MY POLKISTYL POLKI

BLIŻEJ POLKI – ANIA O`CONNOR

Mam na imię Ania, na karku czterdzieści trzy lata, mieszkam w Stanach i czasem wydaje mi się, że dopiero zaczynam siebie odkrywać. Zachłysnęłam się medytacją, ajurwedą i zdrowym odżywianiem i od prawie roku nie mogę tego zachłystu odkaszlnąć. Zdrowe odżywianie ratuje moją rodzinę przed chorobami, joga i medytacja stały się moim powrotem do wnętrza siebie, otworzyły mi umysł i stały się narzędziem do ustawiania siebie samej w stosunku do reszty świata. Jestem trochę inna, trochę spokojniejsza, trochę bardziej wierzę, trochę łagodniej tęsknię i trochę odważniej marzę. Trochę mniej przeraża mnie też perspektywa kolejnej przeprowadzki. Za kilka chwil wracamy do Europy. To teraz…

A wcześniej?

Wcześniej byłam nauczycielką angielskiego w każdym miejscu, w którym mieszkaliśmy. Uwielbiam uczyć. Uwielbiam być czyjąś podporą i asystować komuś w spełnianiu marzeń. Uwielbiam dzielić się tym, co wiem i uczyć się tego, czego jeszcze nie znam. Uczyłam obrzydliwie bogatych Saudyjczyków i nastoletnie matki z Meksyku w Stanach, oddział geriatrii i stado nastoletnich hodowców bydła w Niemczech. Uczyłam licealistów i uciekające do Szwecji pielęgniarki w Warszawie. Wszyscy nauczyli się ode mnie gramatyki, a ja od nich otwartości, tolerancji, ciekawości świata i ciężkiej pracy.

Wcześniej mieszkałam w najpiękniejszym miejscu na świecie – Garmisch-Partenkirchen. Tam zostawiłam kawał serca i za tamtym miejscem tęsknię najbardziej. Tam nauczyłam się jeździć na nartach. Tam spędziłam najcudowniejsze chwile w życiu, stojąc na stoku z soplami pod nosem i przymarzniętym do twarzy uśmiechem. Tam pokochałam chodzenie pod górę, jazdę na rowerze w jej dół, dobre piwo i ptysie z bitą śmietaną. Tam urodził się mój syn, który do dziś utrzymuje, że jest trochę Niemcem.

Wcześniej mieszkałam na Żoliborzu w maleńkim mieszkanku w przytulnej kamienicy. Hodowałam bazylię w doniczce za oknem i pomalował przedpokój na kolor pomarańczowy. Farbą olejną. Tam zostałam żoną i mamą po raz pierwszy.

Wcześniej nie taka święta Częstochowa, a jeszcze wcześniej Starokrzepice, gdzie żywiłam głęboką odrazę do grabienia siana, zbierania ziemniaków i pielenia ogródka. Uwielbiałam za to pieczony na patelni czerstwy chleb z masłem i cukrem, robienie miodu z dziadkiem i zjeżdżanie z zimowej górki na worku wypchanym sianem.

Teraz, raz jeszcze.

Jestem żoną i mamą dwójki fantastycznych nastolatków, którzy każdego dnia zadziwiają mnie postawą wobec świata, odwagą, elastycznością i odpornością na czasem zbyt gwałtowanie zmieniające się życie. Jestem opiekunką najłagodniejszego pod słońcem psa i niedostosowanego społecznie kota. Wciąż mieszkam w najmniejszym stanie w Stanach Zjednoczonych i w jednym z najstarszych tam domów. Wciąż lubię czerwone wino, boję się węży, nie umiem pływać. Wciąż piszę wiersze, a następnie je wyrzucam. Wciąż piszę książkę. Tak od dwóch lat. Wciąż słucham Depeche Mode i nie ma znaczenia, jaką oddaną weganką jestem, dobra karpatka wciąż jest grzechu warta.

 

Ania / USA / Aniukowe Pisadło

Share:
  • Dorota Wernik

    Aniu, jesteś niesamowita! Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała poznać Ciebie i Twoją rodzinę w realu <3 Pozdrawiam już prawie świątecznie.

  • O, jak fajnie! Ja na progu 40 i też nadal wierna DM 🙂