MY POLKI

JAK PRAWIDŁOWO WRACAĆ DO POLSKI – INSTRUKCJA DLA EMIGRANTA ODWIEDZAJĄCEGO

Bywa tak, że w sercu emigranta mocniej zabije nuta tęsknoty za Ojczyzną. Jeśli nie wystarczy słuchanie Grechuty i czytanie Mickiewicza, nie ma innego wyjścia, jak nagotować gar ziemniaków i podjąć nierówną walkę z zaopatrzeniem okolicznych sklepów w celu zrealizowania Projektu: Pierogi Ruskie. Może się też zdarzyć, że i to nie ugasi naszego pragnienia polskości. Pozostaje nam krok ostateczny – wyszukiwarka lotów do Polski.

Jak prawidłowo wracać do kraju, żeby nie było od razu widać, że na emigracji nie jest tak wspaniale, jak wszyscy myślą? Niezbędne będą trzy kroki podstawowe (1-3) i trzy kroki opcjonalne (a-c).

Przed przeczytaniem tekstu koniecznie sprawdź swój poziom dystansu do tego, co czytasz w internetach i przymruż oczy (albo przynajmniej jedno).

1. Kup na lotnisku czasopismo w języku kraju swojej emigracji. To nic, że twój szwedzki to nadal jedynie dukanie nazw krzeseł z IKEA, a po francusku umiesz jedynie wychylić kieliszek wina do obiadu. To naprawdę nie ma znaczenia – po prostu zdobądź tego Forbesa, Vogue’a czy coś, co najlepiej wygląda na zdjęciach na Instagramie.

a) Nie zapomnij zrobić zdjęcia na Instagram. Z tym magazynem. I często aktualizować statusu na Facebooku. W języku swojego kraju emigranckiego. To nic, że 95% twoich znajomych to Polacy.

2. Masz lot o 3 rano? Nie zapomnij się umalować i wystylizować fryzury. Każdy na pokładzie samolotu doceni też to, że nie żałujesz sobie perfum. Pamiętaj, że często już podczas podróży możesz kupić różne dobra. Sprawdź, który zapach najlepiej do ciebie pasuje. Wszyscy będą w niebo wzięci.

Ale, my tu już w samolocie, a przecież jeszcze nie było boardingu.

Będzie dopiero za godzinę? Nie szkodzi – stań w kolejce już teraz, żeby nie zabrakło dla ciebie miejsca. Nie ma nic gorszego niż lot na stojąco.

3. Twoje stopy stoją już na polskiej ziemi? Jesteś jeszcze trochę oszołomiona podróżą i nie bardzo wiesz, od kiedy w Warszawie są dwa terminale. Wyruszasz na podbój Ojczyzny. Do pierwszej pierogarni najlepiej dotrzeć taksówką, bo już dawno wyszłaś z wprawy korzystania z publicznego transportu. Zanim się na nowo zaadaptujesz, zagaduj kierowcę w dialekcie kantońskim albo cytuj mu fragmenty ze swojego czasopisma. Kiedy już z pierogarni przesiądziesz się do najbliższej hipsterskiej kawiarni, udawaj, że zapomniałaś języka polskiego, bo już tak długo jesteś na emigracji i czasami zapominasz, że nie nazywasz się Elizabeth tylko po prostu Elka.

b) Podczas spotkań z rodziną, opowiadaj im o swoim życiu za granicą, mówiąc „U nas w Californi” albo „My, Włosi”. Nie ma nic piękniejszego niż obserwowanie pulsującej żyłki na skroni cioci, która dawała nam mokre, włochate buziaki.

c) Wyjeżdżając machaj Polsce z okna samolotu białą haftowaną chusteczką, którą kupiłaś na lokalnym bazarze w Zakopanem. Roń łzy, bo nie wiesz, kiedy znowu wrócisz na Ojczyzny Łono. Kup w Polsce krówki, żeby rozstanie było mniej bolesne, ale zrób to lepiej w Biedrze na Centralnym. Na lotnisku te krówki kosztują tyle, że ma się wrażenie, że właśnie zostało się współwłaścicielem mleczarni.

Porada od serca: Jeśli tęsknota za krajem dopada Cię częściej niż przewiduje to Twój portfel i pracodawca, zawsze możesz sobie na You Tube wyszukać dowolne wystąpienie Macierewicza i ostudzić zapał.

Anna Jurewicz /Francja / Aniversum 

Share:
  • Świetny tekst! Bardzo dobrze się bawiłam, jak go czytałam i czekam na następne 🙂

  • Hahah! Dobre i zabawne. I niestety prawdziwe 🙂

  • Świetny tekst!! Czekam na kolejne!

  • Hahaha. .. wyborne ! Tylko zaraz zaraz – ja serio zapominam często polskich słów, bo praktycznie nie mam na obczyźnie znajomych z Polski. Także tego. .. 😉

  • O widzisz, niedługo lecę do Polski, a nie byłam dlugo – rady są jak znalazł 😀

  • A ja, durna, na fejsie po polsku piszę ;). Trza się zacząć obnosić tym, że znam obcy język i w ogóle się “zmakaronizowałam” ;).

  • Igomama

    Ania, brawo za poczucie humoru, dystans i ironię. Wspaniały felieton.
    Samo życie – z przymrużeniem oka;)
    Ps. Swoją drogą, strasznie mnie rażą wszystkie zachowania, o których wspomniałaś.

  • Genialny wpis, jak zawsze 😀 Teraz trzeba zacząć stosować w praktyce, choć kurczę, nawet nazw mebli po szwedzku nie znam… 😀

  • Haha, bardzo śmieszne! Swoją drogą… Zawsze mnie dziwią osoby, które lecąc samolotem o nieludzkich godzinach wyglądają jak z żurnala (też tak chcę ale chyba nie umiem… zresztą wygodniej się leci w dresie).

  • Fińskie smaki

    Cholera, tyle lat emigracji, tyle podróży do Ojczyzny i … wszystko robiłam źle 😉
    Świetnie napisane!

  • NotatkiNiki

    A ja lece w piatek na weekend do Warszawy, ale chyba wole leciec po swojemu , incognito :))

  • Anna Sowińska

    Hahah świetne! :)))

  • Czytałam i porykiwałam ze smiechu, dobrze, że jestem sama w sklepie 😛
    Najlepsze jest to o tej kolejce do samolotu, bo faktycznie, któż z nas lubi latać na stojąco 😀
    Ania ja Ciebie lov !!!

  • Hahaha! Uwielbiam poczucie humoru Ani!

  • Tina Papajewski

    1a znany mi typ “emigrantów”. Tzn. tydzień na obczyźnie i już polskiego zapominają..Ah ja, das ist ja normal:)

  • Magda Mamit

    uśmiałam się do łez! cudnie się czyta!!!

  • Storyland 14

    Ha trafione w sedno 😉

  • Barbara Baradziej

    Świetny tekst, bardzo poprawił mi humor.Zwłaszcza lek na tą tęsknotę podany na końcu. Ciężko się nie zgodzić:)

  • Dziewczyny, dziękuję za wasze przemiłe komentarze! Dopiero teraz zobaczyłam, że mój post się tu ukazał… 3 miesiące temu! Jest mi niezmiernie miło i cieszę się, że poprawiłam wam humor 😉 Aż chce się pisać więcej!

  • Papa Gienio

    Latanie na stojąco i wystąpienia Macierewicza – “made my day” jak mawiają tubylcy 😉

  • Hahaha, boskie! 😀

  • Agnieszka

    Haha, usmialam sie…