrania i tekstylia – są kontenery, są stowarzyszenia i w mojej burżuazyjnej dzielnicy są chyba ze 3 second handy, ale z ciuchami tzw. markowymi, gdzie można sobie kupić sukienkę od Sandro za 40 euro. Z czego korzystam i nawet namawiam moją córkę, żeby sobie tam kupowała ciuchy (ostatnio śliczna spódniczka, z “metką” za 30 euro, choć faktycznie w HM są tańsze).

Punkty, gdzie zbiera sie odpady – właśnie mój małżonek pojechał z resztkami starych mebli – jest ich nawet dużo, szkoda że mają godziny otwarcia, jak na francuskiej poczcie (czyli trzeba się wstrzelić w okienko) – przyjmują wszystko. Jest chyba z 20 różnych “stacji”, pan przy wjeździe tłumaczy Ci co i gdzie i jak… czasem masz wrażenie, że traktuje Cie jak debila, ale spoko, można się przyzwyczaić.

No i coś, co bardzo lubię – latające punkty zbioru urządzeń elektrycznych – odkurzaczy, starych telefonów, czy radio – albo się je reperuje i daje/sprzedaje, a dochód przeznacza na działalność stowarzyszenia zajmującego się np. osobami bezdomnymi, albo rozkłada na części pierwsze i tzw. utylizuje – czyli rozsyła po całej Europie (lub Afryce, niestety) do odpowiednich oczyszczalni i utylizowalni odpadów, bo w niektórych krajach (ponoć w Niemczech) takie duże “utylizowalnie” nie mają wystarczającej ilości śmieci do zutylizowania.

Co poza tym? No chyba nic, poza tym, że nie lubię wchodzić do supermarketów, bo wszędzie widzę opakowania, i mnie to stresuje, w związku z czym jestem fanem (hm? jak się nazywa stopień więcej, niż fan?) sklepów “zero śmieci”, “na wagę” , i staram się nie przynosić śmieci do domu wraz z zakupami.

Jola, Irlandia:

W Irlandii sortuje się śmieci. Tu np. niebieski kosz do recyklingu, zielony do reszty, poza szkłem. Niektórzy mają taki mały, brązowy do organicznych produktów. Szkło wynosi się do osobnych pojemników, mam na wiosce miejsce, gdzie są wielkie pojemniki do szkła i one też są podzielone na szkło białe, brąz i zielone.

Mariola, USA:

Stan NY – segregacja śmieci obowiązuje. Mamy trzy kosze na śmieci – ogólne, plastik/szkło, papiery. Śmieci wywożone są dwa razy w tygodniu. W sobotę całość, w środę tylko ogólne. Dodatkowo w sobotę można się pozbyć śmieci wielkogabarytowych, więc w piątek wieczorem dość często wynoszą przed swój dom meble, sprzęt, zabawki, itd. Za nieprzestrzeganie harmonogramu lub wyrzucanie śmieci według własnego pomysłu istnieją kary. W naszej dzielnicy niestety nie ma możliwości wywożenia odpadków organicznych, ale wiem, że w niektórych dzielnicach Nowego Jorku można. Co mnie rozczarowuje? Ilość jednorazówek w sklepach. Nie widuję tu prawie ludzi z siatkami płóciennymi. Wszyscy pakują wszystko w jednorazówki. Często podwójnie – jeśli np. mamy dwa kartoniki mleka. Oczywiście można przynieść swoją siatkę, ale patrzą jak na dziwoląga z lekka. Przy tym wszystkim wspomniane jednorazówki lądują w śmieciach ogólnych – przynajmniej w Queens nie ma innej możliwości. Jest jedno miejsce, w którym widziałam wielki pojemnik na siatki – apteka. Zazwyczaj stoi on pusty. Nie widziałam również nigdzie pojemników na baterie. Za to w niektórych miejscach stoją wielkie automaty, do których można wrzucać butelki plastikowe i szklane – dostaje się za to jakieś małe pieniądze. Automatów jest mało, chociaż ważne, że są. Ludzi zbierających takie butelki można spotkać sporo. Szczególnie w piątek wieczorem, kiedy wystawiane są śmieci, ruch jest spory i można spotkać takich zbieraczy. Szczerze mówiąc, spodziewałam się czegoś innego. Zarówno w Londynie, jak i we Włoszech (Lombardia, prowincja Varese) system wywożenia śmieci był dużo lepszy. Odpadki kuchenne, określone worki na śmieci – część z nich biodegradowalne, możliwość recyklingu siatek jednorazowych – które były w wielu miejscach płatne, więc siłą rzeczy opłacało się brać swoje siaty z domu. Myślę, że trochę jeszcze do zrobienia jest. Szczególnie w Queens.

cdn…

Share:
  • Bardzo Wam dziękuję za ten wpis. Dobrze, iż Klub Polki, na naszym skromnym poziomie, mówi o śmieciach, że nie jest to temat tabu i że nawet jeśli nie uratujemy od razu świata przed śmieciowym potopem, przynajmniej dowiemy sie, jakie istnieją (lub jakich brak) różne inicjatywy dotyczące odpadów.

    Śmieci są problemem, ale gospodarka surowcami wtórnymi tez jest zagwozdka, i to w równym stopniu technologiczna co polityczna. W XX wieku pozwoliliśmy sobie, jako ludzkość, “wrzucić śmieci do kosza” i o dosłownie nich zapomnieć – no przeciez w cywilizowany sposób sie ich pozbywam z domu i “na pewno” “wyspecjalizowane firmy sie tym zajmą”.

    Do tej pory uważałam, że tylko edukacja (i uświadomienie jak największej ilości osób) pomoże nam rozwiązać ten problem śmieci. Dzis mysle, ze jest to również obowiązek państwa, jako organizacji, wprowadzić zmiany i je egzekwować od obywateli – o czym świadczą regulacje w Państwach Afryki (Marianna in Africa, pisałas o tym, prawda ?) gdzie zabrania sie (drastycznie) używania plastiku. Ostatnio kilka miast w Indiach ograniczyło sprzedaż napojów w plastikowych opakowaniach.
    Z drugiej strony, często czytam “obawy” zakolorowane w ten sposób : “w Europie, pobudowaliśmy nowoczesne stacje utylizowania surowców wtórnych, a tu sie nam zmniejsza ilość śmieci, i musimy je importować z innych krajów” 🙂

    No i bądź czlowieku madry 🙂

  • W Niemczech śmieci się sortuje: brązowy pojemnik na bio, żółty na plastik z zielonym punktem, niebieski na makulaturę, czarny na tzw. Restmüll, czyli to, co nie trafia do tych innych kontenerów. Oprócz tego kontenery na różnego rodzaju szkło (zielone, brązowe, białe), kontenery na zużyte ubrania i buty. Gminy i miasta prowadzą również punktu, w których można oddać zepsute urządzenia elektryczne, opony itp. Odpady wielkogabarytowe są zabierane z ulicy po wcześniejszym wyznaczeniu terminu. W sklepach są pojemniki na zużyte baterie i tonery.
    Gdzieniegdzie w Niemczech można spotkać parkingi bezśmieciowe – są tabliczki informujące o tym, że śmieci należy zabrać ze sobą. I żadnego kosza nie znajdziesz. Czasami jednak ma to odwrotny skutek.
    O.