Fińska edukacja

Fińska edukacja

Polskie szkoły przeszły niedawno reformę, jakie będą jej rezultaty zobaczymy za kilka lat. A jak wygląda szkoła w kraju edukacyjnych cudów i rewolucji? Finlandia znajduje się, z niewielkimi zachwianiami, w czołówce wszelakich rankingów, chociaż tutaj do rankingów podchodzi się raczej sceptycznie, rankingów szkół i uczelni też nie robi się na dużą skalę. W każdym zakątku świata powstają peany (o różnym stopniu odrealnienia) na cześć tego systemu. Czy słusznie, czy nie i co ja w ogóle wiem na ten temat? Zacznę od końca.

Dlaczego akurat piszę o fińskiej edukacji? Otóż mieszkam w Finlandii i zawodowo zajmuję się edukacją, a dokładnie projektami mającymi na celu rozwój edukacji zawodowej dorosłych. Znam ten system z nieco innej perspektywy. Dlatego zgrzytam zębami, kiedy w polskiej (lub innej) prasie czytam kolejny wyidealizowany artykuł na ten temat.

Czy Finlandia jest rzeczywiście edukacyjnym rajem?

Nie wiem, ale wiele wskazuje na to, że jest całkiem nieźle. Finowie są pragmatyczni w każdej dziedzinie życia, dlaczego z edukacją miałoby być inaczej. Może zatem diabeł nie tkwi w szczegółach, a w pragmatyzmie. Fińska szkoła nie rozwodzi się nad detalami, teoriami, bitwami średniowiecznymi czy dogłębną analizą Kalevali w szkole podstawowej. Dodam, że w fińskiej szkole nie czyta się lektur w sposób znany nam z polskich szkół. Eposy narodowe i inne dzieła podobnego kalibru, jak wspomnianą już Kalevalę, czyta się zazwyczaj w częściach. Tak, tak, już dotarł na te barbarzyńskie rubieże Europy krzyk rozpaczy i wściekłości zaciętych obrońców kanonu lektur szkolnych… W tym momencie proszę o głęboki oddech i porównanie danych dotyczących czytelnictwa na świecie, bo tak się składa, że Finowie zaliczają się do jednych z najbardziej zaczytanych moli książkowych.

Fińska edukacja – o co w niej chodzi?

Główną ideą przyświecającą fińskiej edukacji jest nauczyć jak największą liczbę osób radzenia sobie w różnych dziedzinach życia, ponieważ dla społeczeństwa jako ogółu ważniejsze jest, że 80% społeczeństwa wie co to podatki oraz jak je policzyć, niż to że 1% będzie potrafił obliczyć całki. Zaznaczam jednocześnie, że wcale nie chodzi tu o byle jakie nauczanie, wręcz przeciwnie! Edukacja jest na bardzo dobrym poziomie, pomoce szkolne też. Nauczyciel to zawód cieszący się bardzo dużym szcunkiem i uznaniem. Studia pedagogiczne w Finlandii są wyróżnieniem, bo naprawdę dostają się na nie najlepsi. Nauczyciele również cały czas podnoszą swoje kwalifikacje.

Poza tym, dużo patrzy się w przyszłość próbując przewidzieć, które zdolności i umiejętności będą potrzebne w przyszłości, dlatego np. kodowanie dla maluchów to nic aż tak dziwnego. Chociaż jeżeli o maluchach mowa, fińskie publiczne przedszkola wywołałyby ataki paniki w przeambitnych polskich rodzicach (doświadczenia własne), maluchy nie mają w przedszkolu zajęć dodatkowych, czy języków obcych, nie uczą się stu wierszyków na pamięć. Fińskie maluchy napędzane owsianką na wodzie, żytnim chlebem i zimnym mlekiem, zadowolone taplają się w deszczu, błocie, mokrym śniegu i innych darach fińskiej natury. W listopadzie i grudniu identyfikacja dzieci przy ich odbieraniu odbywa się zazwyczaj metodą „po oczach”.

Co ja lubię w fińskim systemie edukacji?

Niwelowanie stresu, rywalizacji między uczniami i brak korepetycji.

Zdziwienie jakie malowało się na twarzy mojej koleżanki, kiedy mówiłam jej o stresie związanym z odpytywaniem przy tablicy na matematyce było naprawdę imponujące. W Finlandii to naprawdę wyjątkowe, żeby nauczyciel odpytywał na ocenę przy tablicy. Nauczyciel może zaprosić do tablicy, ale nie dostanie się za to oceny! Nacisk jest położony na wspólne rozwiązywanie zadań, na dostrzeganie problemów i dzielenie się pomysłami rozwiązań. Nie stresuje się też dzieciaków częstymi testami i sprawdzianami. Testy czy kartkówki bez przygotowania to czarna magia.

Brak sztywnej hierarchii.

Do nauczycieli zwraca się po imieniu, nawet na studiach. Pamiętam jak nie mogło mi przejść przez gardło Olli, zamiast ‘pan profesor L.’

Myślenie „outside the box”, czyli innowacja i praktyczność w jednym.

Reforma oświaty w Finlandii jest właściwie nieustająca, cały czas się coś testuje i ulepsza. Ale zmiany wprowadza się stopniowo, nie raptownie w całym kraju w ramach terapii szokowej. W pierwszej fazie wybiera się kilka szkół, w których testowane są nowe rozwiązania, jeżeli sprawdzają się one w kilku różniących się od siebie szkołach, wtedy wprowadza się zmiany na szerszą skalę.

Na przykład teraz powoli odchodzi się od nauczania konkretnych przedmiotów zastępując je ‘problemami/zagadnieniami’ (tzw. nauczanie fenomenologiczne), które można rozpatrywać z punktu widzenia wielu dziedzin nauki. Oczywiście nie wszystkie przedmioty można nauczać w ten sposób i nie we wszystkich szkołach się to praktykuje, ale ogólny kierunek został już wyznaczony. PS dodam tutaj, że ten światowy brejking nius o zaprzestaniu nauczania dzieci pisania, to jedna wielka bzdura. Dzieci nie będzie się już uczyć tzw. kaunokirjoitus, czyli dosłownie pięknego pisania, a więc takiej prawie kaligrafii.
Odejście od sztywnych sposobów nauczania też bardzo mi się podoba. W niektórych szkołach i klasach nie ma ławek, krzeseł, zamiast tego są sofy, poduchy itp. Uczniowie mogą siedzieć na podłodze jeżeli mają na to ochotę. Info dla zaniepokojonych matek i ojców – podłogi są w miarę czyste, ponieważ w fińskich szkołach gania się w skarpetkach.

Praktyczne ułatwienia czyli: darmowe posiłki i przybory, mało zadań domowych oraz dużo czasu na świeżym powietrzu. Szkolne posiłki zaczęto dawać uczniom już w latach 30. XX wieku. Książki oraz przybory są darmowe dla wszystkich dzieci, stoi za tym dążenie do zapewnienia wszystkim dzieciom równych szans.

Nie jest prawdą, że w fińskiej szkole nie ma zadań domowych. Są, ale zaczyna się bardzo łagodnie dzięki czemu pierwszoklasiści nie spędzają wieczornych godzin z nosem w zeszycie. Finowie wychodzą z założenia, że spędzanie czasu na świeżym powietrzu wyjdzie wszystkim na lepsze. Oczywiście wraz z kolejnymi szczeblami edukacji zadań domowych przybywa.

Elastyczny system – czyli od „zawodówki” do doktoratu.

Taka ścieżka rozwoju i kariery jest jak najbardziej możliwa. Ukończenie szkoły zawodowej daje możliwość kontynuacji nauki w ammattikorkeakoulu, czyli w wyższej szkole zawodowej (bez konieczności zdawania matury, czy uczęszczania do liceum dla dorosłych). Należy oczywiście zdać egzamin wstępny. Następnie po ukończeniu studiów licencjackich istnieje możliwość kontynuacji nauki na studiach magisterskich, również uniwersyteckich.

Kwalifikacje zawodowe można również otrzymać w ramach dualnego systemu kształcenia, czyli połączenia pracy i szkoły według zasady – około 80% nauki odbywa się w miejscu pracy, a pozostałe 20% to nauka teorii w szkole. Po tego typu szkoleniu można również ubiegać się o miejsce w wyższej szkole zawodowej.

Minusem jest „lekki” przerost biurokracji, ponieważ dla każdego ucznia tworzony jest indywidualny plan nauki. Dotyczy to każdego szczebla edukacji począwszy od przedszkola. Szkoły zawodowe, szkoły wyższe również mają obowiązek tworzenia takich planów. Ocena ucznia też jest bardzo złożona i oparta o stosy formularzy, instrukcji itp.
Ostatnio również pojawiają się głosy, że innowacje fińskich szkół przekraczają już granice zdrowego rozsądku przyjmując za główną zasadę, że szkoła ma być „bez” – bez ławek, bez książek, bez nauczycieli. Pojawiają się również głosy samych uczniów, którzy zamiast digitalizacji chcieliby mieć więcej bezpośrednich interakcji z nauczycielami. Niedawno przeczytałam bardzo interesujący i bardzo krytyczny artykuł na ten temat w tygodniku Suomen Kuvalehti. Jak zmieni się fińskie szkolnictwo i czy będzie aż tak źle, zobaczymy.

Fiński system edukacyjny musi się również zmierzyć z geograficzno-społecznymi problemami. W kraju o najmniejszej gęstości zaludnienia w Europie, małych gminach zapewnienie dzieciom edukacji może być bardzo dużym problemem. Małe szkoły są zamykane, klasy łączone – nawet te różne rocznikowo mają razem zajęcia. Dzisiaj widziałam materiał, w którym pierwszoklasista mieszkający w okolicach Mikkeli we wschodniej części kraju, na dojazd do szkoły w jedną stronę potrzebuje około dwóch godzin i trzech środków lokomocji: roweru, taksówki oraz autobusu.

Nie miałam (niestety) okazji uczyć się w fińskiej szkole, ale miałam okazję tutaj studiować. Studia były przyjemne, praktyczne i bardzo przydatne. Grupowe projekty stanowiły główną część naszej nauki, a profesor prowadzący dane zajęcie przyglądał się naszej pracy nieco z boku, czasami dawał nam wskazówki oraz dużo pytał. Nie występował z pozycji wszechwiedzącego mędrca, a raczej kogoś, kto nam pomoże, naprowadzi na podejście do tematu w nieco inny sposób. Wspominam moje studia bardzo miło. To co dla mnie było najlepsze, to brak rywalizacji którą aż za dobrze pamiętam z Hongkongu, oraz brak przeładowania teorią, co z kolei pamiętam bardzo dobrze z moich studiów w Polsce.

Fiński system jest dobry, nie jest idealny, bo przecież ideałów nie ma.

Ola / Finlandia / Fińskie smaki 

Dodaj komentarz

Twój email nie będzie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.