“Facebook – connecting people”

Mieszkałam na przedmieściach jednego z małopolskich miast. Cała zajebistość tego miejsca polegała na tym, że jako jedyni w okolicy mieliśmy w jednym kompleksie szkolnym podstawówkę oraz gimnazjum. Co w tym fajnego? A no to, że jak się szło do gimnazjum, to pojawiała się grupka zupełnie nowiutkich (czasem pachnących) chłopaków 😉

I tak poznałam pewnego kolegę. Bardzo się lubiliśmy, przez 3 lata należeliśmy do jednej paczki, razem chodziliśmy na wagary i razem wracaliśmy do domu przez 3 godziny, mimo iż piechotą było 20 minut. Miał on dwóch braci, jednego starszego – którego poznałam od razu, ponieważ, kiedy ja przeszłam do gimnazjum, on już był w ostatniej klasie oraz młodszego, którego miałam poznać kiedy to ja będę w ostatniej klasie;) Trzy lata szybko zleciały i nastał czas trudnych wyborów szkół średnich. Ja wybrałam ogólniak, on jakąś budowlankę. Właściwie kontakt nam się urwał całkowicie, tylko co jakiś czas słyszałam, że jest za granicą, bo jego starszy brat mu gdzieś tam pracę załatwił.

Mniej więcej w połowie ogólniaka przyszła moda na portale społecznościowe – najpierw na naszą-klasę, która nie odpowiadała mi od samego początku, dlatego jako jedna z pierwszych w mojej szkole, przeniosłam się na Facebook. Nie bardzo było wtedy co tam robić, znajomych zaledwie kilku, gry cienkie, właściwie tak sobie był ten mój profil, bo był. Kiedyś postanowiłam odnaleźć przyjaciela, niestety nie znalazłam go na FB, ale odnalazłam jego starszego brata, który wiecznie włóczył się po świecie, a że akurat był we Włoszech a tam Facebook był już bardzo popularny, to również posiadał tam konto. Zaprosiłam go do znajomych w celu wypytania o przyjaciela, właściwie wiele się nie dowiedziałam, same banały, że pracuje itd.

I znowu mijały sobie lata, ogólniak się kończył, przyszedł czas na studia. Postanowiłam trochę odsapnąć od Małopolski, poszłam na studia do innego województwa. Wtedy już odnalazłam przyjaciela na FB, co jakiś czas rozmawialiśmy, zazwyczaj o pierdołach. Po pierwszym semestrze studiów, zjechałam do domu na przerwę semestralną. Na dzień dobry zostałam zastrzelona przez babcię, która oznajmiła mi, że podejrzewają u niej raka. Ekstra, moja ulubiona babcia… Byłam zła i wściekła, dochodziła 2:30 w nocy, nie mogłam spać i nagle olśnienie – już wiem, co mi pomoże! PAPIEROS! Tak, koniecznie muszę zapalić papierosa, tylko oczywiście jak na złość najbliższy papieros był na stacji benzynowej, prawie 3,5 kilometra od mojego domu, z czego 3 kilometry prowadziły przez las… Ja się tam ludzie nie boję, ale zwierz jakiś? Tak rozmyślałam za i przeciw, nawet już wymyśliłam, że się przejadę rowerem, już już miałam wyłączyć komputer, ale nagle wyskoczyło mi, że On jest dostępny. Gadka szmatka, czemu nie śpisz, zarys sytuacji z mojej strony i jego zdecydowane zdanie: “Przyjadę, podrzucę Cię na stację”. Podrzucił, siedzieliśmy w aucie do 4:30, wchodząc do domu ja już wiedziałam, że z tego coś będzie. Nazajutrz kolejne spotkanie, tym razem zeszło nam od 18 do 6:30 rano. Szybko jednak nadszedł czas na rozjazd, ja na studia, On na delegację. Dzieliło nas 150 kilometrów – to nic, przyjeżdżał do mnie na mieszkanie studenckie dwa razy w tygodniu. Mijały tygodnie, w końcu, po prawie dwóch miesiącach, doczekałam się magicznego pytania “Będziemy razem?”. I tak sobie jesteśmy. Często byliśmy na odległość, On non stop pracował za granicą, a to Włochy a to Niemcy, Austria. Żadna odległość nam nie przeszkadzała, z najdalszego zakątka przyjeżdżał przynajmniej na tydzień co 3 tygodnie. Kiedy był w PL, byliśmy nierozłączni, właściwie połowę swoich rzeczy miałam już u niego w domu. W międzyczasie kończyłam studia i przygotowywałam się do wyjazdu do Niemiec – On oglądał już mieszkania dla nas i nagle okazało się, że właściwie nie mamy gdzie jechać, bo szef oszust. W sumie się ucieszyłam, w końcu był znowu w Polsce, momentalnie znalazł pracę, było ok. Tylko że ja po studiach coś tej pracy znaleźć nie mogłam. Właściwie to było bardzo spontanicznie, jedna rozmowa na skypie i 4 miesiące później witaliśmy RAZEM amerykańską ziemię. W końcu już nam nie grożą żadne rozstania, żadne delegacje. Punkt 5:30 pojawia się w drzwiach i jest już tylko mój. W marcu minęło 4 lata odkąd jesteśmy razem, gdyby ktoś mi powiedział, że mój związek życia zacznie się od pisania na FB, to bym się popukała w czoło.

Ps. Chyba zapomniałam o najważniejszym. ON to nie mój przyjaciel z gimnazjum, ON to jego straszy o dwa lata brat, którego jako pierwszego znalazłam na FB 🙂

Kropka / Kropka za oceanem

Share:
  • Mirka

    Straszne. Nie chce mi się nawet liczyć błędów. Tylko niektóre: “Ekstra, moja ulubiona babcia…” – kontekście, że jest chora na raka, to jakoś dziwnie mi zabrzmiało, bo ekstra, to super, fajnie wyjątkowo; a tu wyszło: super, moja babcia jest chora na raka. Nie można rozmyślać “za i przeciw”, można to rozważać. “czas na rozjazd” hmm, budowaliście jakąś drogę? “przyjeżdżał do mnie na mieszkanie” – na miłość boską! dlaczego właziliście na mieszkanie? nie mogliście do mieszkania? było zamknięte? Dalej nawet nie chciało mi się czytać tych bzdur.

    • Emi

      Czepiasz się “obleczki” a zgubiłas najważniejsze to co w srodku i sens opowiadania… Chyba na co dzień tez dużą wagę przykładasz np do “zlego” wyglądu innych i ze to leży na nie swoim miejscu… ty chyba należysz do tych super poukladanych, wyprasowanych w kant prosto z zurnala…

      Błędy ortograficzne, stylistyczne są ważne ale czasem nie najważniejsze.