Chrześcijan jest w Chinach stosunkowo niewielu – około 2-4% populacji. Przy ogromnej liczbie ludności daje to nadal wielomilionową społeczność. Nie przekłada się to jednak na “widoczność” chrześcijaństwa. Z jednym wyjątkiem – przed Świętami Bożego Narodzenia Chiny również ogarnia szaleństwo dekoracji świątecznych. Oczywiście – trzeba tu sobie zadać pytanie, czy przeciętny Chińczyk będzie Święta kojarzył faktycznie z narodzeniem Boga, czy tylko z “amerykańską tradycją” – bo królują tu jowialne podobizny Mikołajów w towarzystwie reniferów i pobrzmiewają amerykańskie piosenki świąteczne. O ile chrześcijanie z okazji Świąt uczestniczą oczywiście w uroczystej mszy, często połączonej z jasełkami, o tyle niechrześcijanie również mogą znaleźć coś dla siebie.

Z okazji Świąt można się wybrać z rodziną bądź przyjaciółmi na “świąteczną kolację” do knajpy – jej świąteczność zazwyczaj będzie związana tylko z dekoracjami obfitującymi w śnieżynki.
Ku mojemu zdumieniu w mieście, w którym mieszkam – w Kunmingu – obchodzi się również Wigilię. By ją obchodzić, nie trzeba być chrześcijaninem. Wystarczy kupić jabłko i sztuczny śnieg w spray’u. Sztuczny śnieg służy uczestnictwu w ogromnej śnieżnej bitwie, która odbywa się z okazji Wigilii dorocznie w centrum Kunmingu, mimo zakazów policji (bardzo dużo po niej sprzątania).

Ciekawsza jest historia z jabłkiem. Otóż jabłko po chińsku to pingguo, a Wigilia – ping’an ye. Chociaż znakami zapisuje się je inaczej, lubujący się w homofonach Chińczycy stwierdzili, że w związku z tym samym brzmieniem symbolem Wigilii zostanie jabłko. Kupiwszy kilo jabłek, można je ładnie opakować i obdarować nimi rodzinę czy przyjaciół, życząc oczywiście wesołej Wigilii. Chińczycy są zazwyczaj bardzo zaskoczeni, gdy dowiadują się, że zwyczaj obdarowywania jabłkami jest rdzennie chiński i z europejskimi czy amerykańskimi tradycjami bożonarodzeniowymi nie ma nic wspólnego…

 

Natalia / Chiny / Biały Mały Tajfun

Share: