W okresie przedświątecznym w kieszeniach wszystkich moich okryć wierzchnich, oprócz chusteczek i pomadek ochronnych, można znaleźć candy cane, w dość pokaźnej liczbie mnogiej. Candy cane, czy jak przyjęło się w języku polskim, laska świąteczna, to twardy cukierek o smaku miętowym, w biało-czerwone paski, w kształcie laski. Jestem cyklicznie, co roku od listopada do końca grudnia, od nich uzależniona. Najbardziej lubię wersję mini, zapakowane w dość luźne, maleńkie woreczki, które łatwo otworzyć bez połamania całej laski. Są też większe i jeszcze większe i całkiem ogromne też są. Najczęściej zawinięte bardzo ciasno w folię i wymagają od konsumenta anielskiej wręcz, w duchu świąt, cierpliwości żeby je rozpakować bez uszczerbku na kształcie lasek . To oczywiście nikomu nie przeszkadza i każdego roku prawie dwa biliony lasek świątecznych sprzedawanych jest na całym świecie. Dziewięćdziesiąt procent z nich między Dniem Dziękczynienia, a świętami Bożego Narodzenia.

Pierwsza pisana wzmianka o cukierkach pojawiła się w 1837 na konkursie cukierników w Massachusetts. Pierwszy przepis na laskę świąteczną opublikowany został kilka lat później. Laska świąteczna ma nawet swój dzień w Stanach Zjednoczonych – 26 grudnia.

Legenda niesie, że pomysłodawcą laski świątecznej był niemiecki dyrygent chóru w katedrze w Kolonii. W 1670 roku dyrygent szukał pomysłu na uciszenie swojego rozgadanego, w trakcie długiej pasterki, chóru. Zamówił u cukiernika słodycze, które rozpuszczały się w ustach nieco ponad chwilę i tym samym zamykały usta chórzystom. Pomysłowy dyrygent poprosił cukiernika o słodycze w kształcie laski na wspomnienie laski pasterzy przybyłych do stajenki. Kolor biały miał symbolizować czystość i szlachetność Jezusa, a kolor czerwony – jego krew przelaną za grzeszników. Inne źródła donoszą, że kształt laski to odwrócona do góry nogami litera J. J jak Jezus.

Dzisiaj laska świąteczna to nieodłączny atrybut Bożego Narodzenia. W sklepach możemy kupić różne wielkości, kolory i smaki. Głównym składnikiem wciąż jest cukier, ale dziś znajdziemy tam również sztuczne barwniki i smaki. Mamy więc niebieskie, jagodowe i różowe, malinowe laski, nie bardzo już, świąteczne. Najpiękniejsze i najsmaczniejsze są jednak te biało-czerwone, o smaku miętowym. Można je zajadać tak po prostu, trzymając w dłoni, można pokruszone dodawać do deserów, można używać ich jako mieszadeł do gorącej czekolady. Dla dbających o linię, dobra wiadomość – dwunastocentymetrowa laska ma tylko 50 kalorii, zero tłuszczu i cholesterolu. Laski świąteczne wyglądają pięknie jako dekoracja świąteczna. Można je powiesić na choince, ozdobić wieniec na drzwi lub udekorować stoł. Najlepiej wyglądają jednak w mojej kieszeni.

 

Ania O´Connor / USA / Aniukowe pisadło

Share: