MY POLKINOWE

EMIGRACJA, MOJA HISTORIA, CIĄG DALSZY…

Cykl opowieści pod tytułem Emigracja – Moja Historia to jeden z projektów Klubu Polki na Obczyźnie, który powstał dwa i pół roku temu, a moją ówczesną historię przeczytasz tutaj: moja historia, ciąg dalszy poniżej.

Dwa i pół roku temu była malownicza, urocza i przyciągająca jak magnes turystów Nerja. Czas mijał mi na przygotowywaniu śniadań dla gości, delektowaniem sie pyszną kawą w towarzystwie polskich lub hiszpańskich koleżanek, terapiami z klientami, przedstawianiem gościom atrakcji andaluzyjskiej perełki i okolic, codziennymi kąpielami w morzu i słońcu 365 dni w roku. Brzmi dobrze, ale i słońca można mieć za dużo, uwierzcie mi.

Każdy z gości odwiedzający moje Buenos Dias Andalucia (czyli otwarty dla wczasowiczów piękny dom z ogrodem, gdzie witałam i organizowałam im wypoczynek), dosłownie każdy, był zachwycony klimatem tego miejsca oraz tym, że jest tu tak gorąco, a zimą ciepło, ogólnie pięknie i relaksacyjnie. Wielu z gości chciało się tu przeprowadzić. Powstrzymywał ich jednak strach i niepewność. Nie wiedzieli, jakiego zajęcia mogliby się podjąć, obawiali się porażki oraz nauki nowego języka. Dwie osoby nawet się zdecydowały i zajęły się tym, co ja. Szybko jednak okazało się, że to nie takie proste i nie dla każdego. Jedna z tych osób po roku wróciła do swojego kraju, druga daje sobie szansę jeszcze na jeden rok.

Tak sobie myślę, że jeśli nie żyjemy SWOIMI marzeniami, tylko chcemy żyć tak jak inni, to te marzenia się nie spełniają, bo tak naprawdę nie płyną z głębi naszego serca, lecz są czymś, czego zazdrościmy innym, nie potrafiąc sobie odpowiedzieć na pytanie, czy JA naprawdę tego chcę, czy JA się tu odnajdę?

Czasem obserwowałam ludzi, którzy byli gotowi na przeprowadzkę i znali trochę język hiszpański, a jednak brakowało im wiary, że tu może być ich miejsce na ziemi.

Wydawało im się, że byłoby zbyt pięknie, by mogło być prawdziwe. Hmm… widziałam na własne oczy, jak bardzo chcieli tu żyć, ale poczucie winy i brak wiary, że zasługują na coś lepszego niż mają, ograniczały ich decyzje. Byli już blisko celu, ale jednak cofali się, woleli wrócić do siebie i dalej narzekać, że zimno, nie ma słońca, że nudno, że za mało pieniędzy itd., itp.

Nigdzie nie jest idealnie, to od nas samych zależy, jak widzimy rzeczy i jaki mamy stosunek do różnych sytuacji w naszym życiu. Czy te negatywne traktujemy jako porażkę, czy lekcję do przerobienia. Czy potrafimy zaakceptować to, czego zmienić nie możemy i czy jesteśmy wdzięczni za to, co mamy. Czy cieszą nas drobiazgi życia codziennego itd… Nieważne, czy w Polsce, Hiszpanii, czy na drugim końcu świata – to nasze myśli tworzą naszą rzeczywistość.

Wracając do mojej historii, chciałabym dodać, że po pięciu latach mieszkania w słonecznym raju i mnie się znudziło. Najbardziej zmęczyło mnie chyba słońce, hiszpańskie mañana oraz długie loty do rodziny i przyjaciół. Szybko więc zamieniłam „za dużo słońca” w „dużo deszczu i słońce” oraz długie loty na krótkie i tak znalazłam się w zielonej Irlandii (o której zresztą marzyłam jako nastolatka, czyli bardzo dawno temu, a potem zupełnie zapomniałam).

Jedna ciekawa obserwacja: po przeprowadzce tutaj wreszcie czuję całym sercem, że to jest mój dom ostateczny i to moja ostatnia emigracja. Nadal twierdzę, że dom to miejsce, które dzielimy z ukochanymi osobami. My zmieniliśmy tylko miejsce naszego domu. Teraz już na stałe.

A wszystkim nam życzę, by się nie bać zmian, przeprowadzek, emigracji, słuchać swego serca, być tu i teraz oraz wyrażać wdzięczność za każdą, nawet najmniejszą pozytywną rzecz w życiu, a z negatywnych brać lekcje i iść do przodu.

Ellie / Irlandia / Szeroka perspektywa

Share: