Myśląc o Bożym Narodzeniu, przychodzi nam na myśl stajenka ze żłobkiem i maleńkim owiniętym pieluszką dzieciątkiem w środku.
Rozczulamy się nad zmarzniętym bez ciepłej pierzynki maleństwem i w ogóle nie przychodzi nam do głowy, że w klimacie, w którym się urodził, tych ciepłych pieleszy nasz Jezusek mógł nie potrzebować.
Przyzwyczajeni do drzew otulonych śniegiem i choinki ze świecidełkami nie myślimy, że można inaczej.
No bo jak to, święta bez choinki? Przecież nawet bez śniegu jest już kiepsko i nie tak…

Tak jak większość świata, RPA również dość hucznie celebruje Święta Bożego Narodzenia. Nie przeszkadzają w tym ani rosnące dookola palmy, ani temperatura w okolicach 30°C.
I podobnie jak w innych krajach, także w RPA komercjalizm wziął góre i święta w centrach handlowych zaczynają się dużo wcześniej niż te prawdziwe.
Sklepowe półki od listopada uginają sie od promocji, a z głośników usłyszycie nieśmiertelne „Jingle Bells”. „Czarny piątek”, do RPA też już dotarł i wpasował się idealnie w nastrój przedświątecznych zakupów.
Oprócz reklam i dekoracji sklepowych, jednym z pierwszych znaków zbliżających sie świąt są szkolne koncerty i jasełka.
Szkoły sprzedają bilety z których dochód jest przeznaczony na zakup kostiumów i dekoracji, a nadwyżka wspiera okoliczne domy dziecka.
Kosze na zabawki oraz puszki na datki znajdziecie we wszystkich centrach handlowych.

Dekoracje świąteczne zwykle umieszczane są w ogródkach, na żywopłocie czy na drzewach – przystrojona świecidełkami palma wcale nie należy do rzadkości.
W zasadzie wszystko można przybrać lampkami i bombkami, nawet basen, przy którym w okresie świąt odbywa się wiele imprez.
Wzorem tradycji amerykańskich, sąsiedzi prześcigają się w pomysłach – oficjalny pokaz odbywa się w Wigilię (w RPA nie występuje tradycja kolacji wigilijnej, postu ani pasterki) czasem za najlepsze z nich przyznawane są nagrody.
I choć skórę parzy gorące słońce, choinka nie zawsze iglasta a zamiast na sanki dzieci wskoczą do basenu – to Boże Narodzenie w RPA obchodzą praktycznie wszyscy, nawet ludzie nie będący chrześcijanami – na dobre wrosło ono w tradycję.

Jeśli chodzi o imprezy (zarówno świąteczne jak i każde inne), to w RPA bez względu na porę roku i okazję króluje „braai”.
W dosłownym tłumaczeniu „braai” to po prostu impreza przy grillu, ale tak naprawdę w RPA „braai” to symbol, instytucja sama w sobie!
Braai może mieć miejsce gdziekolwiek – jeśli nie w domu, to w parku narodowym, lub nawet zwykłym okolicznym skwerku z kawałkiem zieleni na osiedlu.
Zazwyczaj występuje albo pod postacią zwykłego grilla, albo pod postacią ogniska, na które nakłada się „rusztowanie” a nawet stawia kociołek (potje).
W ten sposób przyrządzić można już wszystko: mięso, ryby, nawet zupę czy chleb – łącznie z ulubionymi świątecznymi daniami!
Przy ogniu popijając piwo, „męczą się” głównie faceci. Kobiety pijąc wino, przyrządzają w tym czasie sterty sałatek i deserów.

Dość często praktykowanym zwyczajem jest ustalanie, co kto przynosi na takową imprezę i wspólne przyrządzanie i delektowanie się przyniesionymy specjałami.
Ponieważ każdy na wszelki wypadek przynosi ze dwa razy więcej niż sam by zjadł – sałatkom, mięsiwom wszelakim (RPA to kraj wyjątkowo mięsożęrny) i słodkosciom nie ma końca.
Zanim goście zaczną spożywać posiłek, nawet jeśli nie są religijni, trzymając się za ręce najpewniej wygłoszą dziękczynną modlitwę (grace).
Prezenty, którymi obdarowują sie nawzajem to zazwyczaj drobiazgi o wartości ustalanej z góry i określonej na zaproszeniach. Czasem rodzice na taką imprezę przynoszą własne prezenty dla swoich dzieci – lądują one pod wspólną choinką aby je rozdzielić po obiedzie czy kolacji.

Święta w RPA przypadaja na okres letnich wakacji. Szkoły mają wtedy 6 tygodni przerwy (od początku grudnia do drugiego tygodnia stycznia), wiele firm ma również w tym czasie planowe urlopy.
Turystycznie to szczyt sezonu, więc ceny często idą dwukrotnie w górę. Jeśłi macie w planach wizytę w RPA, unikajcie tego sezonu, bo niewiele różni się od przełomu lipca i sierpnia w Europie.
Wielu ludzi wyjeżdża i spędza wakacje w ekskluzywnych resortach – popularny jest zwłaszcza Mauritius i sąsiedni Mozambik.
Tam na ogół program obejmuje bożonarodzeniowy obiad i wizytę Mikołaja, który może przybyć do ośrodka na… nartach wodnych, a na koniec sylwestrową zabawę!

 

Agnieszka Malonik / RPA / Blondynka w krainie tęczy 

Share: