Dookoła grobu, czyli o Święcie Zmarłych i Zaduszkach na świecie

Dookoła grobu, czyli o Święcie Zmarłych i Zaduszkach na świecie

Pierwsze dni listopada dla Polaków mieszkających w Polsce są szczególne. Wspólne sprzątanie grobów, spotkania na cmentarzach, modlitwa i zaduma. Obchody święta Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego są wpisane w polską tradycję i kulturę. O tym, jak wyglądają obchody w innych religiach i kulturach opowiedzą Justyna, Sadeemka, Isia, Agata i Dorota.

SERBIA, Justyna Michniuk

We współczesnej Serbii obchody dnia Wszystkich Świętych (serbskie Svi sveti albo Presveta) jest w dużej mierze związane z obrzędami Cerkwi prawosławnej. Serbowie zachowali jednak wiele starych zwyczajów, które praktykują do dziś. Jednym z nich jest zakrywanie luster tuż po śmierci bliskiej osoby czy też zapuszczanie brody przez mężczyzn i noszenie czarnych ubrań przez kobiety, aby zmarły ich nie poznał i nie chciał wrócić z tamtego świata. Inną ciekawą tradycją jest zakaz wracania z cmentarza do domu tą samą drogą, którą szła procesja z trumną, aby zmarły już na zawsze pozostał w miejscu swojego wiecznego spoczynku i również nie powracał do żywych, aby ich dręczyć. Podobnie jak Polacy, także Serbowie palą na grobach znicze i stroją je kwiatami. Ciekawym zwyczajem w trakcie odwiedzin grobów jest również zapalanie papierosa i wkładanie go do ziemi, gdzie jest pochowany ktoś bliski, który kiedyś palił. Nie widziałam niczego podobnego w żadnym innym kraju! Mieszkający w Serbii Romowie często ucztują na grobach swoich zmarłych, jedząc słodkie bułki i pijąc wódkę.

W ten sposób wspominają oni tych, którzy odeszli. Dlatego cmentarz w czasie Wszystkich Świętych jest często nie miejscem ciszy i skupienia, ale gwaru i śpiewów.

Islam, Sadeemka

Islam nie ma swojego odpowiednika Święta Zmarłych, prawdopodobnie ze względu na podejście tej religii do tematu śmierci. O ile śmierć jest czymś oczywistym dla każdego człowieka, muzułmanie traktują ją jako początek życia wiecznego, życie doczesne zaś jako krótki test zasłużenia sobie na Raj (Dżannah) lub Piekło (Dżahannam). Zmarłych opłakuje się zatem nie dłużej niż trzy dni, jedynie w sytuacji utraty męża okres ten wynosi cztery miesiące miesiące i dziesięć dni (okres iddah). Idealnie podsumowuje to podejście duaa, modlitwa recytowana na wieść o czyjejś śmierci: inna ilahi ła inna ilejhi radżi’un, oznaczająca Do Boga należymy i do Boga wszyscy powrócimy. Za swoich zmarłych bliskich można się modlić zawsze i wszędzie, nie tylko przy ich grobie, zatem wizyty na cmentarzu służą muzułmanom przede wszystkim jako przypomnienie ulotności ludzkiego życia.

Sam pogrzeb, Dżanazah, jest organizowany możliwie jak najszybciej, często tego samego dnia (o ile nie jest konieczna sekcja zwłok, rzecz jasna). Zmarłego obmywa się w rytualny sposób (ghusl), owija białym materiałem i ustawia twarzą w kierunku Qiblah, Meczetu al Haram w Mekkce. Jego życie pozagrobowe rozpoczyna się zatem w momencie pogrzebania, gdzie oczekuje Dnia Sądu Ostatecznego w sposób zależny od tego, jak przeżył swoje życie na ziemi.

Meksyk, Isia Wieczorek

Już od początków października na ulicach, wystawach, straganach i w sklepach pojawiają się czaszki, kościotrupy, dynie, kości i przebrania z okazji Dnia Zmarłych. Día de los Muertos to z pewnością najpiękniejsze, najciekawsze i najbardziej wyjątkowe święto w Meksyku. Bez wątpienia moje ulubione. W domach, a nawet w firmach, sklepach i miejscach publicznych stawia się ofrendas, czyli ołtarzyki poświęcone zmarłym. Na takim ołtarzyku stawia się zdjęcie zmarłego oraz przedmioty i pamiątki, które do niego należały. Dodatkowo dekoruje się je kwiatami, słodyczami, ulubionym jedzeniem i (nierzadko) alkoholem, czyli jednym słowem wszystkim tym, co zmarły wielbił za życia i po co może wrócić w tym okresie. W miejscach publicznych ofrendas poświęcone są znanym postaciom kultury i sztuki; prywatnie, każdy tworzy ołtarzyki dla bliskich, którzy odeszli, ale wciąż są dla nas ważni i żyją w naszej pamięci.

Na Dzień Zmarłych najlepiej jest wybrać się  miasto, pochodzić po uliczkach, pójść do parku, napić się gorącej czekolady na ulicy, zagryźć pan de los muertos (słodkie bułeczki, dosłownie chleb zmarłych) albo zjeść tamales (specjalnie przyrządzana masa kukurydziana np. z mięsem z kurczaka, zawijana w liść bananowca lub kukurydzy). W wioskach i małych miasteczkach organizuje się procesje, które chodzą od domu do domu – ludzie dzielą się wcześniej przygotowanym jedzeniem, piją, tańczą, śmieją się, rozmawiają i wspominają.

Meksykański Dzień Zmarłych zyskał ostatnio większą sławę za sprawą filmu Coco, który moim zdaniem bardzo trafnie oddaje ideę tego święta. Śmierć w meksykańskiej kulturze nie jest tematem tabu, jest wszechobecna i mówi się o niej otwarcie, ba!, traktuje się ją nawet z przymrużeniem oka i sporą dawką humoru. Wiele symboli kulturowych jest związanych właśnie ze śmiercią (La Catrina), wielu artystów bierze za temat przewodni swoich dzieł kościotrupy i duchy (Pedro Páramo). Lubię tę otwartość co do tematu śmierci i pozytywne nastawienie, jakie mu towarzyszy. Paradoksalnie, gdy śmierć jest szeroko obecna w kulturze, dużo łatwiej jest żyć, żyć z dnia na dzień i tym życiem się cieszyć. Patrząc na kościotrupy i czaszki, patrzymy przecież na karykatury nas samych, godzimy się z faktem, że jesteśmy tylko małą częścią cyklu życia i śmierci. Wszystko przemija, my też przeminiemy, ale zanim to nastąpi, zjedzmy, wypijmy i zatańczmy tak, jakby miał to być ostatni raz…

Włochy, Agata Ewa Kordecka

W Piemoncie (północne Włochy), w Dzień Zaduszny babcia gotuje na obiad tradycyjną zupę z ciecierzycy dla naszej włoskiej familii. Zaraz po posiłku cała rodzina, czy ta mieszkająca we wsi, czy też inni krewni z niej pochodzący, wybierają się na cmentarz, żeby się ze sobą spotkać. W tym szczególnym dniu są tam naprawdę wszyscy. Niektórzy stoją przy swoich krewnych, a inni wędrują od grobu do grobu. Trzeba wspomnieć, że włoski (piemoncki) cmentarz różni się zasadniczo od polskiego, zmarli są chowani w czymś w rodzaju mauzoleum: po środku wąskie przejścia, a po obu stronach wysokie konstrukcje betonowe, gdzie każda trumna wsadzana jest w swoją małą “komórkę”, jak w ulu. Odwiedzający mają przed sobą szachownicę płyt granitowych z nazwiskami i fotografiami zmarłych. Najtańsze groby znajdują się tak wysoko, że żeby zapalić światło bliskiej osobie trzeba wspiąć się na drabinę na wysokość kilku metrów! Jest zupełnie jasno, wszyscy rozmawiają, zwykle ściszonymi głosami, spacerując i podrawiając się nawzajem. Około trzeciej po południu przychodzi ksiądz (chociaż nie jest to regułą, bo czasem zastępuje go osoba świecka) i ludzie zgromadzeni na głównym placyku cmentarza odmawiają różaniec i wieczny odpoczynek. Po tym bardzo krótkim nabożeństwie ponownie rozchodzą się do swoich krewnych i znajomych, do rozmów i spotkań. Kiedy zaczyna się ściemniać, wracają razem do domów, gdzie zwykle ktoś zapobiegliwy przygotował już dla nich pieczone lub gotowane kasztany, które są kolejnym tradycyjnym daniem w tym dniu. Po kolacji najlepiej nie sprzątać ze stołu – wypada zostawić naczynia i resztki, żeby zmarli też mieli okazję się posilić. Duchy przodków nie są przecież groźne, a raczej dyskretne i wstydliwe, nie przyjdą, jeśli nie zrobimy im miejsca przy stole…

Japonia i Tajwan, Dorota Wernik

Święto zmarłych nazywane jest na Tajwanie (i w Chinach) Qingming Jie, czyli Święto Czyste i Jasne i jest obchodzone 15. dnia po równonocy wiosennej, czyli 4 lub 5 kwietnia. Podobnie jak w Polsce, tego dnia i w poprzedzający święto weekend, cmentarze zapełniają się odwiedzającymi i sprzątającymi groby.

W wierzeniach tajwańskich i chińskich dusze po śmierci, tak samo jak ludzie za życia, potrzebują jedzenia i pieniędzy, a także innych dóbr materialnych. Dlatego też w tym okresie przy grobach pali się papierowe pieniądze, a także makiety domów czy samochodów, na stołach ustawia się wszelkiego rodzaju jedzenie i picie, a także pali kadzidełka. Na Tajwanie tradycyjnie jedynie męska część rodziny zbiera się przy grobie i dokonuje wszelkich rytuałów związanych ze składaniem darów przodkom. Tradycyjne również jedynie mężczyźni i niezamężne kobiety (a właściwie dziewczynki, które zmarły w dzieciństwie) są chowani w rodzinnych grobowcach. Jak tylko kobieta wychodzi za mąż, to przestaje należeć do rodziny i jest chowana przy grobowcu rodziny męża. Tak więc obok grobowca mężczyzn i niezamężnych kobiet są rozsiane grobowce żon.

Na Tajwanie prawie wszystkie groby skierowane są na wschód, przyozdobione są małymi kolorowymi posążkami i z daleka wyglądają jak małe domki na wzgórzu. Ponieważ ziemia na Tajwanie jest bardzo droga, to coraz częściej jeszcze za życia w olbrzymiej wieży cmentarnej wykupuje się miejsce na urnę z prochami. Wieże takie mają nawet ponad 20 pięter! Tajwańczycy „nie lubią” cmentarzy, boją się błąkających się tam duchów i odwiedzają je jedynie raz do roku właśnie w Święto Zmarłych.

A jak wyglądają japońskie cmentarze? W Japonii jest zupełnie inne podejście do grobów niż na Tajwanie. Japońskie groby w wioskach i w małych miasteczkach są często tuż przy domach. Widać, że są częściej odwiedzane, bo są posprzątane, na wielu są świeże kwiaty. Jeśli dana rodzina nie posiada ziemi, w której mogłaby pochować bliskich, to chowa ich na malutkim cmentarzu znajdującym się często po środku miasteczka pomiędzy domami mieszkalnymi lub pomiędzy drzewami przy świątyni. Czasami cmentarze są „gdzieś w polu”. Nie ma żadnego ogrodzenia, grobowce są bliziutko siebie, często trudno się pomiędzy nimi przecisnąć.

Autorki:
Justyna Michniuk
Sadeem Umm Anis
Isia Wieczorek
Agata Ewa Kordecka
Dorota Wernik

Opracowała:
Mariola Cyra

 

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Goshka Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Goshka
Gość

W Zurychu cmentarze sa jak parki z pieknymi alejami i roslinnoscia. Ciekawe zestawienie.