Który z islandzkich wodospadów zachwycił mnie najbardziej i dlaczego?

Niedługo miną dwa lata od kiedy polecieliśmy zwiedzić Islandię. Przy okazji pisania postu na swojego bloga o wodospadach, zastanowiłam się, który mnie najbardziej oczarował.

Od zawsze na mojej “bucket list” był Gulfoss. Od kiedy zobaczyłam go na zdjęciu w jakimś podróżniczym artykule, wiedziałam, że muszę zobaczyć go “na żywo”. I rzeczywiście był to pierwszy wodospad, który odwiedziliśmy na Islandii. Ale czy to on skradł mi serce? Otóż Gulfoss jest ogromny i zdaje się być obrazem “wkurzonej natury”. Stojąc obok niego, doświadcza się niesamowitej energii emanującej z siły przelewającej się wody. Uważam, że jest jak najbardziej warty zobaczenia.

Następnym bardziej znanym, acz rzadziej odwiedzanym, bo leży na Fiordach Zachodni, jest wodospad Dynjandi. Miejscowi z duma uważają, że jest on najładniejszy ze wszystkich wodospadów i nazywają go lukrem na torcie. Rzeczywiście jest uroczy, woda na nim delikatnie przelewa się kaskadami, przypominał mi welon panny młodej.

Seljalandsfoss urzekł mnie od razu. Niby niepozorna struga wody, ale uderzająca w skałę z taką siła, że wydrążyła za nim głęboką pieczarę. Dzięki temu, można ten wodospad obejść zupełnie dookoła, co jest atrakcją samą w sobie.

Nieopodal wyżej wymienionego Seljalandsfoss, w otwartej jaskini, znajduje się wodospad Gljúfrabúi. Mniej poinformowani mogą go po prostu przeoczyć, a byłaby to szkoda, gdyż jest doprawdy oryginalny. Z góry uprzedzam, jeśli chcecie zrobić tam zdjęcia, zadbajcie o okrywę wodoodporną do aparatu, gdyż jest wyjątkowo mokro!

Czy mówiłam już, że Gulfoss to przykład wściekłej natury? To poczekajcie, aż zobaczycie Skógafoss. Dosłownie odebrało mi przy nim mowę. Takiej furii w naturze nie widziałam nawet podczas sztormu na Atlantyku. Jest monstrualny, a stojąc przed nim, człowiek czuje się, jak taki mały, nic nie znaczący robaczek. Piękny i przerażający zarazem.

Ostatni odwiedzony przez nas wodospad to Svartifoss, znajdujący się w Parku Narodowym Vatnajökull. Dojście do niego, to spore wyzwanie dla osób, które nie lubią górskich wędrówek, gdyż znajduje się on około dwie godziny marszu od miejsc parkingowych. Czy warto? Jak najbardziej warto. Już z daleka widać tą strużkę wody, otoczoną bazaltowymi kolumnami, podobnymi do tych na Giant’s Causeway. Jest to niewątpliwie kolejny z cudów natury, który jest tak wyjątkowy, że gwarantuje niezapomniane doznania. Jest to również mój ulubiony islandzki wodospad.

Nie widzieliśmy wszystkich wodospadów Islandii. Mieliśmy do dyspozycji tylko 10 dni i niestety musieliśmy wybierać. Wiemy jednak, że na tą wyspę powrócimy, gdyż jest tak naszpikowana pięknem natury, że nie sposób za nią nie tęsknić.

 Dominika / Wielka Brytania / My not so ordinary days

Share:
  • OJOJOJOJ mój ulubiony kraj, uwielbiam!!! <3 widziałam kilka z nich, ale nie jestem w stanie powtórzyć nazw 😀

  • Od kilku lat bardzo mi się marzy podróż na Islandię, żeby zobaczyć te cuda świata <3 Ale bardziej od wodospadów fascynują mnie gejzery. I wulkany, wulkan… ten… Ejliacośtam 🙂
    Przepiękne zdjęcia! <3

    • Dzięki. Gejzery również przepiękne, a po długiej angielskiej zimie, jakoś mnie wtedy nie ciągnęło na lodowce 😉 Choć lodową jaskinię kiedyś koniecznie chciałabym zobaczyć 🙂

  • Wow, przepięknie! Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się w końcu zobaczyć Islandię 🙂

  • Koniecznie wybiorę sie tam ponownie, bo wlasnie wodospadów to nie doświadczyłam 🙂