Czasem się gubię

Czasem się gubię

Dużo się mówi o tym, że życie na emigracji to ciągłe wyzwania.

Spośród szeregu tych rozmaitych wyzwań: urzędniczych, wizowych, miłosnych, rodzinnych, emocjonalnych czy kulturowych ostatnimi laty najbardziej dają mi się we znaki te światopoglądowe. Kim jestem? Jaka jestem? Jaka powinnam być? Za czym stoję? O co walczę? Co powinnam odpuścić?  

Gubię się po raz nie-wiem-już-który, więc spisuję luźne myśli, złote myśli, aby pamiętać, o co mi chodziło, zanim znowu wszystko się zmieni…

Miejsce ma znaczenie!

Mój światopogląd funkcjonuje jako spójna całość w danym miejscu, w danej rzeczywistości i wśród danych ludzi. Gdy jeden z punktów się zmienia, muszę przearanżować całą resztę. Muszę brać pod uwagę nie tylko to, kim ja chcę być, ale też to, kim jestem dla miejsca, w którym się znajduję. Miejsce narzuca mi tożsamość, z którą się mogę nie zgadzać, której nie chcę, ale nie mam na to wpływu ani wyboru. Miejsce wydobywa ze mnie cechy, o których nie zdawałam sobie sprawy, miejsce tworzy mnie w takim samym stopniu, w jakim ja tworzę to miejsce…

Gdy obracam się w kręgach ludzi, którzy mieli podobne doświadczenia,

chodzili do podobnych szkół, mówią podobnym językiem, podróżują do podobnych miejsc, lubią podobne filmy i czytają podobne książki, zawsze będę guru. Będę zajebiście mądra, oczytana; dam najlepszą radę i będę się czuć dobrze ze sobą. Dopiero, gdy znajduję się wśród ludzi, którzy są zupełnie ode mnie różni, którzy nie znają mojego języka (i nie tylko ojczystego), którzy przeżyli zupełnie inne życia, czytali zupełnie inne książki i doświadczyli rzeczy, o których nie miałam najmniejszego pojęcia, dopiero kiedy konfrontuję siebie, to co myślę i uważam za ‘mądre’, ‘prawdziwe’, niepodważalne!, dopiero, kiedy moje najlepsze cytaty i złote myśli przestaną działać, dopiero, gdy poczuję się zostawiona na lodzie, bez koła ratunkowego, bez niczego, co jest mi znane i do czego mogę się odnieść, gdy zburzę wszystko, co budowałam przez lata i co było dla mnie niepodważalne, ważne, piękne i prawdziwe, gdy będę musiała wszystko definiować od zera, dopiero wtedy zdaję sobie sprawę, ile te moje mądrości, wiedza i doświadczenie są/były naprawdę warte.

W naszej kulturze i nurtach myślowych, przyzwyczajeni jesteśmy do idei czasu linearnego.

Wszystko płynie po linii prostej, w danym kierunku i celu. Tworzymy, nasze życie idzie do przodu, budujemy na podwalinach, które ktoś kiedyś postawił. Każda kolejna rzecz i doświadczenie jest dodatkiem do wszystkiego, czego się do tej pory nauczyliśmy. Zaczynam coraz częściej redefiniować także tę teorię. Coraz częściej czuję, że nawet jeśli istnieje coś takiego jak progres, to nie jest on linearny a zatacza koła, jak spirala. Czuję, że wciąż dochodzę do czegoś, po czym wracam, redefiniuję i zaczynam znów od początku. Ciągłe powroty, próby i te same walki. Niczego się nie wie raz na zawsze. Będziemy wciąż wracać i przeżywać wszystko na nowo, zmieniać, ulepszać, doskonalić, burzyć i budować od nowa. Przestaję się przyzwyczajać do myśli, że jest jakiś punkt kulminacyjny, jakiś koniec, jakiś garnek złota. Nie ma.

O AUTORCE
Agnieszka (Isia) Wieczorek

Agnieszka (Isia) Wieczorek

Redaktor

Socjolożka, latynoamerykanistka.
Od 2011 roku na emigracji.
Serce ma rozbite między Polskę i Meksyk, w którym spędziła wspaniałe 5 lat życia.
Obecnie mieszka w Chicago, gdzie uczy oraz prowadzi badania
nad integracją i tożsamością kulturową migrantów.
Tęskni za chaosem, spontanicznością i magią codzienności.

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
hankasaqibOlga/Polka na IslandiiPaulina Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Paulina
Gość
Paulina

Poruszający i ładnie napisany telst. Mam podobne odczucia i nie potrafiłabym ich lepiej ująć słowami. Dziękuję

Olga/Polka na Islandii
Gość
Olga/Polka na Islandii

Moim zdaniem wazne jest aby była jedna „stała” do której zawsze można się odnieść, której nie chcemy zmieniać. Twoja stała chyba jest miłość (mąż), a moją dom (Islandia). Cokolwiek się nie dzieje to wiem, że chce aby to było tu.
Piękny tekst 😉

hankasaqib
Gość
hankasaqib

Inspirujący tekst! Bardzo mi się podoba: „miejsce tworzy mnie w takim samym stopniu, w jakim ja tworzę to miejsce”. Też się tak często czuję. Życie w ogóle, a w szczególności za granicą polega chyba właśnie na wiecznym redefiniowaniu i budowaniu siebie od nowa, jak piszesz. Ja w pewnym momencie zrozumiałam, że bardzo mało jest twierdzeń niepodważalnych i zawsze prawdziwych. Większość rzeczy jest zmiennych w zależności od punktu widzenia i kultury i najważniejsze jest to, żeby za wszelką cenę nie upierać się przy swoim, tylko być otwartym na inne punkty widzenia, nawet jeśli są one zupełnie inne od naszego. Ostatnio gdzieś… Czytaj więcej »